18/07/2026
🌲 Borzyszkowy – serce tajemniczych Gochów! 🌲
Czy znacie wieś o tak niezwykle bogatej i tajemniczej historii? 🤔 Choć oficjalne kroniki rozpisują się o dumnych rodach szlacheckich (Borzyszkowskich) i zachwycają pięknym, drewnianym kościołem św. Marcina ⛪, to prawdziwa magia kryje się gdzie indziej...
✨ W cieniu gęstych borów i nad mglistymi brzegami tutejszego jeziora wciąż żyją opowieści, których próżno szukać w popularnych przewodnikach! 🌊📜
👇 Poznajcie zapomniane legendy tego niezwykłego zakątka Kaszub! 👇
Oto trzy mało znane, niemal zapomniane legendy z okolic Borzyszkowych, spisane na podstawie lokalnych podań, opowieści starszych mieszkańców i dawnych zapisków o Gochach.
1. Legenda o Cieśli i Sercu Boru
Gdy w XVIII wieku majster Wojciech Klekner (słynny budowniczy kościołów na Gochach) przystępował do wznoszenia drewnianej świątyni w Borzyszkowach, napotkał nie lada problem. Najstarsze, najpotężniejsze sosny z okolicznych lasów, które idealnie nadawały się na zręby kościoła, ścinano za dnia, a rano znajdowano je z powrotem nietknięte i rosnące w ziemi.
Zniecierpliwiony cieśla postanowił spędzić noc w boru. Około północy ziemia zadrżała i z mgły wyłonił się potężny Borówc – kaszubski duch lasu. Duch oświadczył, że nie pozwoli ściąć drzew, chyba że majster wbuduje w kościół coś, co „będzie bić jak serce boru”.
Klekner, zamiast uciekać, poszedł na układ. Konstruując ambonę kościoła, ukrył w jej podstawie specjalnie wydrążoną, wysuszoną szyszkę z najstarszej sosny, a w baldachimie wyrył herby lokalnej szlachty, by duchy przodków pilnowały paktu. Od tamtej pory praca ruszyła z kopyta. Starsi mieszkańcy wierzyli, że dopóki drewniany kościół stoi, a wiatr stuka w okna, Borówc pilnuje wsi przed nieszczęściem i pożarami.
2. Podwodne dzwony z Jeziora Borzyszkowskiego
Ta legenda wiąże się z dawnymi czasami wojen i najazdów szwedzkich. Kiedy wrogie wojska zbliżały się do Borzyszkowych, tutejsi mieszkańcy, chcąc ratować najcenniejszy skarb wioski – potężny dzwon kościelny, który ostrzegał o niebezpieczeństwach – postanowili go ukryć.
Pod osłoną nocy załadowano dzwon na wielką tratwę i wypłynięto na środek Jeziora Borzyszkowskiego. Tam, w najgłębszym miejscu, zatopiono go, przywiązując linę do wielkiego, zatopionego pnia. Niestety, w trakcie potyczek zginęli wszyscy, którzy znali dokładne miejsce zatopienia skarbu.
Po wojnie dzwonu nigdy nie odnaleziono. Jednak według opowieści przekazywanych z pokolenia na pokolenie, w noce, kiedy księżyc jest w pełni, a woda staje się gładka jak lustro, z głębin jeziora dobiega cichy, głęboki dźwięk. Mówi się, że dzwon bije na alarm tylko wtedy, gdy nad Gochy nadciąga wielka burza lub susza, ostrzegając rybaków, by natychmiast wracali do brzegu.
3. Diabelski pakt w Pustkowiu Piekło
Niewielu turystów wie, że w okolicach powiązanych rodowo z Borzyszkowami istnieje starodawne pustkowie o bardzo mrocznej nazwie – Piekło. Wiąże się z nim podanie o jednym z dawnych gospodarzy z rodu Borzychów (Borzyszkowskich).
Gospodarz ów, żyjący na uboczu, bardzo chciał dorównać bogactwem szlachcie z Brzeźna Szlacheckiego. Pewnego wieczoru na rozstaju dróg spotkał elegancko ubranego pana w cylindrze – w rzeczywistości był to zamaskowany diabeł Purtek. Diabeł obiecał mu, że jego ziemia będzie rodzić najpiękniejsze plony, a w stodole nigdy nie zabraknie zboża, jeśli ten po śmierci odda mu swoją duszę. Umowę przypieczętowano.
Gospodarz rzeczywiście szybko się wzbogacił, jednak sumienie nie dawało mu spokoju. Przechodząc codziennie obok kościoła w Borzyszkowach, rzucał na tacę grube monety i potajemnie modlił się do św. Marcina o ratunek. Kiedy poczuł, że zbliża się jego godzina, kazał pochować się na przykościelnym cmentarzu, trzymając w ręku... gałązkę święconego bukszpanu i kłos żyta z własnego pola.
Gdy Purtek przyszedł po duszę, nie mógł przekroczyć poświęconej ziemi wokół kościoła, a kłos żyta (symbol uczciwej pracy ziemi) oparzył diabelskie szpony. Wściekły czart uderzył kopytem w ziemię na skraju boru, tworząc zapadlisko, które od tamtej pory nazwane zostało Piekłem, a sam musiał odejść z kwitkiem.