20/03/2026
Jak opowiedzieć Wam o czym jest tu mowa, spróbuje tak, niektórzy mnie zrozumieją dziś, inni dopiero jutro…
Byłeś kiedyś w miejscu, gdy wszyscy wokół krzyczeli te piękne rzeczy, to „Alleluja”, zachęcali się do radości i mówili o niej z uśmiechniętą twarzą? A ty byłeś daleko.
Tamtego dnia to był tylko szum, tylko dźwięki i słowa. Nie, nie dlatego, że ich radość była nieprawdziwa, nie dlatego, że z nimi było coś nie tak… To ze mną było coś nie tak. Świat mi zgasł, a Bóg wydawał się daleko. To nie oni mieli problem, to ja zderzyłem się z ciemnością jak ze ścianą.
Wstydliwy stan duszy, strach przed przyznaniem się, zawalanie kolejnych spraw i ludzkie diagnozy o Bogu i wierze, tak nietrafne i dalekie od mojej pustyni, która kpiła z mojej wiary, wyznawania, słów i poznania. Była i pomimo cudzych modlitw skończyć się nie chciała.
Już nie pytałem, jak się modlić. Już nie martwiłem się, jakich słów użyć, jak ułożyć zdania, żeby zostać wysłuchanym.
Bo słowa się skończyły, światło zgasło.
Pod ręką były tylko sztuczne zdania, sztuczne światło i brak chęci, aby ich użyć, bo i tak nic nie zmieniają.
Wiem, niektórzy z was to też wędrowcy i znają ten krajobraz. Siedzieliśmy przy tej samej drodze. Nie mówiliśmy tego samego, nie myśleliśmy tego samego, a jednak tworzyliśmy wspólnotę bezdennej pustki i ciszy. To tylko mieliśmy takie samo, nie z powodu jednomyślności, lecz z powodu braku czegoś do pomyślenia.
I właśnie tam stała się Prawda: „Zdaj się w milczeniu na Pana…”, „Dobrze jest czekać w ciszy…”. Wejdź. Nic nie musisz mówić. To nie zaproszenie do słów i działania, lecz do obecności. Do bycia…
Przychodzi, lecz nawet nie w lekkim powiewie, ale jak przy łóżku chorego: w tym tylko i aż byciu obok. Zamiast argumentów jest cisza i On. Trwa niewysłowione wstawiennictwo i westchnienie, o ileż lepsze niż wszelkie wyuczone słowa.
Żeby coś usłyszeć, nikt nie będzie głośniej mówić, tu trzeba jeszcze ciszej milczeć.
To milczenie nie jest ucieczką. Jest buntem przeciw chaosowi świata.
Rzeczywistość, jak czarny, zły brytan, warczała: „I co? Nie ma Go? Nie przybył na twoje wołanie?”. Lecz potem znikła, bo przybył na moje milczenie.
Resztkami myśli wyznałem, że nie mam gdzie iść, zostaję tu i czekam… Modlitwa zdania się na Ciebie jest milczeniem wszystkiego i odkryciem, że to ja mam koniec, a Ty jesteś Wieczny, Wszechmogący i Ty jeden masz prawdziwe zwycięstwa i świętości jak skarby w swoich dłoniach.
Zmieniłeś moją skargę w taniec, milczenie wybuchło chwałą i rozerwało kajdany!
Zapraszam do wysłuchania wykładu który narodził się w nie łatwych okolicznościach.
LINK DO WYKŁADU:
https://on.soundcloud.com/Dz9piga06yOrdDbX0Q
_______________________
☕️ Wirtualna, symboliczna kawka ☕️ dla tych którzy chcą wesprzeć to co robię :
https://buycoffee.to/mirek-kulec