12/05/2026
PIECZĘĆ ARCHANIOŁA MICHAŁA
Rozdział I Znak i przysięga
Historyk Marek otrzymuje tajemniczy medalik św. Michała Archanioła, który uruchamia ciąg niepokojących skojarzeń i wspomnień. Spotkanie z nieznajomym w krakowskim kościele uświadamia mu, że został wciągnięty w sprawę związaną z dawną, ukrytą tajemnicą.
Kraków o świcie (III)
Marek poczuł, że jego dłoń zaciska się na medaliku mocniej, niż powinien.
– Dlaczego ja?
– Bo nosi pan nazwisko, które ma dłuższą historię, niż pan myśli.
Marek milczał.
– Słyszał pan kiedyś o Chocimiu? – zapytał mężczyzna.
To słowo zabrzmiało w ciszy kościoła wyraźnie i ciężko.
Marek zawahał się przez ułamek sekundy.
– Każdy historyk słyszał.
– Nie każdy rozumie, co się tam zaczęło.
Cisza zgęstniała.
– Pan czegoś szuka – powiedział mężczyzna.
– Nie tym razem.
– Właśnie tym razem najbardziej.
Marek nie odpowiedział.
Mężczyzna odwrócił się i ruszył w stronę drzwi.
– Proszę zacząć od archiwum – rzucił jeszcze, nie oglądając się. – Tam znajdzie pan pierwszy ślad.
Drzwi zamknęły się cicho.
Marek został sam.
Przez chwilę stał bez ruchu, jakby rozważał, czy to, co właśnie usłyszał, miało sens, czy było jedynie kolejną zagadką bez rozwiązania.
Potem usiadł przy jednym z bocznych ołtarzy.
W jego pracy zdarzało się widzieć różne stare symbole: herby, pieczęcie klasztorów, znaki cechów. Ten jednak wyglądał inaczej niż wszystkie pozostałe i sprawiał wrażenie znaku czegoś, co miało znaczenie większe niż zwykła ozdoba.
Wziął telefon i zrobił zdjęcie medalika, a po chwili powiększył obraz.
Znak stał się wyraźny.: krzyż przecinał się z mieczami, a nad nimi rozpościerały się skrzydła.
Marek poczuł nagłe ukłucie ciekawości, silniejsze niż niepokój.
Kilka miesięcy wcześniej pomagał znajomemu w porządkowaniu archiwum jednej z krakowskich parafii i wśród setek dokumentów widział stare pieczęcie, z których niektóre wyglądały bardzo podobnie.
Odłożył telefon.
– No dobrze – powiedział półgłosem. – Sprawdźmy, czym byłeś.
Za oknem zadzwonił tramwaj ruszający ze skrzyżowania, a miasto zaczynało swój zwykły dzień, jakby nic się nie zmieniło.
Marek jeszcze nie wiedział, że mały srebrny medalik w jego dłoni był śladem historii, która zaczęła się czterysta lat wcześniej, w czasach, gdy rycerze Rzeczypospolitej mówili o świętym Michale Archaniele jak o swoim niebieskim Hetmanie.
A w jednym z krakowskich archiwów ktoś właśnie otwierał starą księgę, która od dawna czekała na czyjeś pytanie.
To była Anna.
ks. Krzysztof Pelc Michalici