Gruszczyce - Św. Walenty w Gruszczycach

Gruszczyce - Św. Walenty w Gruszczycach Św. Walenty w Gruszczycach; kult łaskami słynącego obrazu. Swoje intencje do modlitwy, możesz przesyłać tutaj w WIADOMOŚCIACH na SKRZYNKĘ ODBIORCZĄ. Walentego.

Masz pytania związane z poszukiwaniem dobrego chłopaka, dobrej dziewczyny? Starasz sie zbudowac dobra relację z ukochaną osobą, ażeby pieknie rozwijać Waszą miłość? Przygotowyjesz sie do zaręczyn? Coraz bliżej do Twojego ślubu? Miewasz trudne chwile w małżeństwie? ZNAJDŹ POMOC u św. Każdego 14 dnia miesiąca po wieczornej Mszy św. modlimy się podczas nabożeństwa do św. Waletntego za miłujących, a t

akże upraszamy o zdrowie dla chorujących. Zapraszamy Cię do Gruszczyc, k. Błaszek, do kościoła parafialnego, gdzie św. Walenty polubił pomagać i wspierać w potrzebach. Swoje intencje możesz przesyłać tutaj w WIADOMOŚCIACH na SKRZYNKĘ ODBIORCZĄ. Będą one odczytane podczas nabożeństwa przed ołtarzem św. Walentego w najbliższy 14-ty dzień miesiąca.

17 czerwca – Wspomnienie św. Brata Alberta Chmielowskiego, zakonnika.
17/06/2026

17 czerwca – Wspomnienie św. Brata Alberta Chmielowskiego, zakonnika.

📆 17 czerwca – Wspomnienie św. Brata Alberta Chmielowskiego, zakonnika 🔥

Święty Brat Albert należy do grona tych świętych, którzy nie tylko mówili o miłości bliźniego, ale uczynili z niej program całego swojego życia. Artysta, powstaniec, człowiek głębokiej wiary i założyciel zgromadzeń zakonnych – ostatecznie wybrał drogę służby najuboższym, widząc w nich oblicze samego Chrystusa.

Urodził się 20 sierpnia 1845 roku w Igołomi koło Krakowa jako Adam Chmielowski. W młodości brał udział w powstaniu styczniowym, podczas którego został ciężko ranny i stracił nogę. Pomimo cierpień nie utracił pogody ducha ani pragnienia czynienia dobra. Był utalentowanym malarzem, studiował sztukę w Warszawie, Monachium i Paryżu. Jego najbardziej znanym dziełem pozostaje obraz „Ecce Homo”, przedstawiający ubiczowanego Chrystusa.

Z czasem odkrył, że Bóg wzywa go do jeszcze większego poświęcenia. Porzucił karierę artystyczną i zamieszkał pośród ubogich oraz bezdomnych Krakowa. Nie ograniczał się do doraźnej pomocy. Pragnął przywracać potrzebującym poczucie godności, dawać im nadzieję i pomagać odzyskać utracone człowieczeństwo. Założył Zgromadzenie Braci Albertynów i Zgromadzenie Sióstr Albertynek, które do dziś służą najbardziej potrzebującym.

Brat Albert uczy, że miłosierdzie nie polega jedynie na współczuciu, lecz wymaga konkretnego działania. Nie pytał, czy ktoś zasłużył na pomoc. Dostrzegał w każdym człowieku cierpiącego Chrystusa. To właśnie dlatego wypowiedział słowa, które stały się programem jego życia:

„Trzeba być dobrym jak chleb, który dla wszystkich leży na stole, z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się, jeśli jest głodny.”

W świecie, w którym łatwo przejść obojętnie obok ludzkiej biedy, samotności czy odrzucenia, święty Brat Albert przypomina, że chrześcijaństwo wyraża się przede wszystkim w miłości czynnej. Nie wystarczy wzruszyć się losem drugiego człowieka. Trzeba znaleźć czas, dobre słowo, wyciągnąć rękę i podzielić się tym, co sami otrzymaliśmy od Boga.

Patrząc na życie św. Brata Alberta, warto zapytać siebie: czy potrafimy dostrzec Chrystusa w osobach ubogich, chorych i zapomnianych? Czy nasze serca są gotowe służyć bez oczekiwania wdzięczności i uznania? Świętość nie zawsze dokonuje się w wielkich czynach. Często rodzi się w codziennej dobroci, cierpliwości i wrażliwości na potrzeby bliźnich.

🕊️ Święty Bracie Albercie, który uczyłeś miłości czynnej i bezinteresownej, módl się za nami.

🙏 Modlitwa:

Boże, Ty obdarzyłeś świętego Brata Alberta łaską dostrzegania Chrystusa w najuboższych, spraw za jego wstawiennictwem, abyśmy umieli dzielić się z potrzebującymi tym, co posiadamy, i służyć bliźnim z miłością oraz pokorą. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

13/06/2026

🤍 13 czerwca • Wspomnienie Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny

Wspomnienie Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny przypomina o niezwykłej miłości, wierności i pokorze Matki Bożej. Serce Maryi jest symbolem całkowitego oddania Bogu, troski o ludzi oraz cichego towarzyszenia Chrystusowi zarówno w chwilach radości, jak i cierpienia.

Maryja zachowywała wszystko w swoim sercu i ufała Bogu nawet wtedy, gdy nie rozumiała do końca Jego planów. Jej Niepokalane Serce jest wolne od grzechu, pełne pokoju, współczucia i matczynej miłości wobec każdego człowieka.

Kościół umieszcza to wspomnienie dzień po Uroczystości Najświętszego Serca Pana Jezusa, ukazując duchową jedność Serca Jezusa i Serca Maryi. Oboje prowadzą ludzi do Boga przez miłość, miłosierdzie i wynagrodzenie za grzechy świata.

Nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi szczególnie rozwinęło się po objawieniach fatimskich, podczas których Matka Boża prosiła o modlitwę, pokutę i nawrócenie grzeszników.

Niepokalane Serce Maryi pozostaje dla wierzących znakiem nadziei, pokoju i przypomnieniem, że nawet pośród cierpienia człowiek nigdy nie jest pozostawiony sam. Który fragment życia Maryi porusza Cię najbardziej? Zostaw swoją myśl w komentarzu.



🔒 Treści i grafiki są mojego autorstwa.
✔️ Można je udostępniać wyłącznie przez opcję „Udostępnij”.
❌ Nie wyrażam zgody na kopiowanie i ponowne publikowanie w innych miejscach.

13/06/2026

Kiedy wędrujemy przez to nasze codzienne, często niełatwe życie, zdarzają się dni, w których czujemy się bardzo samotni. Przygniatają nas troski, praca, relacje z bliskimi, a czasem po prostu ten wewnętrzny, cichy smutek, którego nikt z zewnątrz nie widzi. W takich chwilach łatwo pomyśleć, że niebo jest gdzieś bardzo daleko, a Pan Bog patrzy na nas z ogromnego dystansu. Ale Kościół uczy nas czegoś absolutnie pięknego, co ma moc wlać w nasze serca prawdziwy pokój: nigdy, absolutnie nigdy nie jesteśmy sami. Mamy w niebie całą rzeszę przyjaciół.

Często, gdy patrzymy na figury świętych w kościołach albo na ich obrazy w witrażach, wydają nam się oni tacy poważni, dalecy, wręcz niedoścignieni. Mają złożone ręce, wzrok wzniesiony ku górze, a na głowach złote aureole. Łatwo wtedy uwierzyć, że to byli ludzie pozbawieni wad, którzy nigdy nie płakali z bezsilności, nie mieli wątpliwości i nie zmagali się z codziennością. Nic bardziej mylnego! Święci to nie są postacie z bajek o nieskazitelnych bohaterach. To byli ludzie z krwi i kości, dokładnie tacy jak my. Mieli swoje zmartwienia, choroby, trudne charaktery i chwile, w których brakowało im sił. A jednak zaufali Bogu do końca.

To właśnie dlatego Kościół przypomina nam o „świętych obcowaniu”. Ta tajemniczo brzmiąca prawda wiary oznacza po prostu tyle, że Kościół to jedna wielka rodzina. Ci, którzy już odeszli do nieba, nie zapomnieli o nas. Oni nie siedzą tam, odpoczywając bezczynnie. Jak pisze Pismo Święte, otacza nas ogromna „chmura świadków”. Wyobraźcie sobie to tak, jakbyśmy biegli w maratonie, a trybuny były pełne naszych starszych braci i sióstr, którzy już dobiegli do mety. Oni teraz kibicują nam z całych sił! Modlą się za nas, wypraszają dla nas łaski i szepczą do ucha: „Nie poddawaj się, warto iść dalej, Chrystus naprawdę czeka na końcu tej drogi”.

Spójrzmy na piękne przykłady tych niebiańskich przyjaciół.

Weźmy na przykład św. Tereskę od Dzieciątka Jezus – zwaną Małą Tereską. To dziewczyna, która nie dokonała w swoim życiu żadnych wielkich, spektakularnych dzieł. Nie założyła szpitali, nie podróżowała po świecie, nie głosiła kazań tłumom. Zamknęła się w klasztorze i tam, w ukryciu, postanowiła kochać Boga w najdrobniejszych rzeczach. Z uśmiechem znosiła trudny charakter innych sióstr, a swoje cierpienia z powodu ciężkiej choroby oddawała Jezusowi. Obiecała, że swoje niebo będzie spędzać, czyniąc dobro na ziemi, i że zsyłać będzie na nas „deszcz róż” – czyli wypraszać nam łaski. Kiedy czujemy, że nasze życie jest szare, zwyczajne i mało znaczące, Mała Tereska staje obok nas i przypomina: „Dla Boga nie ma rzeczy małych, jeśli są robione z wielką miłością”.

A może św. Brat Albert Chmielowski? Zanim został świętym zakonnikiem, był utalentowanym malarzem, człowiekiem poszukującym swojej drogi, zmagającym się z lękami, a nawet z głęboką depresją. Stracił nogę w powstaniu, wiele wycierpiał. Ale kiedy spotkał Chrystusa w twarzach najbiedniejszych, opuszczonych i bezdomnych, jego serce zapłonęło. Zrozumiał, że trzeba być „dobrym jak chleb”. Brat Albert to wspaniały przyjaciel na czasy, gdy gubimy sens życia, gdy czujemy się odrzuceni albo gdy nie potrafimy odnaleźć w sobie dobroci dla innych. On rozumie nasz ból i modli się, by Bóg dał nam siłę do powstawania z największych upadków.

Nie sposób nie wspomnieć też o św. Ricie z Cascii. Wielu z Was na pewno dobrze ją zna, bo to patronka od spraw trudnych i beznadziejnych. Rita była żoną bardzo porywczego męża, potem matką drżącą o swoje dzieci, a w końcu wdową i zakonnicą. Znała ból trudnych relacji w rodzinie, znała cierpienie po stracie bliskich. Znała łzy, które leje się w poduszkę, gdy po ludzku nie ma już żadnej nadziei. Święta Rita nie zastąpi nam Boga, ale weźmie nas za rękę i poprowadzi prosto do Jezusa, mówiąc: „Panie, zajmij się tym, bo to Twoje zranione dziecko nie ma już siły”.

Kochani, relacja ze świętymi to nie jest magia. My nie modlimy się do nich tak, jak modlimy się do Boga, bo tylko Bogu należy się najwyższa cześć i uwielbienie. Święci są jak szkło w witrażu – sami z siebie nie świecą, ale przepuszczają przez siebie najpiękniejsze światło Chrystusa. Prosimy ich o wstawiennictwo dokładnie w taki sam sposób, w jaki dzwonimy do ziemskiego przyjaciela i mówimy: „Słuchaj, jest mi ciężko, pomódl się za mnie”. W niebie ta więź miłości nie zostaje przerwana, ona staje się jeszcze mocniejsza.

Zachęcam Was dzisiaj z całego serca: znajdźcie sobie w niebie przyjaciela. Poczytajcie życiorysy świętych – może w Internecie, może w jakiejś małej książeczce. Zobaczcie, który z nich przeżywał to, co Wy przeżywacie dzisiaj. Kto miał podobne pasje, kto zmagał się z podobnym cierpieniem lub lękiem. A kiedy go znajdziecie, zacznijcie z nim po prostu rozmawiać. Proście go, by towarzyszył Wam w drodze do pracy, przy gotowaniu obiadu i w czasie wieczornych łez.

Niech to dzisiejsze rozważanie napełni Was nadzieją i ogromnym pokojem. Bóg dał nam świętych po to, byśmy nigdy nie czuli się na tej ziemi samotnymi wędrowcami. Niebo jest bliżej, niż nam się wydaje. Pamiętajcie – modlitwa to naprawdę nasza największa siła i nadzieja!

5 czerwca Kościół katolicki wspomina św. Bonifacego, biskupa, mnicha i męczennika nazywanego „Apostołem Niemiec”.
05/06/2026

5 czerwca Kościół katolicki wspomina św. Bonifacego, biskupa, mnicha i męczennika nazywanego „Apostołem Niemiec”.

5 czerwca Kościół katolicki wspomina św. Bonifacego, biskupa, mnicha i męczennika nazywanego „Apostołem Niemiec”. Był jednym z największych misjonarzy średniowiecznej Europy i człowiekiem, który z ogromną odwagą głosił Ewangelię wśród ludów pogańskich.

Święty Bonifacy urodził się około 675 roku w Anglii i już jako młody chłopak wstąpił do klasztoru. Odznaczał się inteligencją, gorliwością i wielką miłością do Boga. Został kapłanem, jednak zamiast spokojnego życia zakonnego wybrał trudną drogę misjonarza. Pragnął nieść chrześcijaństwo tam, gdzie ludzie wciąż żyli według dawnych wierzeń.

Wyruszył na tereny dzisiejszych Niemiec, Holandii i części Europy Środkowej. Głosił Ewangelię, zakładał klasztory i organizował życie Kościoła. Jednym z najbardziej znanych wydarzeń z jego życia było ścięcie pogańskiego dębu poświęconego Thorowi. Ludzie wierzyli, że każdy, kto odważy się go zniszczyć, zostanie ukarany przez pogańskie bóstwa. Bonifacy zrobił to publicznie, pokazując, że prawdziwą moc ma jedynie Bóg.

Jego działalność misyjna odmieniła oblicze chrześcijaństwa w Europie. Dzięki swojej odwadze i wierze stał się jednym z najważniejszych ewangelizatorów tamtych czasów. Kościół do dziś czci go jako patrona Niemiec, misjonarzy oraz ewangelizacji Europy.

Mimo podeszłego wieku Bonifacy nie przestał głosić Chrystusa. Podczas jednej z misji we Fryzji został napadnięty wraz ze swoimi towarzyszami i poniósł śmierć męczeńską w 754 roku. Według przekazów nie próbował walczyć, ale do końca pozostał wierny Ewangelii.

Historia św. Bonifacego przypomina, że prawdziwa wiara wymaga odwagi, szczególnie wtedy, gdy trzeba iść pod prąd świata i bronić prawdy mimo sprzeciwu innych. Co najbardziej porusza Cię w historii św. Bonifacego? Podziel się swoją refleksją.



🔒 Treści i grafiki są mojego autorstwa.
✔️ Można je udostępniać wyłącznie przez opcję „Udostępnij”.
❌ Nie wyrażam zgody na kopiowanie i ponowne publikowanie w innych miejscach.

3 czerwca Kościół katolicki wspomina świętych Karola Lwangę i Towarzyszy, młodych męczenników z Ugandy.
03/06/2026

3 czerwca Kościół katolicki wspomina świętych Karola Lwangę i Towarzyszy, młodych męczenników z Ugandy.

3 czerwca Kościół katolicki wspomina świętych Karola Lwangę i Towarzyszy, młodych męczenników z Ugandy, którzy oddali życie za Chrystusa pod koniec XIX wieku. Ich historia do dziś pozostaje jednym z najbardziej poruszających świadectw odwagi, czystości i wierności Ewangelii.

Święty Karol Lwanga urodził się około 1860 roku na terenach dzisiejszej Ugandy. Dorastał w afrykańskiej rodzinie i od młodych lat był znany ze swojej odpowiedzialności, odwagi oraz silnego charakteru. W czasach jego życia chrześcijaństwo dopiero zaczynało rozwijać się w Ugandzie dzięki działalności misjonarzy. Wielu młodych ludzi poznawało wtedy Ewangelię i przyjmowało chrzest, często narażając się na niezrozumienie i prześladowania.

Karol pracował na dworze króla Mwangi II jako sługa oraz opiekun młodszych chłopców służących na królewskim dworze. Po poznaniu chrześcijaństwa przyjął wiarę z ogromnym zaangażowaniem i został katechistą. Pomagał innym przygotowywać się do chrztu, modlił się z młodymi chrześcijanami i zachęcał ich do życia zgodnego z Ewangelią. Był człowiekiem głębokiej wiary, modlitwy i wielkiej troski o innych.

Św. Karol Lwanga chronił młodych chrześcijan na królewskim dworze również przed homoseksualnymi praktykami narzucanymi przez króla Mwangi II. Odmowa udziału w czynach sprzecznych z ich wiarą i czystością chrześcijańską stała się jednym z powodów brutalnych prześladowań oraz męczeńskiej śmierci wielu z nich.

Król Mwanga II coraz bardziej obawiał się wpływu chrześcijaństwa. Uważał, że wiara w Chrystusa osłabia jego władzę i sprzeciwia się jego rozkazom. Rozpoczęły się brutalne prześladowania chrześcijan. Wielu młodych wyznawców Jezusa było zmuszanych do wyrzeczenia się wiary. Karol Lwanga i jego towarzysze pozostali jednak wierni Chrystusowi mimo gróźb, cierpienia i świadomości zbliżającej się śmierci.

Wśród męczenników byli bardzo młodzi chłopcy, niektórzy mieli zaledwie kilkanaście lat. Wielu z nich niedługo wcześniej przyjęło chrzest albo przygotowywało się do niego. Karol dodawał im odwagi, modlił się z nimi i umacniał ich w wierze aż do ostatnich chwil życia.

Chrześcijanie zostali skazani na śmierć i poprowadzeni do Namugongo, miejsca egzekucji oddalonego od królewskiego dworu. Tam 3 czerwca 1886 roku wielu z nich spalono żywcem. Według świadków umierali modląc się i przebaczając swoim oprawcom. Ich niezwykła odwaga stała się świadectwem, które poruszyło cały Kościół i przyczyniło się do dalszego rozwoju chrześcijaństwa w Afryce.

Święty Karol Lwanga i Towarzysze zostali kanonizowani przez papieża Pawła VI w 1964 roku podczas Soboru Watykańskiego II. Do dziś są symbolem niezłomnej wiary młodych ludzi oraz przypomnieniem, że świętość nie zależy od wieku, pochodzenia ani miejsca życia.

Kościół czci św. Karola Lwangę jako patrona młodzieży afrykańskiej, Akcji Katolickiej w Afryce, osób prześladowanych za wiarę, ludzi walczących o czystość oraz tych, którzy chcą pozostać wierni Chrystusowi mimo presji świata.

Historia męczenników z Ugandy przypomina, że prawdziwa wiara wymaga odwagi i wierności nawet wtedy, gdy człowiek musi zapłacić za nią najwyższą cenę. Św. Karol Lwanga chronił młodych i prowadził ich do Boga…Czy dziś młodzież ma dobre autorytety? Podziel się swoją opinią.



🔒 Treści i grafiki są mojego autorstwa.
✔️ Można je udostępniać wyłącznie przez opcję „Udostępnij”.
❌ Nie wyrażam zgody na kopiowanie i ponowne publikowanie w innych miejscach.

26 maja – św. Filip Nereusz, prezbiter
26/05/2026

26 maja – św. Filip Nereusz, prezbiter

📅 26 maja – św. Filip Nereusz, prezbiter

Święty Filip Nereusz urodził się 21 lipca 1515 roku we Florencji, a zmarł 26 maja 1595 roku w Rzymie. Nazywany „Apostołem Rzymu”, był kapłanem pełnym radości, prostoty i niezwykłej bliskości wobec ludzi.

Już jako młody człowiek porzucił plany kariery, aby całkowicie oddać się Bogu. Zasłynął jako spowiednik i przewodnik duchowy, który nie prowadził ludzi surowością, ale miłością, humorem i cierpliwością. Gromadził wokół siebie szczególnie młodych, ucząc ich relacji z Bogiem w sposób żywy i autentyczny. To właśnie z tej misji narodziło się Oratorium.

Był dla wielu kimś więcej niż tylko kapłanem, duchowym ojcem, który potrafił słuchać, rozumieć i prowadzić. Dziś czczony jest jako patron Rzymu, młodzieży oraz ludzi poszukujących radości i głębokiej relacji z Bogiem.

W dniu, gdy w Polsce obchodzimy także Dzień Matki, jego życie przypomina, jak ważni są w naszym życiu ci, którzy uczą nas miłości, troski i obecności, szczególnie nasze mamy.

Dzień Matki to wyjątkowy czas wdzięczności za miłość, troskę i obecność, za wszystkie małe i wielkie gesty, które budują nasze życie. To okazja, by zatrzymać się i podziękować za dobro, które otrzymaliśmy.

Ten dzień nie dla wszystkich jest jednak łatwy. Nie każdy ma doświadczenie relacji z mamą pełnej ciepła i bliskości. Dla niektórych to czas trudnych emocji, pytań i zranień.

Dlatego pamiętajmy dziś także o tych, którzy przeżywają ten dzień inaczej, z wrażliwością i zrozumieniem. Za co dziś czujesz wdzięczność – wobec swojej mamy lub osoby, która była dla Ciebie wsparciem? Podziel się swoją refleksją w komentarzu.



🔒 Treści i grafiki są mojego autorstwa.
✔️ Można je udostępniać wyłącznie przez opcję „Udostępnij”.
❌ Nie wyrażam zgody na kopiowanie i ponowne publikowanie w innych miejscach

22 maja – wspomnienie św. Rity z Cascii
22/05/2026

22 maja – wspomnienie św. Rity z Cascii

📅 22 maja – wspomnienie św. Rity z Cascii

Są historie świętych, które budzą podziw. Ale są też takie, które dają nadzieję, bo zaczynają się dokładnie tam, gdzie po ludzku wszystko się rozpada. Święta Rita jest właśnie taką historią.

Urodziła się pod koniec XIV wieku we Włoszech. Od najmłodszych lat pragnęła życia zakonnego, ale zgodnie z wolą rodziców, została wydana za mąż. Jej mąż nie był człowiekiem łatwym. Był porywczy, gwałtowny, uwikłany w konflikty. Rita nie uciekła. Nie odpowiedziała złem na zło. Wybrała coś trudniejszego: cierpliwość, modlitwę i wierność. Przez lata znosiła trud małżeństwa, nie tracąc nadziei, że serce jej męża może się zmienić. I rzeczywiście pod wpływem jej postawy nastąpiło jego nawrócenie. Ale to nie był koniec prób. Jej mąż zginął w wyniku zemsty. Jej synowie, przepełnieni gniewem, chcieli pomścić ojca. Rita stanęła przed dramatycznym wyborem: modliła się nie o ich sukces… lecz o to, by nie popełnili grzechu. W krótkim czasie obaj zmarli, pojednani z Bogiem.

Po tych wydarzeniach Rita wstąpiła do klasztoru augustianek w Cascii. Tam rozpoczęło się jej ukryte życie, pełne modlitwy, pokuty i głębokiej jedności z Chrystusem. Jednym z najbardziej poruszających znaków tej jedności był stygmat ciernia z korony Jezusa, który nosiła na czole przez wiele lat. Nie był to znak „widowiskowy”. Był znakiem współcierpienia, cichego, ukrytego, wiernego.

Św. Rita uczy czegoś bardzo konkretnego:

👉 że świętość nie polega na idealnym życiu
👉 że można być wiernym Bogu w samym środku bólu
👉 że modlitwa ma realną moc przemiany serc
👉 że nadzieja nie kończy się tam, gdzie kończą się ludzkie możliwości

Dlatego od wieków ludzie przychodzą do niej z tym, co wydaje się niemożliwe. Z relacjami, które się rozpadają, z bólem, którego nie da się cofnąć, z sytuacjami bez wyjścia. I właśnie tam, w tych miejscach, jej wstawiennictwo staje się szczególnie bliskie.

Św. Rita jest patronką spraw trudnych i beznadziejnych,
małżeństw przeżywających kryzys, osób zranionych i cierpiących,
a także tych, którzy proszą o pojednanie i pokój w rodzinie. Czy w moim życiu jest sytuacja, którą uznaję za „beznadziejną”? Podziel się swoją opinią w komentarzu.



🔒 Treści i grafiki są mojego autorstwa.
✔️ Można je udostępniać wyłącznie przez opcję „Udostępnij”.
❌ Nie wyrażam zgody na kopiowanie i ponowne publikowanie w innych miejscach

16 maja wspomnienie św. Szymona Stocka.
16/05/2026

16 maja wspomnienie św. Szymona Stocka.

Mamy dzisiaj sobotę, 16 maja. Jak wiecie z mojego porannego wpisu, wspominamy dzisiaj wielkiego męczennika i patrona naszej ojczyzny, świętego Andrzeja Bobolę. Ale Kościół, w swojej ogromnej mądrości i niezmiernym bogactwie, daje nam na ten dzień jeszcze jednego, niezwykłego przyjaciela w niebie. W tę piękną, maryjną sobotę, chcę Wam opowiedzieć o świętym Szymonie Stocku.

To człowiek, przez którego Matka Boża przekazała światu cudowny dar, znany wielu z Was – Szkaplerz Karmelitański. Usiądźcie wygodnie, otwórzcie swoje serca i pozwólcie, że poprowadzę Was spokojnie przez tę niezwykłą historię o wielkim zaufaniu, łzach przemienionych w radość i czułej, matczynej opiece.

Święty Szymon Stock żył bardzo dawno temu, w XIII wieku, w Anglii. Jego nazwisko „Stock” w języku angielskim oznacza pień drzewa. Skąd wzięło się to dziwne określenie? Dawna tradycja opowiada nam, że Szymon jako młody chłopak, szukając ciszy, ucieczki od hałasu świata i głębokiej bliskości z Bogiem, zamieszkał w pustym pniu ogromnego, starego dębu. Tam spędzał dni i noce, modląc się i oddając swoje życie Stwórcy. Rozumiał, że tylko w Bogu jego serce może znaleźć prawdziwy pokój.

Z czasem ten cichy pustelnik dołączył do zakonu karmelitów – braci, którzy przybyli do Europy z góry Karmel w Ziemi Świętej. Byli to ludzie, którzy w sposób szczególny pragnęli naśladować Jezusa i oddawać cześć Maryi, traktując Ją jako swoją Siostrę i najczulszą Matkę. Szymon był człowiekiem niezwykle mądrym, pokornym i pełnym ogromnej miłości do Matki Bożej. Bracia dostrzegli jego świętość i po jakimś czasie wybrali go na swojego przełożonego generalnego, aby prowadził cały zakon.

Niestety, nadeszły bardzo trudne czasy. Zakon karmelitów przeżywał potężny kryzys. Bracia byli atakowani z różnych stron, nierozumiani przez innych, a w pewnym momencie groziło im nawet całkowite rozwiązanie zakonu przez władze Kościoła i zniknięcie na zawsze. Wyobraźcie sobie, jak wielki musiał to być ból dla ojca Szymona. Widział, jak dzieło, które tak bardzo kochał, chyli się ku upadkowi.

Co robi święty Szymon w obliczu takiej katastrofy? Nie wpada w panikę, nie złości się na Boga, nie narzeka na niesprawiedliwość losu. Robi to, co potrafi najlepiej i co jest najskuteczniejszą bronią w każdym kryzysie – pada na kolana. Ze łzami w oczach, z sercem pełnym ufności, błaga o pomoc swoją najlepszą Matkę, Maryję. Modli się gorąco, dzień i noc, prosząc Ją o jakikolwiek znak opieki i ratunku dla zakonu, który przecież był w całości Jej poświęcony.

I wtedy, w nocy z 15 na 16 lipca 1251 roku, wydarzył się cud. W otoczeniu chórów aniołów, w niezwykłym świetle, ukazała mu się Najświętsza Maryja Panna. W swoich dłoniach trzymała brązowy kawałek materiału – Szkaplerz. Wyciągnęła ręce do zmęczonego, zapłakanego zakonnika i podała mu go ze słowami, które na zawsze zapisały się w historii Kościoła. Powiedziała do niego mniej więcej tak:

„Przyjmij, najmilszy synu, ten szkaplerz twojego zakonu. To przywilej dla ciebie i wszystkich karmelitów. Kto w nim umrze, nie zazna ognia piekielnego. To znak zbawienia, ratunek w niebezpieczeństwach, przymierze pokoju i wiecznej opieki”.

Pomyślcie, drodzy Czytelnicy, jak potężna i piękna to obietnica! Maryja nie obiecała Szymonowi, że od tego momentu życie nagle stanie się łatwe, a wszystkie problemy natychmiast znikną. Obiecała coś znacznie cenniejszego – że będzie przy nim i przy każdym z nas w każdej chwili, zwłaszcza w tej najtrudniejszej, w chwili śmierci, i poprowadzi nas prosto w ramiona swojego Syna, Jezusa.

Szkaplerz, ten niepozorny kawałek brązowego płótna (a dzisiaj często noszony w formie medalika), nie jest żadnym magicznym amuletem, który chroni przed pechem. Kościół uczy nas, że to coś o wiele głębszego. To tak, jakbyśmy nosili na sobie mały fragment płaszcza samej Maryi. Kiedy przyjmujemy szkaplerz, to tak, jakby Matka Boża brała nas za rękę, przytulała do swojego Serca, okrywała swoją miłością i mówiła do ucha: „Jesteś mój, chronię cię, nie pozwolę, by stała ci się krzywda wieczna”. Należąc do Niej, nosząc Jej szkaplerz, my z kolei obiecujemy, że chcemy żyć tak jak Ona – starając się o czystość serca, miłość do bliźnich i posłuszeństwo woli Bożej w naszej codzienności.

Kochani, w naszym pędzącym, często niespokojnym świecie, my także nierzadko czujemy się jak zakon karmelitów w czasach Szymona Stocka. Przeżywamy trudności w naszych rodzinach, kłopoty finansowe, zmagamy się z chorobami, z poczuciem samotności czy lękiem o to, co przyniesie jutro. Czasami wydaje nam się, że nasze plany się sypią i nie mamy już siły iść dalej.

Historia świętego Szymona Stocka jest dziś dla nas jak ciepły promień słońca. Przypomina nam, że nigdy, przenigdy nie jesteśmy w naszych troskach sami. Mamy potężną Matkę w niebie, która kocha nas miłością niepojętą i tylko czeka, aż zawołamy do Niej o pomoc. Jeśli włożymy nasze życie, nasze zranienia i nasze łzy w Jej dłonie, jeśli ukryjemy się pod Jej płaszczem, żadne zło nie zdoła zniszczyć naszej duszy. Pismo Święte wiele razy zapewnia nas, że ci, którzy ufają Panu, nie zawiodą się. A Maryja uczy nas tego zaufania najpiękniej ze wszystkich stworzeń.

Odmówmy teraz wspólnie, w ciszy naszych serc, z wiarą i dziecięcą ufnością, chociaż jedno ciche „Pod Twoją obronę”. Wierzmy mocno, że Maryja, tak jak przed wiekami uratowała braci świętego Szymona, tak samo wysłucha nas i pospieszy nam z pomocą w każdej naszej potrzebie.

15 maja - wspomnienie św. Zofii.
15/05/2026

15 maja - wspomnienie św. Zofii.

15 maja wspominamy patrona rolników - św. Izydora Oracza.
15/05/2026

15 maja wspominamy patrona rolników - św. Izydora Oracza.

Adres

Gruszczyce 90
Błaszki
98-235

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Gruszczyce - Św. Walenty w Gruszczycach umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij