25/08/2026
- Chłopie, żebyś Ty to słyszał! Dziewczyna przed nami, gdy wychodziła z biura, to wyglądała, jakby miała się zaraz rozpłakać. Jak myśmy wchodzili zaraz po niej, to od pierwszego zdania wiedzieliśmy, że to nie będzie miłe spotkanie, choć nic złego nie zrobiliśmy…
Jakby się ktoś zastanawiał - nie, to nie opis rodzica wezwanego przez dyrekcję do szkoły w sprawie zachowania ich dziecka.
To relacja z korytarza przed biurem parafialnym ludzi proszących o chrzest…
Nóż mi się w kieszeni otwierał, gdy słyszałem dalsze opowieści o coraz to nowych rewelacjach, wymaganiach i traktowaniu przychodzących rodziców. I choć ważne jest stawianie granic i wskazywanie nauki Kościoła, to pomyślałem sobie, co by się stało, gdyby jakiś kapłan potraktował tak moich rodziców te 38 lat temu? Byli przecież w związku niesakramentalnym, więc według standardów tego kapłana, może należałoby odmówić mi chrztu? I to tylko dlatego, że jedna (i to wierząca przecież!) osoba nie jest w stanie wyobrazić sobie Boga, który pisze prosto na krzywych liniach naszego życia…
Niedługo później z Panią Katechetową byliśmy świadkami innego spotkania, które było naprawdę piękną katechezą. Czekając na naszego proboszcza po mszy, widzieliśmy, w jaki sposób przygotowywał młodych rodziców i chrzestnych do tej uroczystości. Nie dość, że zrobił z nimi całą próbę dotyczącą tego, jak po kolei wyglądać będzie ten sakrament, to następnie usiedli w ławce i tłumaczył każdy element i symbol.
- Wiecie, gdy jestem na chrzcie w takich sytuacjach jak Wasza, to mam pewien wewnętrzny problem. Podczas wyznania wiary mówicie, że wyrzekacie się szatana i grzechu, a jednak nadal żyjecie razem, choć nie macie przeszkód do zawarcia małżeństwa. Zastanówcie się nad tymi słowami, które wypowiadacie, a jak będzie już po chrzcie, to warto także i tę sytuację uregulować. Gdy będziecie gotowi, to serdecznie Was tu zapraszam. Ogarniemy to razem.
A my, z tyłu kościoła, czekaliśmy na moment, aż przejdzie do kwestii chrzestnych 🤭
- A mama chrzestna, to co przynosi?
- No, białą szatkę.
- Pięknie! A jak ona wygląda?
- No, to jest taka… no… no biała i wygląda trochę jak taka chusteczka.
- Chusteczka to jest do nosa. Szatka ma rękawy, więc jak będziecie szukać jakiejś, to nie serwetkę, tylko taką co to jest prawdziwym ubrankiem.
- Aaaa… serio? No to poszukamy, bo nie widziałam takiej jeszcze.
Można więc otwarcie, z uśmiechem, zapraszająco, lecz nie zniekształcając nauki Kościoła? Można.
Gdy potem rozmawialiśmy na ten temat, to wspólnie doszliśmy do wniosku, że to są niezwykle ważne chwile katechezy dorosłych. A jeśli potraktuje się tych przychodzących ludzi jak proboszcz z początku tego wpisu - to potem nie ma się co dziwić, że kolejne spotkanie jest dopiero na pierwszej komunii i potem, ewentualnie, na bierzmowaniu.
Zanim więc zaczniemy nawracać ludzi bijąc ich Biblią po głowie i podduszając różańcem, z pozycji kogoś ważniejszego, zadajemy sobie jedno, bardzo ważne pytanie: czy naprawdę robimy to dla ich dobra?
Czy może czasem bardziej zależy nam na tym, żeby mieć rację niż żeby mieć człowieka po swojej stronie?
Bo można wygrać dyskusję, obronić zasadę i jednocześnie przegrać człowieka.