Z pamiętnika wiejskiego katechety

Z pamiętnika wiejskiego katechety I ja chciałbym również podzielić się z Wami tym wszystkim, ale z perspektywy prostego katechety z małej wsi, gdzie niektóre sprawy mogą wyglądać nieco inaczej.

Zwykły chłopak, co na wieś pojechał i uczy religii w szkole podstawowej ;)

A jak chcesz postawić mi kawę, to możesz to zrobić tutaj 👉 buycoffee.to/wiejski-katecheta ☕ Opinie o świecie, Kościele, różnych znanych bardziej czy mniej osobach, o szkole, o młodzieży, o nadziejach czy troskach - każdy ma swoje, a te najbardziej znane i te najgłośniejsze są na wyciągnięcie ręki na fejsie, instagramie cz

y jutubie. A jak? Zapraszam na wspólną drogę z osobą, która inspiruje do bycia nie tyle nauczycielem, co towarzyszem swoich uczniów w drodze do Chrystusa.

Parafie są różne. Duże i małe. W wielkich aglomeracjach i w malutkich wsiach. Pełne kapłanów i takie z osamotnionymi pro...
25/05/2026

Parafie są różne. Duże i małe. W wielkich aglomeracjach i w malutkich wsiach. Pełne kapłanów i takie z osamotnionymi proboszczami. Zakonne i diecezjalne. Pełne życia i świecące pustkami.

Miałem chyba okazję bywać w każdej z wymienionych. Czasem serce rosło, czasem się krajało. I powiem Wam, że każda taka parafia i jej specyfika miała swoje plusy, ale także i minusy. I choć nie zamieniłbym mojego obecnego miejsca na ziemi na żadne inne, to doświadczenie wszystkich małych parafii, jakie w życiu odwiedziłem, jest niemal wszędzie tak samo smutne.

Wszechobecne gadulstwo i bycie na językach wszystkich.

Jak w dużej miejscowości można jeszcze być anonimowym i nigdy dwa razy nie usiąść obok tej samej osoby, tak na wsi każdy zna każdego. I nie chodzi tu tylko o takie anegdotyczne sytuacje, typu: “Widziałeś, w co ubrała się Kowalska?”, ale o totalne wchodzenie z butami w cudze życie, ocenianie, plotkowanie i przekazywanie (głównie niesprawdzonych) informacji innym. Byle tylko była sensacja na wsi.

A gdy jednak pojawi się realny problem, to chętnych do jego rozwiązania - a nie tylko do robienia sensacji na ten temat - jak na lekarstwo 🤷‍♂️

Boli to też głównie dlatego, bo te same małe wspólnoty potrafią być też niezwykle solidarne, rodzinne i pomocne, co udowadniają niejednokrotnie. A jednak…

Najgorzej mają chyba w tym względzie sami kapłani. To oni są na widoku, to ich każdy zna, to ich każdy krok, słowo czy gest są zawsze zauważone i oceniane. I wiecie, jak to potem wygląda?

- Gdy zje ze smakiem obiad będąc w gościach, to powiedzą, że żarłok.
- Gdy napije się alkoholu, to usłyszy, że jest pijakiem, i na bank w ten sposób odprawiał mszę.
- Gdy kupi sobie COKOLWIEK o jakości choć minimalnie lepszej, to idzie informacja, że przepuszcza parafialne pieniądze.
- Gdy spotka się z koleżanką, na bank to ukrywany związek.
- Gdy otworzy kościół 5 minut za późno, to pewnie coś ukrywa, jest niesłowny, nie ogarnia swoich obowiązków, cokolwiek…

A wystarczy tak niewiele.
Jeśli ktoś nie wie co, to dla chętnych zostawiam poniżej krótki przewodnik:

1. Mówić o innych mniej.
2. Gdy usłyszę jakąś plotkę, nie powielam tej informacji zgodnie z myślą: “Gdyby to dotyczyło mnie, to czy też bym chciał, by inni o tym gadali?”
3. Jeśli dostrzegam czyjś problem, i mogę mu pomóc, to oferuję pomoc. Jeśli nie mogę - to się chociaż pomodlę.

Tylko tyle.

I aż tyle.

Dzisiejsze święto Zesłania Ducha Świętego stoi tak trochę w cieniu, nie? Na Boże Narodzenie się przygotowujemy, ozdabiam...
24/05/2026

Dzisiejsze święto Zesłania Ducha Świętego stoi tak trochę w cieniu, nie? Na Boże Narodzenie się przygotowujemy, ozdabiamy wszystko, prezenty sobie dajemy i śpiewamy przez półtora miesiąca kolędy. Z Wielkanocą jest podobnie - radość paschalna jest fundamentem naszej wiary i wszystko wokół tego się kręci. A Zielone Świątki?

Trochę jak taki daleki, ubogi krewny, o którym niby ktoś tam coś słyszał, ale nie do końca wiadomo co…

A to przecież jedno z najważniejszych dni w ciągu roku! To wydarzenie ukonstytuowało nasz Kościół, dało mu podwaliny, mądrość i odwagę głoszenia Ewangelii.

Co ciekawe, Ducha Świętego uważałem zwykle za najbardziej pokornego. No bo zobaczcie - o Bogu Ojcu wiemy dosyć dużo głównie ze Starego Testamentu. O Jezusie traktuje cały Nowy Testament. A Duch? Cichy, ukryty, tajemniczy. Nawet mówimy nie tyle o Nim, co o symbolach, które Go charakteryzują. Moim zaś ulubionym jest…

Wiatr 💨

A to z tego powodu, że choć go nie można zobaczyć, to widać jego efekty: ruszające się liście na gałęzi 🍃 wydymające się żagle czy płynące chmury na niebie ☁️ Wiatru nie złapiemy w butelkę, nie chwycimy w garści, nie wskażemy palcem mówiąc: “O, tu jest!”. On jest nieuchwytny. Raz delikatny, czasem potężny. Zawsze niewidoczny. Nigdy nie stoi w miejscu.

Podobnie jak Duch Święty. Jego wachlarz możliwości jest nieograniczony, działa jak chce i kiedy chce 🪭 Najczęściej dostrzegamy je dopiero po czasie. Trzeba tylko się dobrze ustawić.

Z wiatrem. Z Duchem.

Bo jak się staje pod wiatr, to zwykle można dostać piachem po oczach, a wówczas mało się co widzi. A już szczególnie cuda, które potrafi ten wicher wprowadzić w nasze życie.

Przyjdź, Duchu Święty! Z całym wachlarzem swoich Darów!

  Przełom maja i czerwca jest tym momentem w ciągu roku szkolnego, kiedy uczniowie coraz bardziej zaczynają czuć zbliżaj...
22/05/2026



Przełom maja i czerwca jest tym momentem w ciągu roku szkolnego, kiedy uczniowie coraz bardziej zaczynają czuć zbliżające się wakacje. Ciepło na dworze, świecące słonko i te niekończące się pytania: “Proszę pana, a wyjdziemy na boisko?”. A ja tu mam jeszcze materiał nieprzerobiony i kolejne tematy w głowie, o których warto powiedzieć.

Mam więc dobry protip dla wszystkich nauczycieli, którzy głowią się, jak skupić uwagę uczniów na tej ostatniej prostej:

Wiadomka, że po wystawieniu ocen, w ostatnim tygodniu, pójdę sobie z nimi na jakiś spacer, zobaczymy jak pięknie Pan Bóg stworzył ten nasz zakątek ziemi i luźniej sobie pogadamy. Ale możemy się umówić, że to wyjście zależy tylko od nich.

A właściwie - od ich głośności 🤭

Wrzuciłem im na tablicę miernik poziomu dźwięku. W czasie rzeczywistym widzieli, jak jest głośno w sali. Jeśli dojdzie powyżej 75 dB, będziemy mieć normalne, standardowe lekcje. I wiecie co?

Nie pamiętam, kiedy ostatnio widziałem klasę, która sama siebie szeptem ucisza 😝 Przez chwilę to oni poczuli się jak ich nauczyciele, którzy strofują niesfornych uczniów. Zaiste, piękny był to widok 🥹

No ale słowo się rzekło, a my na bank pójdziemy sobie kiedyś na spacer do pobliskiego lasu. Wprawę już przecież mają, nie?

No bo przecież w lesie też trzeba być cicho 😁

Patrzyliście kiedyś na swoją jazdę samochodem jak na katechezę? Ja dziś zacząłem 😝 Zwykła rzecz - jadę do szkoły, 10 km,...
20/05/2026

Patrzyliście kiedyś na swoją jazdę samochodem jak na katechezę?

Ja dziś zacząłem 😝

Zwykła rzecz - jadę do szkoły, 10 km, głównie przez las, kilka zakrętów i jestem na miejscu. Zwykle odbywam tę podróż w około 8-9 minut, więc mam mocno wycyrklowane, o której muszę wyjść z domu, by zdążyć na lekcje.

Jadę zatem, jadę, jadę, 90 km/h na liczniku. Aż tu nagle przede mną wyrasta duża, ładna i nowsza od mojej fury Kia Sportydż. Niby spoko, ale widzę, że lekko zwalnia (do zakrętu dobre 2 km) i jedzie jakieś 70 na godzinę 🤨

Nie jestem jakimś demonem szybkości, ale jeśli gdzieś mogę przyspieszyć, to z tego korzystam. A tu nie dość, że nie widzę powodu, by nie jechać pełną, dozwoloną prędkością, to jeszcze typ zwalnia. Lekko się wychylam - No kurcze, nic przed nim nie jedzie 🙄

Coś mnie jednak tknęło, by nie wyprzedzać. Miałem jeszcze trochę czasu w zapasie, i choć pod nosem wyraziłem swoje wątpliwe zadowolenie z tak szybkiej jazdy, to siedziałem mu na ogonie 😒

Po tych 2 kilometrach był zakręt… I dopiero wówczas zauważyłem rower, który jechał przed nami 😳 Ta Kia była tak duża, że cała go zasłaniała, a mój potencjalny manewr wyprzedzania mógłby się skończyć naprawdę źle. Po zakręcie obaj minęliśmy tego cyklistę i pojechaliśmy już standardowo.

Co ma do tego katecheza?

Od razu, jak tylko zobaczyłem ten rower, zacząłem dziękować Bogu. Pomyślałem wtedy o tych wszystkich sytuacjach, których nie rozumiem, kiedy ktoś mnie zatrzymuje, kiedy nie pozwala mi się robić za dużo - bo On widzi dużo dalej niż następny zakręt. I wie, gdzie mogę się wywrócić. Czasem warto zwolnić, zatrzymać się nawet i może czasem coś odpuścić.

Bo nie wszystko, co nas spowalnia, chce nas zatrzymać 😁

Można to naprawdę szeroko interpretować.

Niby zwykły rower.
Ale coś czuję, że dziś to ja dostałem większą lekcję, niż moi uczniowie 😉

  Dlaczego są na świecie tragedie? Dlaczego są problemy, choroby, kataklizmy? Dlaczego ludzie się krzywdzą? Dlaczego jes...
17/05/2026



Dlaczego są na świecie tragedie?
Dlaczego są problemy, choroby, kataklizmy?
Dlaczego ludzie się krzywdzą?
Dlaczego jest tyle zła?

No i przede wszystkim:

Kiedy będzie lepiej?
Jak to się stanie?

Najbardziej szczera odpowiedź brzmi: “Nie wiem”.

I nie są to pytania, które nurtują nas tylko obecnie, z naszymi problemami z wojnami, wysokimi cenami paliw czy rozpadem relacji społecznych. Zastanawiali się nad tym już Apostołowie, którzy pytali o to Jezusa przed wniebowstąpieniem. A On powiedział jedno zdanie:

“Nie wasza to rzecz znać czasy i chwile, które Ojciec ustalił swoją władzą”.

On to ogarnie.
On się tym zajmie.
On się zatroszczy.

Jak? Kiedy? Nie wiem.

Kiedyś usłyszałem takie hasło:

“Mam plan, by nie mieć planu. Plan ma Pan. Nie przeszkadzam Panu”

Nie muszę wszystkiego rozumieć.
Mam tylko zaufać.

  - Dzień dobry, panie Przemku! - rzucił do mnie dziś ósmoklasista na korytarzu. - Dzień dobry, panie Jakubie! - odpowie...
15/05/2026



- Dzień dobry, panie Przemku! - rzucił do mnie dziś ósmoklasista na korytarzu.
- Dzień dobry, panie Jakubie! - odpowiedziałem radośnie 👋

Szliśmy przez chwilę razem w kierunku mojej sali, bo piątkowe popołudnia, kończące nasz tydzień nauki, spędzamy razem na naszej lekcji. Nagle się zatrzymał, zaczął wyciągać z kieszeni telefon i powiedział do mnie pospiesznie:

- Panie Przemku, bo ja mam wiadomość dla pana! 🤦 Mogę panu przeczytać?
- No, proszę bardzo.

Sądziłem, że to pewnie jakieś zwolnienie z ostatniej lekcji, informacja od rodziców czy coś. A on włącza messengera i mówi, że… koleżanki z klasy dziś nie będzie i prosiła, by ją usprawiedliwić.

Spojrzałem więc mu zza ramienia i przeczytałem 🥹
I mogę na to powiedzieć tylko jedno:

Lauro, na spokojnie. Usprawiedliwię Ci tę nieobecność. I choć też żałuję, że Cię nie było, to liczę na Twoją wygraną na turnieju i że pochwalisz się medalem czy pucharem jak tylko przyjedziesz 😁🏆

Choć dla mnie - szczególnie po takich wiadomościach - to Wy wszyscy już jesteście zwycięzcami 💪

Bo czasem o człowieku więcej mówi to, że żałuje swojej nieobecności, niż sama obecność.

Autentycznie

Wczoraj - język polski Dziś - matematykaJutro - język angielski W tym roku spędzam egzaminy ósmoklasisty na gościnnych w...
12/05/2026

Wczoraj - język polski
Dziś - matematyka
Jutro - język angielski

W tym roku spędzam egzaminy ósmoklasisty na gościnnych występach w innej szkole. Obiecałem jednak moim uczniom, że ich nie zostawię samych, i choć na chwilę, zanim wejdą do sal, to im pożyczę szczęścia i wzniosę modły w ich intencjach.

Jak powiedziałem, tak zrobiłem. A gdy podeszli do mnie na korytarzu i powiedzieli, że czekali na mnie i mają nadzieję, że teraz się już uda - to aż się wzruszyłem 🥹

No, ale dziś jednak, w chłodny i deszczowy poranek, nie tylko oni zmagają się z zadaniami, ale i ja toczę nierówną walkę z zamykającymi się oczyma. Kolejna już kawa, którą piję siedząc na rezerwie w pokoju nauczycielskim, średnio mi pomaga, nie mówiąc już o monotonnych różańcach 😝

I tak sobie pomyślałem:

- Panie Jezu, nie proszę Cię o to, by wszyscy dobrze napisali, bo to nawet byłoby nieuczciwe. Ale proszę Cię o inne rzeczy. O to, byś zabrał im niepotrzebny stres, lęk i obawy. Wszelkie bóle głowy czy brzucha niech im nie przeszkadzają. Pomóż im przypomnieć sobie to, czego się wcześniej szczerze i realnie nauczyli. Niech wiedza, którą zdobyli, pomoże im wybrać odpowiednią dla nich szkołę i w przyszłości stać się mądrymi i odpowiedzialnymi ludźmi. Niech to, czego się nauczyli, prowadzi ich do Ciebie i drugiego człowieka.

A to, czy będą mieli 50 czy 70 procent - to tak naprawdę o niczym nie świadczy. Szczególnie biorąc pod uwagę klucze odpowiedzi i uznaniowość niektórych rozwiązań. Ważne więc, by żaden z tych naszych zdających nie patrzył na siebie i swoje możliwości przez pryzmat cyferek zapisanych w arkuszach kalkulacyjnych.

Kochani, do boju! 💪

A ja idę po kolejną kawę, bo za chwilę obudzę się z odciśniętym różańcem na czole 🤣

Zdarza się Wam przekomarzać z bliskimi czy przyjaciółmi? Albo powiedzieć w żartach: “Ty to głupi jesteś, wiesz”? Albo mo...
10/05/2026

Zdarza się Wam przekomarzać z bliskimi czy przyjaciółmi? Albo powiedzieć w żartach: “Ty to głupi jesteś, wiesz”? Albo może macie lub używacie jakichś przezwisk, które zwyczajowo mogłyby kogoś obrazić, ale dla Was są czymś zwyczajnym, normalnym, a wręcz wyrażającym sympatię?

No w każdym razie ja tak mam 😁 ALE tylko z jednym wyjątkiem. Jedno określenie wzbudza we mnie od razu absolutny, wewnętrzny sprzeciw.

- Ale z ciebie sierota!

I ja rozumiem, że często jest używane w sytuacji, gdy coś komuś wypadnie, ktoś się przewróci czy potknie. Ale słowo sierota w dziwny sposób mnie boli.

W dziwny - bo mając dosyć często naprawdę czarny humor i potrafiąc żartować nawet ze śmierci moich najbliższych - to mimo wszystko słysząc o “sierocie”, jest mi po prostu ciężko.

Przypominam sobie wtedy te trudne chwile, momenty pustki w domu, pełne współczucia i żalu spojrzenia znajomych i sąsiadów. Pamiętam te emocje, które towarzyszyły mi za dzieciaka, gdy odchodziła mama, i dokładnie te same, gdy jako dorosły już mężczyzna żegnałem ojca. Niepewność, lęk, osamotnienie. I choćby nawet setka przyjaciół i znajomych miała mi towarzyszyć, to przecież nawet w połowie nie zastąpią tych dwóch, najważniejszych osób w życiu.

Rodziców.

Bez nich - jestem sierotą.

I pewnie dlatego dzisiejsze słowa Jezusa: “Nie zostawię was sierotami” tak mocno we mnie rezonują. Bo wiem, co ono oznacza, jakie emocje wzbudza i jaką daje nadzieję. Że to, co jest teraz, jest tylko przejściowe, tymczasowe, a ostatecznie - ponownie będziemy razem.

Chrystus mówiąc, że nie zostawi nas sierotami, daje obietnicę, że strata i osamotnienie będą tylko iluzoryczne. Zewnętrzne. Czasowe. Bo On będzie, On pocieszy. On nie zostawi.

Jeśli jeszcze nie przeżyłeś lub nie doświadczyłeś ogromnej i bolesnej straty kogoś bliskiego, to choć możesz cieszyć się ich obecnością, to pewnie trudno jeszcze jest Ci w pełni poczuć, jak wielką nadzieję niosą te słowa. Ale kiedy ta chwila jednak nadejdzie, pamiętaj o jednym!

On Cię nigdy nie zostawi!

Nigdy nie będziesz prawdziwym sierotą.

On zawsze jest przy Tobie. A w tych najtrudniejszych chwilach - jest zawsze najbliżej. W końcu On też rozumie ten ból opuszczenia, skoro jedne z ostatnich słów, jakie wypowiedział na krzyżu do Ojca, brzmiało:

“Boże mój, Boże, dlaczegoś Mnie opuścił?”

Już dwa tysiące lat temu święty Paweł napisał, że nasza wiara jest głupotą dla świata. I wiecie co? Nic się od tego czas...
09/05/2026

Już dwa tysiące lat temu święty Paweł napisał, że nasza wiara jest głupotą dla świata. I wiecie co?

Nic się od tego czasu nie zmieniło.

Bo gdy dookoła nas życie pędzi swoim nieubłaganym tempem, ludzie biegają załatwiając swoje ważne sprawy, dzieciaki uczą się do egzaminów, lekarze ratują komuś życie, ekspedienci stają na głowie zadowalając swoich klientów a jeszcze inni bawią się do późna w nocy, jakby jutra miało nie być…

To w tym samym czasie grupa blisko tuzina chłopa pada na kolana. W ciszy odosobnionej kaplicy. W ciągnących się nieznośnie nudnych sekundach wystukiwanych przez wiszący z tyłu zegar. Wpatrując się w kawałek Chleba, który jedyne co robi…

To po prostu tam jest.

Ktoś obserwujący z boku mógłby popukać się w czoło i powiedzieć, że to totalna głupota. Oni nic nie robią. Mogliby choćby ten czas spożytkować na pomoc dla biednych i ubogich. Mogliby się wyspać, by potem móc zrobić więcej. Mogliby zająć się swoimi rodzinami, które zostawili gdzieś w domu. Mogliby jeszcze innych mnóstwo rzeczy…

A tylko klęczą. I patrzą.

Znajomi zakonnicy opowiadali mi kiedyś, że jest jeden ich współbrat, który - gdy jest szukany - najczęściej odnajdują go w klasztornej kaplicy. I trochę z zawstydzeniem przyznawali się do tego, że ich samych i niemal każdego innego szuka się najpierw w ich pokojach, w kuchni czy przed telewizorem - ale jego widzą zwykle modlącego się przed Bogiem. Jakby była to najciekawsza rzecz, jaką może robić przez cały niemal dzień. A on jedynie - siedział i patrzył.

Będąc w klasie maturalnej, mocno zaangażowany w najróżniejsze akcje i działania ewangelizacyjne w Trójmieście, pojechałem do klauzurowych sióstr mniszek betlejemitek. Widziałem wówczas, jak się modliły, jak adorowały, jak poświęciły całe życie, by robić głównie jedno - być i patrzeć w Niego. Przy wyjściu, poruszony tym bardzo, podszedłem do jednej z nich i powiedziałem:

- Dziękuję. To dzięki wam, siostro, my mamy siłę głosić dalej Chrystusa ludziom w świecie.

Dziś to blisko tuzin chłopa tu wyłącznie klęczy i patrzy.

I dziękuję Bogu, że pozwolił mi być jednym z tego tuzina.

Nawet, jeśli świat nie będzie rozumiał, jeśli będzie wzruszał ramionami, będzie się naśmiewał, wytykał palcem. To nic. A wiecie dlaczego?

Bo to, co dla świata jest głupotą, w oczach Bożych jest mądrością. I miłością. I pięknem. I cudem. I zachwytem. I troskliwością. I delikatnością.

A to tylko On się w tym wszystkim liczy. Od Niego się wszystko zaczyna. I do Niego, koniec końców, wszystko zmierza.

Czyli można powiedzieć, że jesteśmy już na mecie, będąc jeszcze w trakcie życiowego maratonu. I już teraz możemy cieszyć z tej najwyższej Nagrody.

Klęcząc i patrząc. W Niego.

  Kochani, mam do Was prośbę przeogromną. Jeśli znajdziecie jakąś wolną chwilę, to przyjmę z chęcią każdą modlitwę, zdro...
08/05/2026



Kochani, mam do Was prośbę przeogromną. Jeśli znajdziecie jakąś wolną chwilę, to przyjmę z chęcią każdą modlitwę, zdrowaśkę, westchnienie czy akt strzelisty w mojej intencji 😉

Dojechałem właśnie - jak widzicie - do Gniezna, gdzie za około godzinę zacznę swoje rekolekcje. Przydadzą się więc modły o otwartość serca, umysłu i woli, bym mógł pojąć i zrozumieć jak najwięcej, a potem mógł TO przekazywać dalej.

A czym jest owo “TO”, dowiecie się za jakiś czas 🤭

Do przeczytania następnym razem! 👋

Lubię, gdy podczas omawiania jakichś tematów, jestem w stanie nie skupiać się wyłącznie na teorii, wysokiej teologii lub...
06/05/2026

Lubię, gdy podczas omawiania jakichś tematów, jestem w stanie nie skupiać się wyłącznie na teorii, wysokiej teologii lub dziwnych przykładów zaczynających się od: “ktoś gdzieś kiedyś miał tak, że…”. Mam poczucie, a wręcz przekonanie, że wiara i relacja z Panem Bogiem są tak rzeczywiste i niemal namacalne, że to nie może wyglądać jak opowiadania z mchu i paproci ☝️

Dlatego co roku, przy lekcjach o adoracji Najświętszego Sakramentu oraz rzeczywistej Jego obecności pod postaciami chleba i wina, dzielę się z moimi uczniami doświadczeniem sprzed wielu, wielu lat.

O cudzie eucharystycznym, którego byłem kiedyś świadkiem.

Było to jakoś w 2010 roku. Pojechałem na miesiąc wakacji nad Zalew Wiślany, jakieś 20 km od Elbląga. Codziennie chodziłem wtedy na mszę świętą do franciszkanów w Kadynach. Był to kościół pustelniczy, położony w środku lasu, z dala od miasta. Nic więc dziwnego, że poza księdzem i mną - zazwyczaj nie było nikogo na Eucharystii.

Służąc do mszy przygotowywałem wszystko - chleb, wodę, wino - a cała liturgia była dosyć cicha i kameralna. Z tabernakulum nie korzystano w ogóle, ponieważ jedna hostia, podzielona na pół, wystarczyła na naszą dwójkę.

Aż pewnego dnia, tuż po wyjściu do ołtarza i rozpoczęciu modlitwy, weszła znienacka do kościoła jakaś babka. Zaskoczony przeogromnie podszedłem i zapytałem cicho celebransa, czy dołożyć małą hostię na patenę. On jednak machnął ręką i powiedział szeptem: “Nie trzeba”.

Myślę sobie: “Ok, pewnie podzieli Ciało Pańskie na dwie części, a potem jedną połówkę znowu na pół. I w ten sposób będą 3 komunie dla każdego.” Ze spokojem więc uczestniczyliśmy w dalszej liturgii.

Ofiarowanie darów - nic się nie działo.
Przeistoczenie - wszystko jak zawsze.
Śpiew “Baranku Boży” - ksiądz jak zwykle połamał chleb…

I zaniemówił.
A ja - klęcząc tuż obok niego - także zdębiałem.

Po przełamaniu JEDNEJ hostii, zamiast mieć w rękach DWIE połówki…

Miał ich TRZY 😳 Po jednej dla każdej osoby.

- Proszę pana, może się skleiły? - pytali w każdej klasie.
- Też o tym myślałem, ale one są grubsze w środku i cieńsze na brzegach, więc czuć byłoby dwa ranty. A przy chwyceniu za brzeg - rozdwoiłyby się. Poza tym, jakby były sklejone, połówek byłyby cztery, a nie trzy.
- No tak, racja… - stwierdzili 🤔

Po mszy, gdy rozmawiałem z tym kapłanem, to stwierdziliśmy, że chyba byliśmy świadkami cudu rozmnożenia chleba! Niestety - nie jestem w stanie teraz tego nijak udowodnić, ale wiem co widziałem i czego doświadczyłem.

I mam nadzieję, że przeżyłem to kiedyś również po to, by dziś móc podzielić się tym z moimi dzieciakami jako żywe i realne świadectwo i doświadczenie obecności Chrystusa.

Chyba właśnie dlatego tak bardzo nie lubię mówić o wierze wyłącznie teorią. Bo dla mnie wiara nie jest opowieścią o czymś odległym. Jest spotkaniem z Kimś, kto naprawdę działa. Czasami aż do granicy ludzkiego rozumienia.

Adres

Łabiszyn Gmina

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Z pamiętnika wiejskiego katechety umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij