23/08/2026
ENGLISH BELOW
Szukanie normalności w getcie: „resorty" i życie kulturalne
Getto w Łodzi było maszyną do wyniszczania ludzi: głód, praca do granic wytrzymałości, mur i druty, za którymi zamknięto ponad 200 tysięcy osób. A jednak im dłużej to trwało, tym uparciej ludzie szukali sposobu, żeby tę tragedię zamienić na cokolwiek, co przypominało życie. Nie dlatego, że zapominali, gdzie są. Dlatego, że nie mieli innego wyjścia niż dalej żyć.
Zakłady pracy getta nazywano „resortami": pierwszy, resort krawiecki, ruszył 1 maja 1940 roku. Do sierpnia 1942 roku działało ich już 91, zatrudniając blisko 60 tysięcy osób: krawiecki, szewski, kuśnierski, kołder pikowanych, czapek, trykotarski, hafciarski, rękawiczniczy, pończoszniczy, stolarski, metalowy. Nazwa sugerowała zwykłą pracę zawodową. W rzeczywistości to od tych „resortów" zależało, czy ktoś trafi na kolejną listę do deportacji. Chaim Rumkowski wierzył, że tylko dewiza „praca, spokój, porządek" może ocalić mieszkańców getta.
I mimo to, a może właśnie dlatego, w getcie nie zgasło życie kulturalne. Działał Dom Kultury z Orkiestrą Symfoniczną, którą mieszkańcy cenili tak, jakby chodzili na koncerty w zwykłym mieście, nie za murem. Gdy Dom Kultury zamknięto, ludzie nie przestali się spotykać: po godzinach pracy chodzili do teatru, słuchali płyt gramofonowych, czytali. Polscy artyści, którzy przed wojną występowali w łódzkich kawiarniach, zniknęli z miasta. Ci sami żydowscy artyści, których Łódź miała przed wojną pod dostatkiem, dalej grali, śpiewali i tworzyli, tym razem za drutami. To nie była ucieczka od rzeczywistości getta. To był sposób, żeby w tej rzeczywistości zostać człowiekiem.
ENGLISH
Searching for normal life in the ghetto: "resorts" and culture
The Łódź Ghetto was a machine built to destroy people: hunger, work pushed to the limits of endurance, a wall and barbed wire sealing in more than 200,000 lives. And yet the longer it went on, the more stubbornly people looked for a way to turn that tragedy into something that still resembled life. Not because they forgot where they were. Because they had no choice but to keep living.
The ghetto's workplaces were called "resorts" (resorty). The first, a tailoring resort, opened on May 1, 1940. By August 1942 there were 91 of them, employing nearly 60,000 people: tailoring, shoemaking, furrier, quilting, hat-making, knitwear, embroidery, glove-making, stocking-making, carpentry, metalwork. The name suggested ordinary employment. In reality, whether you had a place in a "resort" often decided whether your name went on the next deportation list. Chaim Rumkowski believed only "work, calm, order" could save the ghetto's residents.
And still, or maybe because of all this, cultural life in the ghetto never went out. There was a House of Culture with a Symphony Orchestra, one residents valued the way people value concerts in an ordinary city, not behind a wall. When the House of Culture closed, people did not stop meeting: after work they went to the theatre, listened to gramophone records, read. The Polish artists who once performed in the city's cafés had vanished. The same Jewish artists Łódź had in such abundance before the war kept singing, playing, and creating, this time behind barbed wire. This was not an escape from the reality of the ghetto. It was a way to stay human inside it.