Społeczność Ewangeliczna KCh w Łodzi

Społeczność Ewangeliczna KCh w Łodzi Jesteśmy grupą chrześcijan należącą do Kościoła Chrystusowego w RP. druga reformacja) w kościołach protestanckich w Anglii i Stanach Zjednoczonych

Historia naszej denominacji sięga XVIII stulecia, a jego początek dał ruch reformatorski (tzw.

O TYM, KTÓRY DAJE WIĘCEJ NIŻ SIĘ SPODZIEWASZW Księdze Kaznodziei Salomona 3, 1 czytamy: Wszystko ma swój czas i każda sp...
25/04/2026

O TYM, KTÓRY DAJE WIĘCEJ NIŻ SIĘ SPODZIEWASZ

W Księdze Kaznodziei Salomona 3, 1 czytamy: Wszystko ma swój czas i każda sprawa pod niebem ma swoją porę.

I tak też było w przypadku wskrzeszenia Łazarza, o czym czytamy w Ewangelii według Jana 11, 6–10: A gdy [Jezus] usłyszał, że [Łazarz] choruje, został jeszcze dwa dni na miejscu, gdzie przebywał. Dopiero po tym powiedział do swoich uczniów: Chodźmy znów do Judei.
Rzekli do Niego uczniowie: Mistrzu! Dopiero co Żydzi próbowali Cię ukamienować i znowu tam idziesz?
Odpowiedział im Jezus: Czy dzień nie liczy dwunastu godzin? Jeśli ktoś chodzi za dnia, nie potyka się, ponieważ widzi światło tego świata. Jeżeli jednak ktoś chodzi w nocy, potknie się, ponieważ brak mu światła świata.

Ze zdziwieniem czytam, że gdy Jezus usłyszał, iż Jego przyjaciel Łazarz choruje, pozostał jeszcze w Galilei dwa dni. Na przestrzeni wieków różnie interpretowano ten tekst, np. że Jezus zwlekał z przyjściem do chorego Łazarza, ponieważ uznał, że cud wskrzeszenia Łazarza bardziej będzie budował wiarę ludzi, niż cud jego uzdrowienia. Że to wskrzeszenie Łazarza pokaże ludziom wyraźniej Jego Boską moc i chwałę, niż uzdrowienie Łazarza.

Gdyby Jezus przyszedł w dzień śmierci Łazarza albo dzień po śmierci, to można by było jeszcze spekulować, czy rzeczywiście Łazarz umarł. Ale skoro martwy Łazarz znajdował się w grobie już od czterech dni... A jak sama Marta stwierdziła – ciało Łazarza zaczęło się rozkładać – to nie można było już zakwestionować jego śmierci.

Czytając ten i podobne teksty Ewangelii, dostrzeżemy, że Jezus w swoich decyzjach jest suwerenny, o czym warto pamiętać, kiedy czegoś się od Niego oczekujemy.

Pierwszy Jego cud miał miejsce… w Kanie Galilejskiej – Jan 2, 1–11! Na weselu zabrakło zabrakło wina, a to dla nowożeńców był poważny dyshonor. Więc Maria, matka Jezusa, przychodzi z sugestią, aby Jezus coś w tej sprawie zaradził. Zwrot, jakiego Jezus użył wobec swojej matki, nie był dla niej przyjemny – Czego chcesz ode mnie kobieto? Jeszcze nie nadeszła godzina moja (Jan 2, 4).

Ponadto Jezus nie od razu zamienił wodę w wino. To On zdecydował kiedy i jak zaspokoi tę weselną potrzebę. Zauważmy, że Jezus w ten cud zaangażował ludzi – napełnijcie stągwie aż po brzegi. To wymagało czasu i …pracy fizycznej (Jan 2, 7). Podobnie było z cudem nakarmienia tysięcy ludzi na pustyni. Ten cud nie zrealizował się w stylu „stoliczku nakryj się”.

Gotfried Leibniz w swojej „Teodycei” pisze, że Bóg czasem nie daje nam jakiegoś dobra, a to dlatego, ponieważ chce nam dać znacznie większe dobro.
No, ale to są tylko nasze ludzkie próby odpowiedzi na pytanie: dlaczego Jezus, pomimo poważnej choroby swojego przyjaciela, postanowił zostać jeszcze dwa dni w Galilei.
I chyba niewiele się w nas ludziach zmieniło, bo i my dzisiaj nieraz staramy się nakłonić Boga do działania w oczekiwany przez nas sposób. Pamiętamy oburzonego Naamana, który został uzdrowiony, ale w inny sposób niż on tego oczekiwał (II Król 5, 1–14). No i oczekujemy, że Jezus zadziała w wybranym przez nas czasie.

Jednak patrząc choćby na tę historię, lepiej będzie dla nas, jeśli zaufamy Jezusowi co do sposobu i czasu Jego działania.

Kiedy Jezus oznajmia uczniom zamiar pójścia do Judei, ci są wstrząśnięci.
Uczniowie nie zapomnieli, że kilka dni wcześniej Żydzi próbowali Go tam ukamienować. Według nich, pójście teraz do Judei jest proszeniem się przez Jezusa o śmierć – i to nie tylko dla siebie samego, ale i dla nich.

Wówczas Jezus retorycznie pyta: Czy dzień nie ma dwunastu godzin? To tak, jakby ktoś dzisiaj powiedział: Wszystko w swoim czasie. Ale takie słowa nie są tylko informacją, ile godzin ma dzień. Bo cała ta wypowiedź odnosi się do zarządzania danym nam czasem.

Choćby nie wiadomo co się działo, każda z dwunastu godzin ma swoje miejsce w ciągu danego dnia. Czas dnia jest ustalony i nic nie może go skrócić, ani... przedłużyć. W Bożej ekonomii czasu człowiek ma swój dzień, bez względu na to, czy taki dzień będzie wydawać mu się długi, czy krótki.

A jednocześnie dwanaście godzin to jest wystarczająco dużo czasu na wykonanie tego, co człowiek powinien w danym dniu wykonać. Nie ma więc powodu do panicznego pośpiechu.

Ale z drugiej strony, jest to tylko dwanaście godzin. Dlatego nie wolno nam marnować czasu. Trzeba wykorzystać go do maksimum. Dobrze więc zakończyć zaplanowaną pracę w dany dzień, tak aby przy końcu dnia nie „jutrać” – by nie było zaległości. Niepokój, pośpiech w życiu nierzadko wynikają z tego, że próbujemy nadrabiać to, co powinno być zrobione przez nas wcześniej.

Jezus rozwijając swą myśl o czasie, mówi: Jeśli kto chodzi we dnie, nie potknie się, bo widzi światło tego świata. Jeśli zaś kto chodzi w nocy, potknie się, bo nie ma w sobie światła świata. Wtedy to było powszechnie doświadczenie, że nie podróżowano w nocy. Światło dnia pozwalało zobaczyć realnie rzeczywistość i dawało poczucie bezpieczeństwa.

Ale w ciemnościach człowiek tracił kontakt z rzeczywistością. W ciemnościach człowiek nie wie, gdzie jest, a tym bardziej nie wie, dokąd idzie. Pracując w ciemnościach łatwiej popełnić błąd, łatwiej zrobić sobie lub komuś krzywdę. Ciemność i światło to obrazy duchowej i moralnej światłości lub duchowej i moralnej ciemności. To obraz życia z Jezusem i życia bez Jezusa.
Jeśli chodzisz bez Jezusa, to według Niego chodzisz ciemnościach. A wtedy łatwo o potknięcia. I to już gotowa recepta na przeróżne nieszczęścia w życiu.

W opisie „Ostatniej Wieczerzy” mamy informację, kiedy Judasz wyszedł zdradzić Jezusa – Jan 13, 30: On [Judasz] wziąwszy kawałek chleba, natychmiast wyszedł, a była noc.

Przecież Janowi nie chodziło o to, by powiadomić nas o jakiej porze Judasz wyszedł z wieczernika. Ta noc ma przede wszystkim duchowe znaczenie. Ona nadchodzi dla człowieka, który zdradza Jezusa dla jakiejś korzyści.

Jeśli to jest chrześcijanin/chrześcijanka, to nie dzieje się to zwykle natychmiast, ale pomalutku, aż do skutku. A wtedy diabeł bierze takiego człowieka w swoje posiadanie – i wszedł w niego szatan (wers 27). A gdzie diabeł doprowadził Judasza? – Mat 27, 5; Dz 1, 18. Był tak blisko, a upadł tak nisko.
A gdzie diabeł doprowadził Judasza, doprowadzi także tych, którzy mu ulegają. Tak kończy się życie bez Jezusa.

Moje przesłanie na dzisiaj jest następujące: Ewangelia opowiada nam o Bożej miłości i o Bożej prawdzie, ale przynosi ona nam dwie możliwości: Chwałę zdążenia na spotkania z Bogiem na czas oraz tragedię spóźnienia się na takie spotkanie.
Od ciebie zależy, co ty wybierzesz.

Pastor Fryderyk Domaradzki

PROWADZONY MIŁOŚCIĄ…W okresie Wielkanocy wiele słyszymy o fenomenie, jakim jest zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. Ale j...
19/04/2026

PROWADZONY MIŁOŚCIĄ…

W okresie Wielkanocy wiele słyszymy o fenomenie, jakim jest zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. Ale ja chcę zwrócić naszą uwagę na bardziej przyziemny aspekt przyjścia zmartwychwstałego Jezusa. Na to, do kogo On tak dosłownie, personalnie przyszedł.

Ewangelia wg Jana 20, 19–21: Wieczorem pierwszego dnia tygodnia, tam, gdzie przebywali uczniowie – choć drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami – przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: Pokój wam! Pokazał im ręce i bok. Ucieszyli się zatem uczniowie, ujrzawszy Pana. A Jezus ponownie do nich rzekł: Pokój wam! Jak Ojciec mnie posłał, tak i Ja was posyłam.

Widzimy więc, że zmartwychwstały Jezus nie przyszedł do jakichś herosów wiary, ale do tych, którzy Go zawiedli. Nawet ap. Piotr – lider wśród nich – zapierał się znajomości z Jezusem o wiele więcej razy, niż go o to pytano (Mt 26, 74; Mk 14, 71).

Na usprawiedliwienie uczniów można wspomnieć, że większość z nich poświęciła dla Niego swoją pracę i relacje z bliskimi (Mat 19, 27). A kiedy Jezusa ukrzyżowano, to uczniowie stracili w życiu sens i nadzieję. W to miejsce pojawił się strach i wstyd z powodu tego, że zawiedli oni Jezusa i samych siebie – razem i z osobna.

Zmartwychwstały Jezus przyszedł do przestraszonych, zawstydzonych i w pewnym sensie pokonanych ludzi. Ale nie przyszedł „zmyć im głowy”. Bo oni byli świadomi własnej winy. Toteż Jezus przyszedł przynieść im swoje przebaczenie.

Oczywiście Jezus nie przyszedł do uczniów tylko po to, by poprawić im nastrój. Ale by dowieść, że Jego zapowiedzi o swoim zmartwychwstaniu nie były pustymi słowami marzyciela czy zwodziciela, ale obietnicą Zbawiciela! Uczniowie mogli zmartwychwstałego Jezusa nie tylko zobaczyć, ale mogli Go dotknąć, porozmawiać i zjeść z Nim wspólnie posiłek.

Zmartwychwstały Jezus przyszedł do uczniów również po to, aby zanieśli oni ludziom przesłanie, że Bóg chce, aby wszyscy ludzie byli zbawieni i doszli do poznania prawdy (1 Tm 2, 4).
Choć uczniowie ci mieli wątpliwości i bali się, to wypełnili Jego wolę.

Ta historia ma odniesienia i do nas. Bo czasem i my doświadczamy tego, że zawodzą nas ludzie, których znamy od lat. Ludzie, którzy w trudnych dla nas okolicznościach odwracają się od nas. A wtedy czujemy się bardzo rozczarowani i osamotnieni.

Czy chcielibyście się z takimi osobami jeszcze spotkać? Nie wiem, co ja bym zrobił, być może stać mnie byłoby jedynie na milczenie.

Ale Jezus przyszedł właśnie do tych, którzy Go zawiedli i nie milczał oskarżycielsko. Domyślamy się, że powodem Jego przyjścia była miłość, która nigdy nie kończy się i która nie szuka swego (1 Kor 13, 5 i 8).

A kiedy już mówimy o zapieraniu się Jezusa, o zawodzeniu Go, to warto mieć świadomość, że przecież i my, podobnie jak tamci uczniowie – pomimo swoich deklaracji – swoim złym postępowaniem, swoimi słowami i postawą także zawodzimy Jezusa, także zapieramy się Go przed ludźmi – i to na różne sposoby.

A mimo tego Jezus przychodzi do nas, by przynieść nam swoje przebaczenie, by zachęcić nas do kontynuowania służby dla Niego. W Jego przebaczeniu dla każdego jest nadzieja na lepszą przyszłość i piękną wieczność.

Moje przesłanie na dzisiaj jest więc następujące: Jezus przychodzi do ciebie ze swoim przebaczeniem i zachęca cię, abyś dziś uczynił Go swoim życiowym Przewodnikiem.
Bo życiem z Bogiem jest jak z wiatrem w plecy – zawsze lżej.

Pastor Fryderyk Domaradzki

Maria stała na zewnątrz grobu i płakała. A płacząc nachyliła się do grobu. A gdy obróciła się za siebie ujrzała stojąceg...
02/04/2026

Maria stała na zewnątrz grobu i płakała.
A płacząc nachyliła się do grobu.
A gdy obróciła się za siebie ujrzała stojącego Jezusa,
ale nie wiedziała, że to Jezus…(Jan 20, 11 i 14).

Szanowni Państwo,

czytając Ewangelie zauważymy, że Wielkanoc paradoksalnie zaczyna się w… smutku i przy grobie. I chyba w życiu każdego z nas nie brakuje smutku, zwątpienia, rozczarowania. Czasem nawet tak, jak w przypadku Marii Magdaleny stojącej tam nad grobem Jezusa, ból i poniesione straty wyciskają łzy z naszych oczu.
Życzymy Państwu aby w ten Wielkanocny czas słyszeli Państwo głos Tego, na którego te święta wskazują. Życzymy aby Państwa troski, lęki poprzez świąteczne spotkanie ze Zmartwychwstałym Jezusem zamieniły się w radość, nadzieję i pewność, że Dobro zawsze zwycięża, choć czasem cena takiego zwycięstwa bywa bardzo wysoka.

Społeczność Ewangeliczna K.Ch w Łodzi

JEZUSA ZWŁOKA, A ZWŁOKI ŁAZARZA...Kiedy cierpimy, to jako chrześcijanie oczekujemy, że Jezus zainterweniuje szybko, zmie...
28/03/2026

JEZUSA ZWŁOKA, A ZWŁOKI ŁAZARZA...

Kiedy cierpimy, to jako chrześcijanie oczekujemy, że Jezus zainterweniuje szybko, zmieniając zasmucający nas stan rzeczy. Oczywiście Jezusowi zależy na naszym dobrym nastroju. Ale o wiele bardziej zależy Mu na wzmocnieniu naszej wiary i uszlachetnieniu naszego charakteru.

Między innymi dlatego Bóg dopuszcza w naszym życiu do trudnych sytuacji, strat, porażek, a czasem każe czekać na pomoc od Niego.

Przykładem tego, może być historia, o której czytamy w Ewangelii wg Jana 11, 1–5: A zachorował Łazarz z Betanii – ze wsi Marii i Marty, jej siostry. A była to ta Maria, która namaściła Pana maścią i otarła nogi włosami swymi, i jej to brat chorował. Posłały więc siostry do Niego, mówiąc: Panie, oto choruje ten, którego kochasz. A usłyszawszy to Jezus, rzekł: Ta choroba nie jest na śmierć, lecz na chwałę Bożą, aby Syn Boży był przez nią uwielbiony. A Jezus miłował Martę i jej siostrę, i Łazarza.

Historia, o której czytamy, ma miejsce zaraz po tym, jak w Jerozolimie Żydzi chcieli ukamienować Jezusa. Samo imię Łazarz, Lazarus, Eleazar – tłumaczy się jako Bóg jest moją mocą. Betania, w której mieszkali Łazarz, Maria i Marta, leżała w Judzie, a Jezus w tym czasie przebywał po drugiej stronie Jordanu. Była to odległość około 30 km. Nie podróżowano nocą, więc taki dystans mógł zostać pokonywany w ciągu dwóch dni.

Na podstawie tekstu wnioskujemy, że skoro Jezus kochał Martę, Maria i Łazarza, musiał ich wcześniej znać i utrzymywać z nimi dobre relacje.
A kiedy kogoś kochamy, to interesują nas jego radości i smutki. I kiedy ukochana osoba znajduje się w potrzebie, to ruszamy jej niezwłocznie z pomocą.

Czytamy, że siostry Łazarza posłały do Jezusa wiadomość: Panie, ten, którego kochasz, choruje/zachorował. Na przybycie Jezusa oczekiwały nie tylko one, ale i sam Łazarz.

Oczywiście wiemy, że Jezus aby uzdrowić Łazarza, wcale nie musiał przybyć zza Jordanu do Betanii. Mógł zrobić to na odległość. Przecież aby uzdrowić syna urzędnika z Kafarnaum, Jezus nie przyszedł z Kany Galilejskiej, gdzie akurat przebywał, do domu tego sługi (Jan 4, 46). Podobnie nie szedł do domu setnika, aby uzdrowić jego sługę (Mat 8, 5-13; Łuk 7, 1–10 ). Dziesięciu trędowatych uzdrowił, kiedy szli pokazać się kapłanowi (Łuk 17, 11–19 ).

Jeśli więc Jezus tak potraktował zupełnie obce dla siebie osoby, to spodziewalibyśmy się nie mniejszego zaangażowania Jezusa wobec tych, których kochał. Być może oczekując na przyjście Jezusa, Maria i Marta nie raz wychodziły z domu na drogę i wyglądały, czy czasem nie nadchodzi Jezus. One wierzyły, że Jezus może uzdrowić Łazarza. Ale kiedy Łazarz umarł, to dla Marii i Marty umarła też nadzieja na ratunek dla ich ukochanego brata. Maria i Marta miały żal do Jezusa.
I chyba podobnie bywa z nami. Słyszymy świadectwa ludzi uzdrowionych, czytamy o uzdrowieniach w Biblii, sami doświadczamy wielu uzdrowień. Dlatego gdy my sami albo nasi najbliżsi poważnie zachorują, oczekujemy, że Jezus szybko zainterweniuje i stanie się cud. Lecz kiedy nie widzimy takiego cudu, to mamy żal do Jezusa.

Ale co może być odpowiedzią na to, że Bóg nie działa tak, jak my tego oczekujemy? Z pewnością jednym z takich powodów jest Boża suwerenność.
Otóż, Boży plan zbawienia nie oznacza, że to my jesteśmy jedynymi do zbawienia, jedynymi do uzdrowienia. Indywidualnie nie stanowimy centrum Bożego planu. Jesteśmy częścią Bożego planu, jednym z wielu puzzli obrazu Bożego ratunku. Jego drogi – czyli sposoby postępowania – są lepsze niż te nasze (Izaj 55, 8–9).

Oczywiście nie wszystkie przykrości, które nas spotykają, są z Bożej woli. Bóg czasem dopuszcza do tego, że konsekwencje grzechu człowieka spadają na niego i jego najbliższych.

W wersie 4 padają intrygujące dla niektórych słowa Jezusa: Ta choroba nie jest na śmierć, lecz na chwałę Bożą, aby Syn Boży był przez nią uwielbiony.
A takie słowa rodzą ważne pytania: Czy choroba jest nieszczęściem? Tak! Czy choroba jest moralnym złem? Nie!
Wtedy uważano, że choroba jest skutkiem jakiegoś grzechu człowieka lub jego przodków. Uczniowie pytają Jezusa o niewidomego od urodzenia: Kto zgrzeszył – on, czy jego rodzice? (Jan 9, 2–3).

Czy choroba jest karą za grzech? Czasem tak.
Czy choroba może prowadzić do opamiętania człowieka? Czasem tak, bo choroba niektórych prowadzi do moralnego uzdrowienia.
Czy choroba może przynieść chwałę Bogu? Wszystkie uzdrowienia wskazują na Boga. Choroba i śmierć Łazarza są tłem, na którym Bóg pokazuje obecnym tam ludziom moc i chwałę Jezusa.

Choroba i śmierć Łazarza pokazały, że Jezus ma chwałę od Ojca – Ujrzeliśmy chwałę (kavod – waga, znaczenie) Jego – chwałę jaką ma jedyny Syn od Ojca (Jan 1, 14b; por. z Izaj 42, 8: Ja jestem Pan, chwały mej nie oddam nikomu. To jest chwała, jaką może posiadać tylko Bóg.

Słowa Jana o chwale Jezusa korespondują także ze śmiercią i zmartwychwstaniem Jezusa – A gdy Ja będę wywyższony ponad ziemię, wszystkich do siebie pociągnę.
A to powiedział, by zaznaczyć, jaką śmiercią umrze (Jan 12, 32–33).
Śmierć i Zmartwychwstanie Jezusa pozwoliło światu zobaczyć, że Syn ma chwałę Bożą. Takiej chwały poza Bogiem nie miał, nie ma i nie będzie mieć nikt. Ale dla Jezusa drogą do takiej chwały paradoksalnie było Jego upokorzenie – w tym i krzyż, czyli Jego śmierć.
Zmartwychwstanie Łazarza bardzo rozzłościło wrogów Jezusa, a nawet poszerzyło krąg Jego zabójców. Jan 11, 47–48 i 53: Arcykapłani i faryzeusze zwołali Radę Najwyższą i mówili: Cóż uczynimy? Człowiek ten dokonuje wielu cudów/znaków. Jeśli Go tak zostawimy, wszyscy uwierzą w Niego; wtedy przyjdą Rzymianie i zniszczą naszą świątynię i nasz naród.

To oznacza, że wtedy podjęto już formalną decyzję, aby zabić Jezusa.
Jezus i apostołowie byli tego świadomi – Jan 11, 8 i 16: Rzekli do Niego uczniowie: Mistrzu! Dopiero co chcieli cię Żydzi ukamienować i znowu chcesz tam iść? Rzekł Tomasz, zwany Bliźniakiem, do współuczniów: Chodźmy także i my, abyśmy razem z Nim umarli.

Jakie wnioski możemy wyciągnąć z tej historii?

Po pierwsze, początek tej historii sprawia wrażenia jakby Jezus zwlekając z przyjściem do chorego Łazarza, świadomie narażał jego zdrowie i życie.
Zauważmy, że sam Jezus ryzykował życiem przychodząc do Betanii.
A co uczynił, kiedy przyszedł i nie zastał już Łazarza wśród żywych? Wskrzesił Łazarza.

Po drugie, Jezus przez cały czas pełnił wolę Ojca. A to oznacza, że to z woli Ojca Jezus pozostał jeszcze dwa dni po drugiej stronie Jordanu. Jezus nie był i nie jest niczyim zakładnikiem, co widzimy na przykładzie potrzeby ratowania przyjaciela.
Nawet potrzeba ratowania przyjaciela nie zmieniła Bożych planów w życiu Jezusa. W życiu Jezusa każda sprawa pod niebem miała swoją porę (Kazn 3, 1–4).
Jezus nie wahał się, by ratować przyjaciela, ale postanowił uczynić to we właściwym czasie. Bóg się nie spóźnia, ale i nie spieszy się. Jest zawsze na czas.

Po trzecie, dla nas ludzi jest wiele rzeczy niemożliwych, ale dla Boga – choćby na przykładzie wskrzeszenia Łazarza – wszystko jest możliwe w każdym czasie i w każdych okolicznościach (Łuk 1, 37).
Amen?

Głównym bohaterem wskrzeszenia Łazarza nie jest więc Łazarz, ale Jezus. I podobnie powinno być w przypadku naszych uzdrowień. Ludzie powinni zobaczyć Bożą moc i Bożą chwałę, by mówić i myśleć z podziwem o Bogu, a nie o nas samych.
Amen

Pastor Fryderyk Domaradzki

POSZPITALNE ROZWAŻANIE...Właśnie wróciłem ze szpitala, więc pozwólcie, że podzielę się z Wami taką poszpitaną refleksją....
21/03/2026

POSZPITALNE ROZWAŻANIE...

Właśnie wróciłem ze szpitala, więc pozwólcie, że podzielę się z Wami taką poszpitaną refleksją.

Czasami, aby ratować swoje zdrowie, jesteśmy w stanie pójść w miejsce, w których się nas nie spodziewają, a nawet nieco uniżyć się. Tak właśnie uczyniła przewlekle chora syrofenicka kobieta (Łuk 8, 43–48). Ewangelista Łukasz – według tradycji starochrześcijańskiej lekarz – pisze, że kobieta ta wydała na lekarzy cały majątek, ale jej stan zdrowia się jeszcze pogorszał.
Kobieta ta, ze względu na rodzaj swojego schorzenia, nie powinna pokazywać się w miejscu publicznym, a tym bardziej dotykać rabina, jakim – w ocenie wielu ludzi – był Jezus.

Ale bywa tak, że choroba tak bardzo odbiera nam siły, że sami niewiele możemy zrobić w sprawie ratowania własnego zdrowia.
W Kafarnaum żył pewien człowiek, który z powodu swojej choroby nie był w stanie sam przyjść do Jezusa (tak jak ta syrofenicka kobieta). Ale miał on zdeterminowanych przyjaciół, którzy nie tylko nieśli go na noszach, ale nawet rozebrali dach (w nie swoim domu) po to, aby ich chory przyjaciel mógł dostać się do nauczającego tam Jezusa.
A Jezus widząc ich wiarę, uzdrowił chorego (Marek 2, 1–12).

Wielkim szczęściem w nieszczęściu – jakim jest choroba – jest to, kiedy mamy wokół siebie ludzi, którzy aktywnie pomagają nam wrócić do zdrowia. Ludzi, którzy są gotowi poświecić nam swój czas. Ludzi, którym nie brakuje wiary w to, że Jezus może nas uzdrowić.

Ale może być też tak, że człowiek nie tylko nie ma zdrowia, ale także nie ma wokół siebie życzliwych osób, które poświęciłyby mu uwagę i okazały pomoc.

I tak właśnie było w Jerozolimie – dużym mieście, gdzie chorującego od 38 lat człowieka nie miał kto fizycznie wprowadzić do sadzawki zwanej Betezdą po to, aby został tam uzdrowiony: nie mam człowieka to inaczej: nie mam nikogo (Jan 5, 7). Jezus fizycznie znalazł go tam i uzdrowił.

Choćby na podstawie tych trzech przykładów z happy endem widzimy, że choroba rujnuje nie tylko nasze zdrowie, urodę, samoocenę, finanse, ale wpływa nawet na nasze relacje z innymi ludźmi.
A jeśli „jej” na to pozwolimy, może ona zdominować całe nasze życie tak bardzo, że nie będziemy już widzieli niczego poza nią, że nie dostrzeżemy nadziei dla nas.
A przecież nadzieja pozwala nam widzieć Boga Wszechmogącego, który zmienia czasy i okoliczności (Dan 2, 20–22).
W Dz 3, 1–10 mamy opisaną historię, w której Piotr i Jan wchodząc do świątyni, zostali poproszeni przez chorego od urodzenia o jałmużnę. Piotr i Jan powiedzieli do chorego: spójrz na nas, a on spojrzał na nich nadzieją, że otrzyma od nich coś, co zwykł otrzymywać – jałmużnę.

Jednak apostołowie powiedzieli mu, że nie mają pieniędzy, ale mają dla niego coś, co dadzą mu w imieniu Jezusa. Zapewne w pierwszej chwili choremu nie spodobała się taka odpowiedź, ale otrzymane zdrowie spowodowało jego ogromną radość i wielkie zdziwienie tłumu.

Myślę sobie, że czasami patrzymy z nadzieją na lekarzy i spodziewamy się czegoś, co od nich zwykle otrzymujemy: recepty, leków, zaleceń, udanych zabiegów.
Ale kiedy z nadzieją patrzymy na Boga, to możemy otrzymać coś znacznie więcej niż się spodziewamy. To prawda, że są choroby,
z którymi medycyna sobie nie radzi. Ale tak będzie do końca tego niedoskonałego świata, bo choroby i śmierć to skutki grzechu pierwszych ludzi i konsekwencje tego grzechu nas dotykają.

A skoro mówimy o grzechu, to przecież Bóg poradzi sobie
z każdym naszym wyznanym grzechem i tak jak odpuszcza wszystkie nasze wyznane winy, tak też leczy wszystkie nasze choroby (Ps 103, 3b). Bo Jezus Chrystus wczoraj, dzisiaj i na wieki jest wciąż taki sam (Hbr 13, 8 ).

Bóg obiecał nam swoją obecność, a to jest bardzo ważne, w jakim towarzystwie spędzamy czas (Ps 24, 1). Bo z kim przestajesz, takim się stajesz.
Bóg obiecał nam swoją obecność w zdrowiu i w chorobie, i tak jak był z nami w naszej młodości, tak też będzie w naszej starości. Izaj 46, 4: Pozostanę ten sam aż do waszej starości i aż do sędziwych lat, będę was nosił, dźwigał i ratował.

Bóg w swojej dobroci i w swojej mocy się nie zmienia! Amen?
Kiedy odnosisz sukcesy, będziesz mieć wokół siebie wianuszek osób, które będą chciały się grzać w blasku Twojej sławy czy władzy. Ale kiedy zaczniesz ponosić porażki, kiedy przestaniesz innym przynosić szeroko rozumiane korzyści, to zauważysz, jak szybko wokół Ciebie zrobi się pusto i jak nieliczni pozostaną Ci wierni. Ten, który Sam był wzgardzony i odrzucony przez ludzi (Izaj 53, 3), będzie z tobą zarówno na szczytach, jak i w dolinach (Ps 23; Mat 28, 20).

Kiedy oczekujesz Pana – tzn. kiedy skupiasz na Nim swoją uwagę, to zgodnie ze Słowem Bożym możesz się spodziewać nowych sił, aby nie poddawać się zwątpieniu i bezsilności. Zmęczonemu daje siłę,
a bezsilnemu moc w obfitości.

Młodzieńcy ustają i mdleją, a pacholęta potykają się i upadają. Lecz ci, którzy ufają Panu, nabierają siły, wzbijają się jak orły, biegną,
a nie mdleją, idą a nie zatrzymują się (Izaj 40, 29–31).
Jeśli nasze życie jest w Jego rękach, to cokolwiek będzie się działo, jest ono w bezpiecznym miejscu.

I na koniec, kiedy mówimy o uzdrowieniu, kiedy modlimy się o uzdrowienie, pamiętajmy, że to nie nasza wiara, nie nasza modlitwa, nie jakaś szczególna osoba uzdrawia człowieka, ale to Bóg uzdrawia. Wiara i modlitwa, szczególna osoba pomagają nam przyjąć to uzdrowienie.

Pamiętajmy też, że Bóg jest suwerenny, więc nie zakładajmy w jaki sposób uzdrowienie ma nastąpić. Dowódca Aramu – Naaman miał własną wizję tego, jak zostanie uzdrowiony, a prorok Elizeusz nawet się z Naamanem nie spotkał. Ale gdyby rozczarowany Naaman nie wypełnił nakazu proroka – Słowa Bożego, to wróciłby tak samo chory, jak przyjechał (II Król 5, 9–14).

To Bóg decyduje, jak i kiedy uzdrowi człowieka – może to uczynić przez lekarzy, operacje, a może to uczynić bez angażowania kogokolwiek i czegokolwiek.
Bo... u Boga żadna rzecz nie jest niemożliwa (Łuk 1, 37). Bóg to, czego nie ma, powołuje do istnienia (bytu) (Rzym 4, 17b).

pastor Fryderyk D. Domaradzki

GDZIE SĄ TWOJE ZASOBY WOLI?Sokrates i Arystoteles twierdzili, że główną przyczyną złego postępowania człowieka, jest jeg...
14/03/2026

GDZIE SĄ TWOJE ZASOBY WOLI?

Sokrates i Arystoteles twierdzili, że główną przyczyną złego postępowania człowieka, jest jego niewiedza. Panaceum na zło wydawało się więc dość proste: „Wyposażyć człowieka w wiedzę, co jest dobre, a co złe i nie będzie on czynił zła”. Hmm, czy rzeczywiście rozwiązanie problemu złego postępowania jest tak proste?

Św. Augustyn patrząc na ludzkie postępowanie – w tym i na własne – zauważył, że mimo wiedzy o tym, co jest dobre, a co złe, nawet chrześcijanie dopuszczali się złego postępowania.

Uznał on, że przyczyną złego postępowania w życiu człowieka nie jest brak wiedzy, ale brak silnej woli, w filozofii w dziale antropologii nazwany woluntaryzmem (z łac. voluntas – wola) – termin wprowadzony przez Ferdinanda Tönniesa, zresztą sam ap. Paweł tak pisze do Rzym 7, 19: Albowiem nie czynię dobrego, które chcę, tylko złe, którego nie chcę, to czynię.

I dzisiaj wiemy, że spostrzeżenie ap. Pawła i Augustyna są słuszne, np. większość palących papierosy dobrze wie, że palenie szkodzi, ale mimo takiej wiedzy nadal palą. A dlatego że brakuje im silnej woli, a nie wiedzy.

No, ale pomimo takich wniosków niektórym ludziom wydaje się, że dadzą radę zrobić niemal wszystko. Toteż ap. Paweł przestrzega przed takim myśleniem: Rzym 12, 3: Powiadam każdemu spośród was, mocą danej mi łaski, by nie rozumiał o sobie więcej, niż należy rozumieć...

Niezależnie od tego, jak bardzo jesteś zdyscyplinowany i jak bardzo starasz się, to bez uczciwej oceny swoich możliwości skazujesz się na porażkę.

Pozwólcie zakończyć to rozważanie praktycznymi radami prezbiteriańskiego pastora i mówcy Johna Ortberga: Nasza siła woli jest ograniczona. W przypadku większości z nas, nasza wola wyczerpuje się szybciej niż nasze ciała.

Ale Ortberg nie zostawania nas samym sobie, z takim wnioskiem i proponuje: Po pierwsze, zaplanuj swoje najważniejsze zadania na moment, w którym twoja siła woli jest najmocniejsza. Dla wielu osób będzie to poranek.

Po drugie, rozsądnie wykorzystuj siłę woli, nie podejmuj zbyt wielu zadań jednocześnie, nawet jeśli się o to modliłeś. Ogólnie rzecz ujmując, Bóg działa poprzez twoją wolę i rzadko pozwala na lekceważenie „praw skończoności”, które dla nas stworzył.

Po trzecie, wyznaczaj cele – ale niech nie będzie ich za dużo. Ich nadmiar prowadzi do tego, że się o nie martwimy, osiągamy mniej i cierpimy emocjonalnie i fizycznie.

Po czwarte, pamiętaj, że jedynym aktem woli, który nas nie wyczerpuje, a uzupełnia jej zapas jest poddanie się Bogu. Bóg zaplanował, aby modlitwa, lektura Pisma Świętego, odosobnienie, odnawiały siłę naszej woli, siłę naszego ducha.

1 Piotr 5, 6: Ukórzcie się więc pod mocną ręką Bożą, aby was wywyższył w odpowiednim czasie.

Filip 1, 6: Mając tę pewność, że Ten, który rozpoczął w was dobre dzieło, będzie je też pełnił aż do dnia Chrystusa Jezusa.

Społeczność Ewangeliczna K.Ch. w Łodzi

CENA PRAWDYIdąc przez życie, zauważamy, że dla doraźnych korzyści niemało ludzi ujawnia jak bardzo elastyczny mają kręgo...
07/03/2026

CENA PRAWDY

Idąc przez życie, zauważamy, że dla doraźnych korzyści niemało ludzi ujawnia jak bardzo elastyczny mają kręgosłup moralny. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że kiedy większość zakłamuje rzeczywistość, to bardzo niebezpiecznie jest mówić prawdę. I o czymś takim czytamy w...

Ewangelia według Jana 10, 31–42: Żydzi znowu naznosili kamieni, aby ukamienować Jezusa. Odrzekł im więc Jezus: Pokazałem wam wiele dobrych uczynków z mocy Ojca mego; za który z tych uczynków kamienujecie mnie?
Odpowiedzieli mu Żydzi: Nie kamienujemy cię za dobry uczynek, ale za bluźnierstwo i za to, że Ty, będąc człowiekiem, czynisz siebie Bogiem. Odpowiedział im Jezus: Czyż w zakonie waszym nie jest napisane: Ja rzekłem: Bogami jesteście? Jeśli [Bóg] nazwał bogami tych, których doszło słowo Boże (a Pismo nie może być naruszone), wy do mnie, którego Ojciec poświęcił i posłał na świat, mówicie: Bluźnisz, dlatego, że powiedziałem: Jestem Synem Bożym?
Jeśli nie wykonuję dzieła Ojca mojego, nie wierzcie mi; Jeśli zaś wykonuję, to choćbyście mi nie wierzyli, wierzcie uczynkom, abyście poznali i wiedzieli, że we mnie jest Ojciec, a Ja w Ojcu.
Dlatego znowu starali się Go pojmać; lecz On uszedł ich ręki. I znowu odszedł za Jordan, na miejsce, gdzie dawniej Jan chrzcił, i tam pozostał. A wielu do Niego przychodziło i mówiło: Jan wprawdzie żadnego cudu nie uczynił, ale wszystko, cokolwiek Jan o Nim powiedział, było prawdą. I wielu tam w Niego uwierzyło.

Żydzi oburzeniem zareagowali na słowa Jezusa: Ja i Ojciec [Bóg] jedno jesteśmy.
A to dlatego, ponieważ wierzyli, że Bóg jest jeden – V Mojż 6, 4: Słuchaj Izraelu! Pan jest Bogiem naszym, Pan jedynie;
Izaj 43, 11: Ja jedyny jestem Panem, a oprócz mnie nie ma Wybawiciela;
Izaj 44, 6: Tak mówi Pan, Król Izraelski: Ja jestem pierwszy i Ja jestem ostatni, a oprócz mnie nie ma Boga;
Izaj 45, 5 i 14b: Ja jestem Pan i nie ma innego, oprócz mnie Boga. Nie ma żadnych innych bogów!

Żydzi uznali więc słowa Jezusa – Ja i Ojciec [Bóg] jedno jesteśmy – za targnięciem się przez człowieka na miejsce należne jedynie Bogu*.
A Zakon ustanowił karę śmierci dla każdego, kto bluźni majestatowi Bożemu – w tym sięga po pozycję należną jedynie Bogu – Kto bluźni imieniu Pana, poniesie śmierć. Ukamienuje go cały zbór; zarówno obcy przybysz, jak i krajowiec za bluźnierstwo imieniu Pana poniosą śmierć (III Mojż 24, 16).

Dlatego Żydzi ponownie zaczęli zbierać kamienie, by ukamienować Jezusa. A Jezus w odpowiedzi na to argumentuje, że to wszystko, co robił i czego nauczał, czynił z woli Ojca – Boga. Za coś takiego człowieka należy chwalić, a nie ganić.
A wniosek z tego jest taki, że występowanie Żydów przeciwko Jezusowi nie tylko jest niesprawiedliwe, ale oznacza występowanie przeciw Temu, który Go posłał – co w przypadku chrześcijan – wyraził Gamaliel na zgromadzeniu Rady – ...mogłoby się okazać, że walczycie z Bogiem (Dz 5, 39b).
Dobrze jest też wiedzieć, że Żydzi nazywali sami się synami Królestwa (Bożego). Jezus wskazuje im na Psalm 82, 1b i 6: Bóg wstaje w zgromadzeniu Bożym, Pośród bogów sprawuje sąd. Rzekłem: Wyście bogami i wy wszyscy jesteście synami Najwyższego, Lecz ...jak ludzie pomrzecie i upadniecie jak każdy książę.

W tym przypadku „bogami” elohim i synami Najwyższego są sędziowie – słabi i śmiertelni ludzie. Ale spójrzmy na Psalm 45, 7–8: Tron twój, o Boże, trwa na wieki wieków; Berłem sprawiedliwym jest berło królestwa twego. Miłujesz sprawiedliwość, a nienawidzisz bezprawia; Dlatego pomazał cię Bóg... twój Bóg olejkiem wesela jak żadnego towarzysza twego.

A przez większość Żydów Psalmy były uważane za część Pisma Świętego i nawet zostały one podzielone – podobnie jak Zakon Mojżeszowy – na pięć tzw. kolekcji.
W Biblii słowem elohim nazwani są aniołowie, ale i ludzie mający szczególne uprawnienia od Boga, np. królowie, sędziowie. A nawet obcy bogowie i duchy zmarłych.

Jeżeli więc Pismo nazwało „specjalnych ludzi” elohim, bogami, czy też synami Najwyższego, to tym bardziej jednorodzony Syn Boży miał prawo tak się nazwać.
Tak naprawdę Żydzi nie byli w stanie udowodnić Jezusowi – ani na podstawie Pisma, ani na podstawie własnej tradycji – że to, co powiedział o sobie, było bluźnierstwem.

Jezus dalej argumentuje twierdząc, że został On przez Ojca poświęcony i posłany. Rdzeniem słowa poświęcony – hagjazein jest hagios, czyli święty, co jest nośnikiem idei oddzielenia czegoś, kogoś do specjalnego zadania (np. ołtarz, kapłani, prorocy itp.). Zaś słowo posłany – apesteilen – odnosiło się nie tyle do przyjścia w jakieś miejsce, czy do towarzyskich odwiedzin, ale do przyjścia w autorytecie np. proroka, ambasadora lub do wysłania armii w jakiejś misji.

W ten sposób Jezus swoim oskarżycielom oświadcza, że przychodzi na ziemię, by wykonać misję, do której posłał Go Bóg Ojciec, co oznacza, że cała Jego misja jest dziełem Boga, jest wypełnianiem Bożej woli.

Dla każdego człowieka czas płynie nieubłaganie, tak też płynął czas dla Jezusa.
Jezus nie prowokował nieszczęścia, ale też nie uciekał od kłopotliwych sytuacji tylko dlatego, że były niebezpieczne. Usunął się na drugi brzeg Jordanu – co może oznaczać Perę. A ta kraina była rządzona przez Heroda Antypasa i znajdowała się poza jurysdykcją wrogich Jezusowi religijnych liderów z Jerozolimy.
Ale to nie była ucieczka, lecz przygotowanie się do finalnej bitwy jaką miał być krzyż. Poszedł więc Jezus w miejsce, gdzie kiedyś Jan Chrzciciel chrzcił pokutujących i gdzie On sam przez Jana został ochrzczony – aby wypełniło się prawo.

To było dla Niego ważne miejsce, bo tam na Jezusa – jakby gołębica – zstąpił Duch Święty. To właśnie tam Bóg Ojciec przemówił publicznie o Nim – Łuk 3, 22.
My ludzie także lubimy czasem wrócić w miejsca, w którym przeżyliśmy szczególne duchowe wydarzenia, np. nawrócenie, chrzest, ślub.

A tam, po drugiej stronie Jordanu, gdzie kiedyś chrzcił Jan, Jezus nauczał, a ludzie przychodzili do Niego, słuchali Jego nauki i mówili: Choć Jan Chrzciciel nie uczynił żadnego cudu, to jednak wszystko, co mówił o Jezusie było prawdą.
A co Jan Chrzciciel mówił o Jezusie?
Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata (Jan 1, 29).
A któż może zgładzić grzech świata, jeśli nie Bóg?
A jak ty uważasz?

Zachęcam Cię więc, przyjdź dzisiaj do Jezusa i powierz Mu nie tylko swoje troski i grzechy, ale powierz Mu także całe swoje życie i naśladuj Go każdego dnia.

Pastor Fryderyk D. Domaradzki

* Nazywanie ludzi „bogami” nie występuje tylko w Psalmach (w poezji), ale także w tekstach prawniczych, np. II Mojż 22, 9: W każdej sprawie powinni obaj dany przypadek przedłożyć Bogu: kogo Bóg uzna winnym, ten odda bliźniemu swemu podwójnie. Z kontekstu jednak wynika, że tym Bogiem elohim jest sędzia – człowiek.

Adres

Nawrot 27, Budynek W Podwórzu
Łódź
90-001

Godziny Otwarcia

10:00 - 12:00

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Społeczność Ewangeliczna KCh w Łodzi umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Społeczność Ewangeliczna KCh w Łodzi:

Udostępnij