Społeczność Ewangeliczna KCh w Łodzi

Społeczność Ewangeliczna KCh w Łodzi Jesteśmy grupą chrześcijan należącą do Kościoła Chrystusowego w RP. druga reformacja) w kościołach protestanckich w Anglii i Stanach Zjednoczonych

Historia naszej denominacji sięga XVIII stulecia, a jego początek dał ruch reformatorski (tzw.

WYPŁYŃ NA GŁĘBIĘCo robisz, gdy twoje „życiowe sieci” po raz kolejny wyciągasz puste? Większość z ludzi wtedy rezygnuje z...
15/08/2026

WYPŁYŃ NA GŁĘBIĘ

Co robisz, gdy twoje „życiowe sieci” po raz kolejny wyciągasz puste? Większość z ludzi wtedy rezygnuje z dalszych połowów.
Historia powołania Szymona Piotra, to coś więcej niż opowieść o cudownym połowie ryb – to lustro, w którym możemy zobaczyć nasze własne zmęczenie, ograniczenia i słabnącą wiarę.
Ale ja chcę dzisiaj powiedzieć, że Jezus nie patrzy na nasze porażki jak na ślepą uliczkę. Zamiast tego Jezus uczy nas, jak przestać mierzyć przyszłość miarą naszych przeszłych niepowodzeń i zaryzykować by wypełnić w swoim życiu Jego Słowo.
Bóg ma dla nas o wiele większe plany, niż my sami.

Ewangelia wg Łukasz 5, 1-7: Pewnego razu, gdy [Jezus] stał nad jeziorem Genezaret, a tłum napierał na Niego, by słuchać Jego nauczania, ujrzał Jezus dwie łodzie, stojące u brzegu jeziora; a rybacy, wyszedłszy z nich, płukali sieci. Wszedłszy do jednej z tych łodzi, należącej do Szymona, prosił go, aby nieco odpłynął od brzegu; a usiadłszy, nauczał tłum ludzi z łodzi. A gdy przestał nauczać, rzekł do Szymona: Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci swoje na połów.
A Szymon odpowiedział: Mistrzu, całą noc ciężko pracując, nic nie złowiliśmy; ale na słowo Twoje zarzucę sieci. A gdy to uczynili, zagarnęli mnóstwo ryb, tak iż się sieci rwały. Skinęli więc na towarzyszy z drugiej łodzi, aby im przyszli z pomocą, i przybyli, i napełnili obie łodzie, tak iż się zanurzały.
Może dziwić, że Jezus, który nigdy nie był rybakiem daje rady profesjonalnemu rybakowi -Szymonowi. Szymon więc próbuje wyjaśnić temu dziwnemu rabinowi, że całą noc ciężko pracowali by coś złowić i niestety nic nie złowili. Z tej rozmowy można wywnioskować, że szefem wśród łowiących był Szymon. Tylko z nim Jezus rozmawia i wydaje polecenie: Wypłyń na głębie i zarzućcie sieci swoje. I znowu dzieje się coś dziwnego, bo Szymon dodaje: ale na Twoje słowo zarzucę sieci.
Szymon był zmęczony, zrezygnowany po całonocnym i bezowocnym połowie i być może nie miał siły by z kimkolwiek się spierać. Macie takie doświadczenia?
Myślę jednak, że główną motywacją Szymona by posłuchać Jezusa, było to, że Szymon słuchał nauczania z łodzi, której użyczył Jezusowi.
Finał tej historii znamy. Ryb było tak dużo, że sieci zaczęły się rwać i trzeba było pomocy drugiej łodzi, a obie łodzie zanurzały się pod ciężarem połowu.
Ale co ta historia mówi nam ?
Po pierwsze, pokazuje nam, że nasze ludzkie kalkulacje są zbyt ciasne na to, co przygotował dla nas Bóg. Zgadzacie się z tym? Jeśli tak, to rodzi się pytanie: Czy przygotowujesz się na większe błogosławieństwa niż te, których już doświadczyłeś, czy po prostu zadowalasz się status quo?
Jeśli chcesz mieć osiągnięcia w pracy, w relacjach z ludźmi, to czy doskonalisz się w tych dziedzinach ? Czy rozwijasz nowe sposoby działania? Czy uczysz się czegoś nowego? Czy jesteś otwarty na współpracę? Czy podchodzisz do swoich obowiązków z odpowiedzialnością i większym zaangażowaniem?

Po drugie, jeśli jesteś już dzieckiem Bożym to wiedz, że nosisz w sobie potencjał, który wykracza poza granice twoich obecnych osiągnięć, lęków i porażek.
Z Bogiem możesz osiągnąć rzeczy, o których dotąd bałeś się nawet marzyć.
Czy jesteś gotowy na Boży cud, ale... w swoim życiu? Już tyle razy to robiłem i ... sieci puste. Już tyle raz to robiliśmy i sieci nadal puste. Tak wyglądają ostatnie nasze ewangelizacje. I to może zniechęcać.
Ale Bóg nie zostawia nas w takim stanie umysłu i ducha. On obiecuje, że otworzy okna nieba i wyleje na nas swoje błogosławieństwo ponad miarę (Mal 3, 10).
Więc czy masz w swoim umyśle i sercu przestrzeń, by przyjąć nowe Boże błogosławieństwo? Miej więc wiarę na Boża miarę! To znaczy, że Bóg chce przez nas uczynić jeszcze wiele rzeczy dla mieszkańców Łodzi – Mat 28, 19-20; Dz 1, 8.

Po trzecie, niewielu zwraca uwagę na fakt, że zanim Jezus uczynił cud dla Szymona i jego towarzyszy, to Szymon poświęcił Jezusowi swój czas i oddał Mu do dyspozycji narzędzie swojej pracy - łódź. To była bezinteresowna otwartość Szymona na Jezusa.
Minęło 40 lat kiedy na I roku Seminarium Teologicznego w Warszawie przygotowywując się do egzaminów, zastanawiałem się czy iść na nabożeństwo, czy może nadal „wkuwać teologiczny materiał”. Ale przyjechałem na nabożeństwo do swojego łódzkiego zboru. Podzieliłem się swoimi wątpliwościami ze swoim pastorem i nieznanym mi wcześniej emerytowanym pastorem, który akurat gościł w łódzkim zborze. A ten emerytowany pastor powiedział mi coś, co pamiętam do dzisiaj i co nadal jest dla mnie kotwicą wiary: Jeśli człowiek nie zaniedba Bożej sprawy, to Bóg nie pozwoli aby sprawa człowieka została zaniedbana.
św. Augustyn ujął to trochę inaczej, ale w tym samym Duchu: Jeśli Bóg w twoim życiu jest na pierwszym miejscu, to wszystko inne znajdzie się na właściwym miejscu.
Bóg, któremu poświęcasz czas na wypełnienie Jego woli np. na czytanie Biblii, na modlitwę, na nabożeńtwa, ten Bóg zadba też o pokarm dla twojego ciała. Tak jak to było w przypadku nakarmienie tysięcy ludzi na pustyni, którzy przyszli tam... by słuchać Jezusa – Jan 6, 1-14; Mat 6, 33.
Po czwarte, obfity połów ryb, nie był dla Szymona jedynym cudem. Cudem o wiele ważniejszym- choć w danej chwili fizycznie mało spektakularnym - było powołanie Szymona na apostoła przez Jezusa. Bo cudem nie jest tylko to, co widzą nasze oczy, ale i to co dzieje się w sercu człowieka. Spotkanie Szymona z Jezusem, zmieniło całkowicie życie Szymona zwanego Piotra. Zmieniło życie tysięcy ludzi.

Gdy patrzymy na początek tej historii widzimy zmęczenie, rezygnacje, puste sieci – jednym słowem porażkę. Ale Jezus dzisiaj mówi do każdego z nas dokładnie to samo, co powiedział wtedy do Szymona: Wypłyń na głębię. Nie lękaj się swoich ograniczeń, ani przeszłych niepowodzeń.
Wiedzmy, że Bóg nie szuka ludzi samowystarczalnych, ale tych, którzy mimo swoich porażek i wątpliwości odpowiedzą Mu z wiarą: Na Twoje słowo zarzucę sieci. Otwórz więc dziś swoje serce na Jego obietnice. Oddaj Mu swój czas i swoje talenty. A zobaczysz, że kiedy stawiasz Boga na pierwszym miejscu, to On nigdy nie pozwoli, aby twoje życie zostało pominięte w Jego wielkich planach.

Pastor Fryderyk Domaradzki
https://spolecznoscewangelicznapl.org/

MIARĄ PRAWDZIWEJ MIŁOŚCI JEST WIARA2 października 2015 roku college w Umpqua w stanie Oregon. Do sali wykładowej wdarł s...
01/08/2026

MIARĄ PRAWDZIWEJ MIŁOŚCI JEST WIARA

2 października 2015 roku college w Umpqua w stanie Oregon. Do sali wykładowej wdarł się uzbrojony napastnik. Rozkazał wszystkim położyć się na ziemi, po czym podchodził do kolejnych osób.
Nie pytał o pieniądze, nie pytał o poglądy polityczne. Zadawał tylko jedno pytanie: Czy jesteś chrześcijaninem? Twierdząca odpowiedź oznaczała natychmiastową śmierć – strzał w głowę. Tego dnia dziewięć osób, głównie młodych, oddało życie.

Mogli skłamać, mogli milczeć, by ratować siebie. Ale wybrali wierność Jezusowi Chrystusowi. Ich krew stała się głośnym manifestem we współczesnym świecie. A nam chrześcijanom przypomnieli prawdę, o której czasem zdarza się nam zapomnieć, że miarą prawdziwej miłości jest ofiara. Ale ta prawda nie narodziła się w Oregonie. Ona ciągnie się przez całą historię zbawienia.

W I Mojż 22, 1–18 widzimy Abrahama, który na swojego syna, Izaaka czekał długo (25 lat od otrzymania obietnicy do jej spełnienia). Wiemy, że im dłużej na coś czekasz, im więcej cię to kosztuje, tym większą ma to dla ciebie wartość. Izaak był dla Abrahama wszystkim. Był jego przyszłością, jego dumą, namacalnym dowodem Bożego cudu.

I nagle, w zwykły poranek, Bóg rozrywa tę sielankę słowami, które dla każdego rodzica brzmią jak wyrok: Weź syna swego, jedynaka twego, Izaaka, którego miłujesz, i udaj się do kraju Moria, i złóż go tam w ofierze całopalnej (wers 2).

Ludzki rozum krzyczy: To absurd! Skoro Bóg sam dał tego syna, jak może teraz żądać jego krwi? W głowie Abrahama musiała toczyć się walka. Ale wieki później Hiob zwraca nam uwagę, że skoro Pan dał, to Pan może wziąć... (Hiob 1, 21).

Poruszające w tej historii jest to, że nie ma w niej kłótni z Bogiem. Nie ma prób negocjacji. Jest tylko porażające, pełne bólu milczenie. Abraham wstaje o świcie. Rąbie drwa, siodła osła. Bierze syna za rękę i idzie w stronę góry Moria.

Dlaczego Bóg wystawił go na taką próbę? Czy Bóg jest okrutny? Nie, Bóg nie chciał śmierci Izaaka. Bóg chciał serca Abrahama.

Wiedzmy, że Abraham nie urodził się „ojcem wiary”. On do niej dorastał w bólach, potykając się duchowo.

Kiedy opuszczał Haran, miał iść sam (I Mojż 12, 1 i 5), ale zabrał ze sobą rodzinę i z tego powodu latami zmagał się z konfliktami (I Mojż 13, 7 i 9). Kiedy w Egipcie poczuł strach o własną skórę, okłamał faraona, twierdząc, że jego żona jest tylko jego siostrą (I Mojż 20, 12). Zapłacił za to faraon i jego dwór. Podobnie jak faraona, Abraham okłamywał króla Gedaru – Abimelecha (I Mojz 20, 3). A konsekwencje poniósł Abimelech.

Kiedy Abraham zniecierpliwił się czekaniem na spełnienie Bożej obietnicy, wziął sprawy „w swoje ręce”, a owocem tego było cierpienie Hagar i Ismaela. A jeśli traktować tę historię dosłownie, można dostrzec także jej dalekosiężne, geopolityczne skutki na Bliskim Wschodzie, odczuwalne aż do dziś.

Ale na górze Moria Abraham staje się kimś innym. Tam jego wiara osiąga pełnię. Kiedy podnosi nóż nad Izaakiem – swoim synem, anioł powstrzymuje jego rękę. Abraham wygrywa najważniejszą bitwę w swoim życiu – bitwę z samym sobą.
Udowadnia, że Bóg nie jest dla niego jedynie automatem do spełniania życzeń, ale Władcą Absolutnym. Zrozumiał to, o czym Jezus mówił w Mat 10, 37: Kto miłuje syna, córkę, ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien.

Ta historia nie jest starodawnym mitem, ale lustrem, w którym dzisiaj mamy się przejrzeć.
Mówi ona nam o tym, że Boże prowadzenie nie zawsze pokrywa się z naszymi planami (Izaj 55, 8–9). Mówi nam o tym, że Bóg wcale nie jest naszym trenerem personalnym, który pisze nam scenariusz naszego sukcesu. Wiara zaś to nie polisa ubezpieczeniowa na wygodne i dostatnie życie. Prawdziwa wiara rodzi się w ogniu prób, w momentach, gdy trzeba zaprzeć się samego siebie i iść pod prąd opinii większości (1 Piotr 1, 7).

To ważne, że zaczynasz chodzić z Bogiem, ale o wiele ważniejsze jest to, jak dalej idziesz i kończysz swoją życiową drogę z Chrystusem.

Ta historia pyta nas dzisiaj: Kim jest twój Izaak?
Bo Bóg jest Bogiem zazdrosnym o nasze serca. On nie pozwoli, aby jakikolwiek Jego dar przesłonił nam samego Darczyńcę. Może twoim „Izaakiem” jest twoje dziecko, może współmałżonek, przyjaciel, może to twoja kariera, pieniądze, opinia w oczach innych? A może to twoje plany na przyszłość, których kurczowo się trzymasz?

Musisz wejść na swoją górę Moria i oddać to Bogu. Musisz otworzyć dłoń i zrozumieć, że nic, co masz, nie jest twoją własnością. Wszystko – od pierwszego oddechu, aż po ludzi, których kochasz – zostało ci jedynie powierzone na chwilę przez Boga.

Pamiętaj też, że twoja wiara nigdy nie jest sprawą prywatną. Kiedy Abraham grzeszył i kłamał, cierpieli ludzie wokół niego – faraon, Abimelech, Hagar, Ismael.

Kiedy jednak Abraham okazał posłuszeństwo na górze Moria, jego wierność stała się źródłem błogosławieństwa dla setek pokoleń. Twoje dzisiejsze „tak” powiedziane Bogu w ukryciu, twoja cicha wierność w pracy, w małżeństwie, w cierpieniu – to wszystko rezonuje w życiu ludzi, których codziennie mijasz.

Światu dzisiaj nie brakuje pięknych słów. Świat dzisiaj potrzebuje twojego i mojego świadectwa. Chrystus nie ma dzisiaj innych rąk, innych ust i innych serc na tym świecie, jak tylko nasze.

Tradycja chrześcijańska mówi nam, że góra Moria, na której Abraham budował ołtarz, aby złożyć na nim Izaaka, to dokładnie to samo pasmo wzgórz, na którym leży Jerozolima.

Kilka tysięcy lat później, na sąsiednim wzniesieniu, zwanym Golgotą, rozegrała się podobna scena. Ale z jedną, fundamentalną różnicą.
Tam, na Krzyżu, Bóg Ojciec składał w ofierze swojego jedynego Syna – Jezusa Chrystusa. I wtedy... żaden anioł nie powstrzymał ręki oprawców. Bóg Ojciec doprowadził tę ofiarę do samego końca. Dla ciebie, dla mnie, dla naszego ratunku. Stajemy dzisiaj pod tym Krzyżem jako odkupieni i nieskończenie kochani.

Idźmy więc w naszą codzienność z tą świadomością, pamiętając w każdej chwili naszego życia, że miłość, która nic nie kosztuje, nie jest miłością. Bo miarą miłości... jest ofiara – Jan 3, 16.

pastor Fryderyk D. Domaradzki

ilustracja: Ofiarowanie Izaaka, Caravaggio, 1596
https://spolecznoscewangelicznapl.org/

SKARB W NACZYNIU GLINIANYM...Otaczają nas obrazy ludzi sukcesu: na zdjęciach w mediach społecznościowych, ludzie, którzy...
25/07/2026

SKARB W NACZYNIU GLINIANYM...

Otaczają nas obrazy ludzi sukcesu: na zdjęciach w mediach społecznościowych, ludzie, którzy sprawiają wrażenie, jakby nigdy nie popełnili żadnego błędu.
Podświadomie zaczynamy wierzyć, że Bóg może nas użyć tylko wtedy, kiedy będziemy idealni. Próbujemy więc zakładać maski ludzi wolnych od wad, odnoszących same sukcesy. Dzisiejsze Słowo Boże nie ogłasza nam: Jesteście skarbem!, ale przynosi nam otrzeźwiającą i uwalniającą prawdę...

2 Kor 4, 7: Mamy zaś ten skarb w naczyniach glinianych, aby okazało się, że moc, która przewyższa wszystko, jest z Boga, a nie z nas.

Aby właściwie rozumieć ten werset, powinniśmy odróżnić gliniane naczynie od
Skarbu. Ty i ja – nie jesteśmy Skarbem. Jesteśmy tylko, i aż, glinianym naczyniem. W starożytności takie naczynia – w przeciwieństwie do tych z miedzi – nie miały większej wartości. Szybko pozbywano się ich, gdy pękły lub gdy stały się rytualnie nieczyste.

Niektórzy grecy pisarze używali glinianych naczyń jako analogii do ciała, w którym złożona jest dusza. Zaś ap. Paweł glinianych naczyń i Skarbu używa jako kontrastu do tego, co ludzkie, z tym, co Boże.

Kiedy pozwalamy innym traktować się jak Skarb – kiedy karmimy swoje ego podziwem, kiedy budujemy swoją wartość na komplementach i udajemy kogoś, kim nie jesteśmy – to wchodzimy na bardzo niebezpieczną drogę.

Bogu to się nie podoba. Dlaczego? Ponieważ szukamy chwały dla samych siebie, zamiast oddać ją Temu, który ten Skarb w nas złożył.

Każdy zaś, kto próbuje być skarbem o własnych siłach, prędzej czy później dozna bolesnej porażki. Bo gliniane naczynie jest kruche. Jeśli zapomnisz, że Twoja wartość nie wynika z materiału, z którego zostałeś ulepiony, ale ze Skarbu, który nosisz w sobie, runiesz pod ciężarem własnych i cudzych oczekiwań. Doświadczysz też rozczarowań sobą i poczujesz, jak bolesne jest rozczarowanie innych tobą.

A kiedy Bóg decyduje się złożyć w tak nietrwałym materiale, jakim jest człowiek, swój Skarb – Nowe życie, Ewangelię, dary Ducha Świętego, to kieruje się dwiema zasadami.

Pierwszą zasadą jest to, że oczekuje On zwrotu z tej inwestycji, bo to nie ty jesteś właścicielem talentów, ale ich zarządcą i z tego zostaniesz przez Boga rozliczony.
Bóg nikomu z nas nie powierza talentów, aby je zakopać w ziemi lub obnosić się nimi dla własnej próżności. One mają przynosić Bogu chwałę i błogosławieństwo innym ludziom. A powierzony nam Skarb, zobowiązuje nas do wierności w codzienności.

Drugą zasadą jest to, że im więcej powierzono ci talentów, zasobów, możliwości, tym większą odpowiedzialność ponosisz – Komu więcej powierzono, od tego więcej będzie się wymagać (Łk 12, 48). Musisz też dbać o czystość intencji swojego serca.
Iluzja niezniszczalności liderów. Często patrzymy na liderów wspólnot obdarzonych licznymi talentami i myślimy: Oni mają łatwiej. Są uodpornieni na życiowe próby. Ich kryzysy się nie imają.
Ale to błędne założenie. To, że ktoś ma liczne talenty, głosi poruszające kazania lub pięknie śpiewa na chwałę Pana, nie oznacza, że w zaciszu swojego domu nie toczy bitew z własnymi słabościami, z lękiem, czy samotnością. Te zmagania dla większości ludzi są niewidoczne, ale one dzieją się naprawdę.

Liderzy w Kościele, to wciąż tylko gliniane naczynia. Często porysowane, popękane, poddawane ogromnym naciskom. Nie oceniajmy ich powierzchownie, ale módlmy się o nich, bo wróg doskonale wie, że uderzając w nich, rozprasza całe stado (Mat 26, 31 – Zach 13, 7).

Zadziwiające jest to, jakich ludzi Bóg wybiera do realizacji swoich planów. Gdybyśmy to my mieli rekrutować współpracowników do budowy Bożego Królestwa, prawdopodobnie odrzucilibyśmy większość biblijnych bohaterów. Wybralibyśmy ludzi z czystym życiorysem, wykształconych, dobrze urodzonych i ponadprzeciętnie utalentowanych. Takich, którzy już osiągnęli sukcesy.

Ale Bóg nierzadko postępuje inaczej. On posługuje się ludźmi, których my już na początku najchętniej byśmy skreślili, a nawet potępili.

Spójrzmy na Rachab (Joz 2). Kim była? Prostytutką z pogańskiego Jerycha. Żyła na marginesie moralności i swojej społeczności. A jednak, gdy zaufała Bogu, stała się kluczem do zdobycia Ziemi Obiecanej. Mało tego, Bóg włączył ją do rodowodu samego Jezusa Chrystusa!

Spójrzmy na Jeftego (Sędz 11, 1–11). Jego matka była prostytutką, a on był dzieckiem z nieprawego łoża (bękartem) – nie mógł więc dziedziczyć. A więc człowiek bez przyszłości.
W rezultacie Jefte został odrzucony przez lokalną społeczność i wygnany z domu przez ...własne rodzeństwo. Zamieszkiwał w jaskiniach i stał się przywódcą bandy kryminalistów.
Po ludzku to przegrany człowiek z fatalną przeszłością. Ale Bóg zobaczył w nim przywódcę. Podniósł go z tej jaskini i uczynił sędzią – liderem Izraela, który wyzwolił Izrael z rąk Ammonitów.

Bo Bóg jest Mistrzem renowacji i recyklingu „rozbitych naczyń”. Dla Niego nie ma ludzi „bezużytecznych”. On bierze pokaleczone małżeństwa, które po ludzku nadają się już tylko do rozwodu, bierze ludzi zniszczonych przez nałogi, depresję, odrzucenie i poczucie winy.

Zbiera te „ludzkie skorupy” i swoją miłością skleja je na nowo. Co więcej, uczy tych ludzi, jak na gruzach swoich dawnych porażek budować najpiękniejsze zwycięstwa w Jego służbie.
Ewangelia to nie opowieść o doskonałych ludziach, ale o Doskonałym Bogu.
1 Kor 1, 27–29 i 31: Ale to, co u świata głupiego, wybrał Bóg, aby zawstydzić mądrych, i to, co u świata słabego, wybrał Bóg, aby zawstydzić to, co mocne.
I to, co jest niskiego rodu u świata i co wzgardzone, wybrał Bóg, w ogóle to, co jest niczym, aby to, co jest czymś, unicestwić. Aby żaden człowiek nie chełpił się przed obliczem Bożym. Aby, jak napisano: Kto się chlubi, niech Panem się chlubi.

Zrozumienie tego, że jesteśmy jedynie i aż glinianym naczyniem, nie powinno wpędzić nas w kompleksy, ale ma dać nam potężną motywację.

Kiedy przyjdą przeciwności – a one nadejdą – nie musisz wtedy polegać na własnej, kruchej sile. Gdy masz świadomość, że to Bóg złożył w tobie swój Skarb, zyskujesz pewność, że On sam będzie tego Skarbu w tobie chronił, będzie go używał i będzie tym Skarbem innym błogosławił. Twoje pęknięcia nie są dla Boga przeszkodą.

Przez pęknięcia w naszym glinianym naczyniu najpiękniej widać światło Boga, który mieszka w środku naszego życia. Nie bój się więc swojej słabości.

Przynieś dziś Bogu swoje potłuczone kawałki życia i pozwól Mu, by je posklejał.
Ponieważ to nie naczynie ma zachwycać świat, ale Skarb, który w sobie nosisz.

Pastor Fryderyk Domaradzki

GDY BÓG NIE PASUJE DO NASZYCH PLANÓWEwangelia wg Jana 12, 12–19: Nazajutrz wielki tłum przybył na święto [Paschy], a usł...
18/07/2026

GDY BÓG NIE PASUJE DO NASZYCH PLANÓW

Ewangelia wg Jana 12, 12–19: Nazajutrz wielki tłum przybył na święto [Paschy], a usłyszawszy, że Jezus przybywa do Jerozolimy, wziął gałązki palmowe i wybiegł Mu naprzeciw. I wołali: „Hosanna! Błogosławiony, który przychodzi w imię Pańskie”, oraz, „król Izraela!” A gdy Jezus znalazł osiołka, dosiadł go, jak jest napisane: Nie bój się, córko Syjonu! Oto król twój przybywa, siedząc na oślęciu.
Z początku Jego uczniowie nie rozumieli tego. Ale gdy Jezus został uwielbiony, wówczas przypomnieli sobie, że to o Nim było napisane i że tak Mu uczynili. A ludzie, którzy byli z Jezusem, kiedy wskrzesił Łazarza, świadczyli, że to On uczynił ten cud. Dlatego lud wyszedł Mu na spotkanie. Faryzeusze zaś mówili jeden do drugiego: „Widzicie, że nic nie wskóracie? Oto cały świat poszedł za Nim”.

Wyobraźmy sobie te okrzyki radości, tumany kurzu, zapach świeżych gałązek palmowych i tłum, który w ekstazie rzuca swoje szaty na drogę.

Patrząc na tę scenę, chcielibyśmy zatrzymać czas tam, gdzie Jezus jest wywyższony, a Jego wrogowie stoją bezsilni w cieniu. To naturalne, że chcemy Ewangelii bez bólu, bez potu, bez krzyża i z sukcesem rozumianym po ludzku. A trudną dla nas Prawdą jest to, że gdyby nie było wielkopiątkowego krzyża, to niedzielny poranek Zmartwychwstania nigdy by nie nadszedł.

Czytaliśmy, że Jezus do Jerozolimy wjechał na oślęciu, a nie na ognistym rumaku. Może dla nas to obraz ubóstwa. Ale dla ówczesnych Żydów to był manifest polityczno-religijny. Bo to właśnie prorok Zachariasz zapowiadał: Oto Król twój przychodzi do ciebie, sprawiedliwy i zwycięski, pokorny, jedzie na osiołku.

Ponadto fakt, że Jezus wjeżdżał na zwierzęciu, na którym nikt wcześniej nie siedział, miało znaczenie także sakralne. Dla witających Jezusa Żydów obraz ten miał historyczne konotacje. Oni machali palmami – tak samo jak dekady wcześniej ich poprzednicy witali Judę Machabeusza – narodowego bohatera, który wypędził z miasta syryjskich najeźdźców. Tłum wołał: „Hosanna!”.
Dziś to słowo dla niektórych brzmi jak radosne Alleluja! Ale wtedy to był krzyk błagania o ratunek – Ocal nas teraz!

Tyle że wtedy ci wiwatujący Jezusa chcieli ocalenia, ale od rzymskich podatków i niewoli, od biedy i upokorzenia. Chcieli Mesjasza stworzonego na obraz i podobieństwo ich własnych potrzeb.

I tu zaczyna się dramat, który dotyka również nas, bo to jest dramat niespełnionych oczekiwań. Ci ludzie nie przyszli dla Jezusa. Przyszli ze względu na Jego popularność.

Nie interesowało ich Jego nauczanie o wypełnianiu woli Boga, o czystości serca, o miłości do nieprzyjaciół. Interesowało ich to, co Jezus może dla nich zrobić.

Jezus dobrze o tym wiedział. Jak pozostali Żydzi, rozumiał, co oznacza Jego wjazd na osiołku do Jerozolimy. Mógł dać się ponieść owacjom zgromadzonych Żydów – by wznieść miecz i fizycznie wygnać Rzymian. Tak jak Juda Machabeusz wygnał Syryjczyków, Jezus mógł stać się królem żydowskich marzeń.

Ale Jezus miał lepszy plan. On nie przyszedł ocalić jeden naród na kilkadziesiąt lat. On przyszedł ocalić każdego człowieka na całą wieczność. I właśnie dlatego, że nie spełnił tych politycznych oczekiwań Żydów, tłum, który w niedzielę wołał Hosanna!, w piątek krzyczał: Ukrzyżuj!
Zauważmy jak blisko jest od zachwytu do nienawiści, gdy Bóg przestaje grać według naszych zasad – uzdrowienie w Listrze Pawła i Barnaba.

Pamiętam, że w kaplicy mojego pierwszego zboru na centralnej ścianie umieszczony był werset z Hbr 13, 8: Jezus Chrystus jest ten sam: wczoraj, dzisiaj i na wieki. Rozumiem więc, że w kontekście rozważanego teraz tekstu, oznacza to, że również i dzisiaj Jezus nie podda się presji naszych ludzkich oczekiwań.

Czasem w naszym życiu stajemy się podobni do uczniów idących do Emaus, którzy z nieukrywanym rozczarowaniem mówili: A myśmy się spodziewali… A myśmy się spodziewali, że choroba i śmierć ominie nasz dom… A myśmy się spodziewali, że skoro chodzimy do kościoła, modlimy się i czytamy Biblię, to Bóg ułoży nasze życie dokładnie tak, jak ...my tego pragniemy.

No, ale co robimy, gdy Bóg mówi „nie!” naszym planom?
Czy odwracamy się od Niego w gniewie, tak jak wspomniany tłum Żydów? Cóż, nasze drogi to nie Boże drogi (Izaj 55, 8–9). Droga, którą prowadzi nas Bóg, czasem bywa trudna, bo prowadzi przez ogrody Getsemani, wzgórza Golgoty, ciemne doliny, ale jest to jedyna droga, która prowadzi nas do prawdziwego życia (wiecznego z Bogiem).

W tradycji ludowej niedziela przed Wielkanocą, nazywana bywa „brudną niedzielą”. Bo to ostatni czas na generalne porządki przed świętowaniem.
Jesteśmy już dawno po Niedzieli Wielkanocnej, ale niech i ta niedziela będzie dla każdego z nas okazją, by stanąć w świetle rozważanej dzisiaj Ewangelii i odpowiedzieć na pytania: Z jakimi motywacjami tu przyszliśmy? Czego oczekujemy od Jezusa? Czy chcemy w Nim widzieć jedynie „złotą rybkę”, która ma spełniać nasze życzenia?

Czy naprawdę chcemy, by On był Królem naszego życia? Bo Jezus chce być Królem każdego ludzkiego życia, ale przybywa tam, tak jak wtedy w Jerozolimie – jako Książę Pokoju.

Jeśli czujesz dziś bezsilność, jeśli brakuje ci sił do przebaczenia, do walki z grzechem, do niesienia codziennie swojego krzyża, zawołaj z głębi serca, tym starożytnym słowem: Hosanna – Panie, ratuj mnie!

A On jest Tym, który to wołanie usłyszy i na nie odpowie.

Pastor Fryderyk Domaradzki

Zapraszamy na naszą stronę internetową.
16/07/2026

Zapraszamy na naszą stronę internetową.

E-mail [email protected] Telefon: 729 933 503

KOMU DAJESZ KLUCZYKI? BOŻE PRÓBY W NASZYCH SŁABOŚCIACHCzujniej niż wszystkiego innego strzeż swego serca... To słowa ojc...
27/06/2026

KOMU DAJESZ KLUCZYKI? BOŻE PRÓBY W NASZYCH SŁABOŚCIACH

Czujniej niż wszystkiego innego strzeż swego serca... To słowa ojcowskiej rady zapisane w Przypow. 4, 23. Zgodnie ze słowami Jezusa, serce jest czymś więcej niż tylko źródłem uczuć i emocji. Z serca pochodzą myśli, pragnienia i wola działania człowieka (Mat 15, 19).
Jakie są dzisiaj nasze serca? O czym dzisiaj myślimy, czego pragniemy i co zamierzamy? To ważne, bo tam gdzie skarb twój, tam będzie serce twoje (Mat 6, 21).

To, że Maria miała wdzięczne i hojne serce, nie jest dla nas zaskoczeniem. Jezus przecież wskrzesił jej brata. Ale już zaskoczeniem może być fakt, że ktoś z grona najbliższych uczniów Jezusa miał serce samolubne i chciwe.

W Ewangelii wg Jana 12, 1–8 czytamy: A na sześć dni przed Paschą przybył Jezus do Betanii, gdzie mieszkał Łazarz, którego Jezus wskrzesił z martwych. Urządzono tam dla Niego ucztę. Marta usługiwała, a Łazarz był jednym z zasiadających z Nim przy stole.
A Maria wzięła funt (325 gramów) szlachetnego, drogocennego olejku nardowego i namaściła Jezusowi stopy, a włosami swymi je otarła. A dom napełnił się wonią olejku.
Na to rzekł Judasz Iskariota, jeden z Jego uczniów, ten który miał Go wydać: „Czemu nie sprzedano tego olejku za trzysta denarów i nie rozdano ich [denarów] ubogim?”
A powiedział to nie dlatego, że dbał o biednych, ale ponieważ był złodziejem, i, mając sakiewkę, wykradał z niej to, co w nią wkładano.
Na to rzekł Jezus: „Zostaw ją. Przechowywała to, aby [Mnie namaścić] na dzień mojego pogrzebu. Bo ubogich zawsze macie u siebie, lecz Mnie nie zawsze mieć będziecie”.

W tej historii mamy opisane serca dwóch osób z najbliższego kręgu Jezusa. Z jednej strony mamy wdzięczne i hojne serce Marii, a z drugiej strony chciwe i egoistyczne serce apostoła Judasza.
Judasz szybko obliczył, że wartość tego olejku to 300 denarów. Jeden denar to przeciętne wynagrodzenie za jeden dzień pracy najemnego robotnika. Za trzysta denarów można było kupić chleba dla kilku tysięcy ludzi, więc ten olejek był naprawdę cennym darem. Ale dlaczego to tak bardzo zaniepokoiło Judasza?
Przecież to nie były jego pieniądze!

Alcybiades był niezwykle inteligentnym człowiekiem, o paskudnym usposobieniu. Za każdym razem gdy spotykał Sokratesa, ponoć mawiał: Nienawidzę cię, Sokratesie, bo przy tobie widzę, kim jestem.

Otóż kiedy my – ludzie spotykamy się z czyjąś hojnością, to przyglądamy się swojej własnej. W każdym z nas toczy się czasem walka pomiędzy samolubstwem, które patrzy tylko swego, a hojnością, która – jeśli czegoś żałuje – to tylko tego, że dała za mało. Bo hojność w swej istocie nie liczy się z kosztami własnymi.
Czy nasz Bóg jest hojny? Jan 3, 16; 1 Kor 12, 1–10; Efez 4, 8–12; 2 Piotr 1, 3!

Niektórym dość łatwo przychodzi krytykowanie osób, które organizują zbiórki charytatywne: Zamiast organizować tak huczną imprezę, lepiej byście dali pieniądze na biedne dzieci! Kiedy jednak kliknie się w profil takiego komentatora, rzadko kiedy widać tam realne zaangażowanie. Łatwo zarządza się cudzym portfelem i sumieniem „z poziomu wygodnej kanapy”, nie dając od siebie ani grosza. To nowoczesna forma „sakiewki Judasza” – ukrywanie własnego skąpstwa publiczną krytyką cudzej rzekomej rozrzutności.

Ale zadajmy też trudne pytanie: Kto był tak nieroztropny, że przekazał finansową odpowiedzialność Judaszowi? Jezus! Czyżby Jezus nie wiedział, że Judasz jest chciwy, że okrada całą wspólnotę apostołów?

Miejmy jednak świadomość, że jako uczniowie Jezusa będziemy poddawani pokusie przez diabła, a próbie przez Boga także w obszarach naszych słabości.

To jest tak, jak z mądrym ojcem, który uczy swojego syna odpowiedzialności za kierownicą. Jeśli wie, że syn ma skłonność do szybkiej jazdy, nie zamyka go w pokoju. W pewnym momencie daje mu kluczyki do samochodu, ale mówi: Ufam ci, jedź bezpiecznie. Ojciec nie daje mu auta, żeby syn spowodował wypadek.
Daje mu je, żeby syn zmierzył się ze swoją słabością i nauczył się panować nad sobą.

Sakiewka w rękach Judasza była takimi „kluczykami”. Bóg nie chciał jego upadku – dał mu narzędzie, by Judasz mógł udowodnić sobie, innym i Bogu, że potrafi wygrać z własną chciwością. Niestety Judasz z tego nie chciał skorzystać.

A ponadto pamiętajmy, że kto jest niewierny w małym, ten będzie niewierny i w wielkich sprawach (Łuk 16, 10–12).

Patrząc na tę historię, odkryjemy, że dla chrześcijan pieniądze są czymś więcej niż środkiem płatniczym. Jeśli mówisz, że Twoje serce należy do Jezusa, to twoje przelewy bankowe na sprawy Pańskie powinny to potwierdzać.

Wyobraźmy sobie, że ktoś z nas zgubił telefon z odblokowaną aplikacją bankową. Czy gdyby obca osoba – która nie wie, że chodzimy do Kościoła i co mówimy na nabożeństwach – przejrzała historię naszych transakcji z ostatnich trzech miesięcy, to czy domyśliłaby się, że naszym Królem jest Jezus, że jesteśmy członkami jakiegoś lokalnego kościoła?
Historia konta bankowego to najbardziej obiektywny, odarty z religijnych iluzji zapis naszych prawdziwych priorytetów.

Nowe życie dla Boga to ofiarne życie, dotyczy to także naszego stosunku do dóbr materialnych i umiejętności zarządzania finansowymi błogosławieństwami.

Wyobraź sobie ojca, którego dziecko marzy o używanym rowerze z komisu za 100 zł. Ojciec jednak idzie do salonu i kupuje mu lśniący nowością, bezpieczny rower za dużą sumę pieniędzy. Dziecko jest w szoku i pyta: Tato, po co? Przecież tamten stary też by jeździł. A ojciec odpowiada: Bo jesteś moim synem i chcę w ten sposób pokazać, jak bardzo cię kocham.

My ludzie nieraz prosiliśmy Boga o „załatanie” naszych ziemskich problemów – o odrobinę ulgi w cierpieniu, o promyk nadziei w ciemnościach.

A Bóg odpowiedział ekstrawagancją: Oddał to, co miał najcenniejszego – swojego Syna. Nie kalkulował, czy Mu się to „opłaci”, ale pokazał nam, że Jego miłość nie zna granic budżetowych.

Pastor Fryderyk Domaradzki

Adres

Nawrot 27, Budynek W Podwórzu
Łódź
90-001

Godziny Otwarcia

10:00 - 12:00

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Społeczność Ewangeliczna KCh w Łodzi umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Społeczność Ewangeliczna KCh w Łodzi:

Skróty

Udostępnij