Serce, które bije w sercu

Serce, które bije w sercu Pomagam kobietom odnaleźć wewnętrzny spokój po trudnych doświadczeniach. Gotowanie, odpuszczanie, wartości biblijne.

Kiedyś z jednej strony czułam radość, bo dostawałam laurkę od Piotrusia, a z drugiej ogromny smutek, dlaczego tylko jedn...
26/05/2025

Kiedyś z jednej strony czułam radość, bo dostawałam laurkę od Piotrusia, a z drugiej ogromny smutek, dlaczego tylko jedna? Przecież mogły być dwie lub trzy.

Skupiałam się na brakach, zamiast cieszyć się tu i teraz. Marnowałam ten czas.

Nie rozumiałam świata i wszechświata. Bo bez poznania prawdziwego oblicza Boga, nie można go zrozumieć.

Ból który tkwił we mnie, bez antidotum, zniekształcał rzeczywistość. Do tego mój obraz Boga, wykrzywiony, we wszystkie możliwe strony, bo znałam Go tylko z plotek, wcale nie pomagał.

Można wpaść w obłęd…

Dzisiejszy dzień mamy, wygląda zupełnie inaczej. Jest przepełniony radością, że dostąpiłam zaszczytu bycia mamą i to trójki wspaniałych dzieci.

I co z tego, że z dwójką dopiero się spotkamy? Wierzę, że razem z Bogiem, będziemy mieli ze sobą całą wieczność.

Kiedy zamieniłam ziemskie patrzenie w przyszłość, na Boże patrzenie w przyszłość, moje serce matki, które było rozsypane w drobne kawałki, zostało złożone. Zaczęłam skupiać się na życiu, tak jak robi to Bóg, Abba.

„Owocem zaś Ducha jest miłość, radość, pokój, cierpliwość, życzliwość, dobroć, wiara; A ci, którzy należą do Chrystusa, ukrzyżowali swoje ciało wraz z namiętnościami i pożądliwościami.” Galacjan 5:22-23 UBG

Każdy człowiek jest stworzony do kochania i do bycia kochanym. Kiedy tego brakuje zaczyna szukać zamienników, które choć na chwilę zagłuszą i wypełnią braki.
Wszelkie namiętności i pożądliwości, np.: zakupy, alkohol, narkotyki, s*x, pomaganie innym aby poczuć się przydatnym i lepszym, oglądanie seriali, aby żyć cudzym życiem, pracoholizm, sporty, które podnoszą adrenalinę do granic możliwości, kłótliwość, przemoc psychiczna i fizyczna itd… to wszystko i o wiele, wiele więcej daje tylko chwilowe zaspokojenie, wypełnienie luki. W ten właśnie sposób, wpada się w niszczycielską spiralę, która prowadzi do śmierci.

Poroniłaś czyli twoja Mała Istotka jest już u Boga. Świętuj ten piękny dzień, bo jesteś MAMĄ. Ciesz się szczęściem twojej Istotki, że jest otoczone niekończącą się MIŁOŚCIĄ. Że każdego dnia wypełnia je radość, pokój, cierpliwość, życzliwość, dobroć, wiara.




Jako mała dziewczynka marzyłam, aby zostać baletnicą, ale nie dla sukienki. Chciałam nią być dla tych płynnych i delikat...
22/05/2025

Jako mała dziewczynka marzyłam, aby zostać baletnicą, ale nie dla sukienki. Chciałam nią być dla tych płynnych i delikatnych ruchów, którymi opowiada się historię, czasami wesołą, a czasami smutną… i w jakimś maleńkim stopniu, zrealizowałam to marzenie. Chodziłam na zajęcia baletowe i miałam nawet jeden występ na scenie. Niestety, na drodze do dalszej kariery stanęły moje grube kości. Dla ówczesnej, siedmioletniej mnie, była to pierwsza życiowa tragedia, która jak się później okazało, miała mnie hartować przed dorosłym życiem.

Po czasie smutku i rozczarowania, zafascynowałam się łyżwiarstwem figurowym. Trenowałam ponad 2 lata, 5 razy w tygodniu. Zajęcia baletowe bardzo pomogły mi w płynności ruchów. Niestety, tym razem na drodze do kariery łyżwiarskiej stanął, najpierw brak funduszy na indywidualne zajęcia, a następnie moja złamana noga. Leżałam w gipsie 6 miesięcy, w 7 miesiącu uczyłam się chodzić, a po kolejnych dwóch latach pozwolili mi założyć ponownie łyżwy. Czyli kolejne przygotowanie przed tym, czego miałam doświadczyć.

Mijały lata, doświadczałam kolejnych wyzwań, ale też marzyłam…
Jako nastolatka, byłam zdecydowanie poważniejsza i dojrzalsza niż rówieśniczki. Zaczęłam wtedy marzyć o rodzinie, o dużej rodzinie. Oczyma wyobraźni widziałam siebie z mężem i trójką dzieci, mieszkającą w białym domku z ogródkiem.

Hmmmm…………..

I to marzenie zrealizowałam, jednak trwało tylko moment.
Pierwsza ciąża była bardzo trudna. Przez 8 miesięcy, co tydzień musiałam sprawdzać morfologię, bo wszystko było poniżej normy. Wymiotowałam przez 5 miesięcy, a do końca ciąży, notorycznie mnie mdliło. Do tego wszystkiego, od połowy ciąży, musiałam przyjmować zastrzyki na jej podtrzymanie.

Dotarliśmy do mety we dwójkę i mogłam w końcu przytulić Piotrusia. To był rok 1994.

Po 2 latach znowu marzyłam o dziecku i zaczęliśmy się o nie starać. Bezowocnie. Ostatecznie trafiłam do poradni leczenia niepłodności na kolejne kilka lat.

Był sierpień 2000. Zaczęło boleć mnie podbrzusze, myślałam, że zbliża się miesiączka, bo od samego początku miałam bardzo nieregularne miesiączki od 19 do 72 dni i w żaden sposób nie można było jej wyregulować. Następnego dnia pojechaliśmy odwiedzić Piotrusia, ponieważ był z babcią na wakacjach. Ból nasilał się, aż przybrał poziom prawie jak przy porodzie. Dostałam miesiączkę, była inna, ale wtedy nie miałam pewności, że poroniłam, bo było to w okolicach 3 tygodnia ciąży.

Mijały kolejne miesiące. Brałam leki, które miały pomóc utrzymać ciążę, gdybym w nią zaszła. Przyszedł wrzesień 2001 i powtórka sprzed roku. Tylko teraz było inaczej, bo wiedziałam już, że jestem w ciąży…

Dzień wcześniej, wieczorem zaczęło boleć mnie podbrzusze, pomyślałam, że jeśli zacznie się nasilać, jak poprzednio, to pojadę do lekarza. Nad ranem, obudził mnie potworny ból. Chciałam jechać do lekarza. Poszłam pod prysznic, ale nie zdążyłam. Po chwili trzymałam swoją córeczkę w rękach. Miała ok. 4-5 milimetrów.

Świat się zatrzymał.

Straciłam nadzieję.

Moje małżeństwo wisiało na włosku i w rezultacie w 2003 roku rozwiodłam się. Nie miałam żadnego wsparcia.
Nie chciałam nikomu mówić, co się stało i co przeżywam.

Nie akceptowałam dzieci młodszych od mojego syna. Dzieci na mój widok płakały, choć jeszcze do niedawna lgnęły do mnie.

Czas mijał, a ja nadal nie mogłam przebywać z dziećmi.

Po kilku latach ból trochę osłabł i zaczęłam akceptować maluchy. Nie było w tym jednak radości, choć już pozwalałam im usiąść na swoich kolanach.

Mijały kolejne lata. Układałam sobie życie na nowo. Życie, które w moim sercu miało barwy czarno-białe. Zresztą nie tylko w sercu. Moja garderoba była czarno-biała z elementami granatu, szarości i błękitu. Co prawda miałam kilka kolorowych bluzek, ale zakładałam je sporadycznie i dla świętego spokoju, aby nikt się nie czepiał, że znowu tak smutno się ubieram.

Zgubiłam swoją radość, zatraciłam siebie. Jedynym sensem każdego dnia, była myśl, że mam Piotrusia, jestem za niego odpowiedzialna i chcę go dobrze (w moim mniemaniu) wychować. Przez kolejne lata praktycznie ze wszystkim się zmagałam. Z rodziną, finansami, relacjami. To już nie było życie, to była wegetacja. Jak człowiek podpięty pod respirator.

Oczywiście szukałam ratunku dla siebie, jeździłam na różnego rodzaju spotkania i kursy z samorozwoju, ale to wszystko dawało tylko chwilową ulgę. Bo rozwiązania świata zamiatały problemy pod dywan. Rozwiązania ze świata brały kasę i dawały „pigułkę”, która jak starczyła do następnego spotkania i zakupu kolejnej „pigułki” to było rewelacyjnie. Jednak w większości przypadków starczała na dzień, dwa…

Przyszedł 15.02.2014 roku. Spotkałam się z Nim, z Bogiem. W końcu zaczęłam dostawać odpowiedzi na pytania, które zadawałam wielu osobom zajmującym się rozwojem osobistym, ale zawsze były niewystarczające, z niedopowiedzeniami, z lukami.

Każdego dnia dostawałam ogrom Bożej Miłości. Moje życie zaczęło się zmieniać.

Mijały kolejne lata. Sądziłam, że kwestię straty dzieci mam już wyprostowaną. Bo przecież modliłam się o to, rozmawiałam z kilkoma osobami, w wyobraźni odbył się pogrzeb mojej córeczki.

Na jednym ze spotkań w pewnym zborze, pastor powiedział, że będzie modlił się o kobiety, które poroniły i poprosił o podejście do niego. W pierwszej chwili pomyślałam, że ja już mam tę kwestię załatwioną i nie muszę wychodzić. Jednakże, po chwili zdecydowałam, że pójdę, przecież nie zaszkodzi mi jeszcze jedna modlitwa.

Miałam do przejścia jakieś 10 metrów. Kiedy wstałam i wykonałam pierwszy krok, poczułam jak bardzo się myliłam i jak bardzo jestem obciążona bólem po utracie Małej Istotki. Był to tak wielki ciężar, że ledwo przeszłam te 10 metrów. Po modlitwie, kiedy zapłakana wróciłam na swoje krzesło, Bóg dał mi wizję. Zrównał dla mnie niebo z ziemią i pokazał moje dzieci. Chłopca i Dziewczynkę. Wówczas już byłam pewna, że straciłam dwójkę. Dziewczynka miała już swoje imię - Ewa, bo było ustalone przy narodzinach Piotrusia. Natomiast Bóg dał Chłopcu imię Jakub. Na koniec wizji usłyszałam: „czekamy na ciebie”.

To był moment, w którym Bóg zdjął ze mnie cały ciężar po stracie, który był tak ogromny, że rujnował moje życie. Ból, który założył mi czarno-białe okulary, który ukradł radość, miłość, relacje i całą resztę.

Zaczęłam inaczej patrzeć na ludzi i świat. Moje serce zmiękło i poczułam, że w moim sercu biją trzy serca: Piotra, Jakuba i Ewy.

Moja przemiana nadal trwa i będzie trwać do końca moich dni tu na ziemi. Jednakże w kwestii macierzyństwa, jest przemienione, mięsiste, pełne uśmiechu i miłości.

📢 Ważna zmiana! Nowy rozdział na tej stronie 💛Drodzy,Chcę się z Wami podzielić ważną decyzją. Ta strona przechodzi metam...
24/02/2025

📢 Ważna zmiana! Nowy rozdział na tej stronie 💛

Drodzy,
Chcę się z Wami podzielić ważną decyzją. Ta strona przechodzi metamorfozę – od dziś skupię się na wsparciu kobiet, które przeżyły trudne chwile, takich jak strata, życiowe zmiany czy zagubienie.

💛 Będziemy tu mówić o wewnętrznym spokoju, odpuszczaniu tego, co nas przytłacza, i budowaniu życia w zgodzie ze sobą.

🍲 Pokażę Wam, jak proste gotowanie może być sposobem na dbanie o siebie, bez zbędnej presji i skomplikowanych przepisów.

🌿 Podzielę się też moją wiedzą o naturalnym wsparciu organizmu – poprzez suplementację i olejki eteryczne.

Jeśli to z Tobą rezonuje – zostań i bądźmy tu razem. Jeśli czujesz, że to już nie Twoja przestrzeń – rozumiem to i dziękuję za czas, który tu spędziłaś/spędziłeś.

To początek nowej drogi. Chcę, by ta przestrzeń była pełna ciepła, wsparcia i prawdziwych rozmów. Daj znać w komentarzu, czy zostajesz ze mną! 💬❤️

Z miłością,
Kasia❤️

Pierwszy ciepły wieczór w moim Miejscu Odpocznienia 🥰Mój zachwyt może się komuś wydawać głupi, niezrozumiały, ale...Ale ...
06/06/2023

Pierwszy ciepły wieczór w moim Miejscu Odpocznienia 🥰

Mój zachwyt może się komuś wydawać głupi, niezrozumiały, ale...
Ale to jest mój czas oderwania się od codzienności w środku tygodnia. Tak na chwilę, na tarasie, bez otulania się kocem, bo zimno...

Długo czekałam na tę chwilę, może dlatego jest tak wyjątkowa 😍 I mogę napisać: CHWILO TRWAJ...

https://youtu.be/_tJX2DC8zTs
09/10/2022

https://youtu.be/_tJX2DC8zTs

Dzielimy się z Wami kolejnym, autorskim materiałem projektu CSM / worship. To piosenka, która miała towarzyszyć konferencji uwielbieniowej, jednak zmieniliśm...

DROGA DO DOMU, PRZYSTANEK DRUGIWiara bowiem polega na ufnym oczekiwaniu spełnienia się tego, co zostało obiecane. Jest a...
25/06/2022

DROGA DO DOMU, PRZYSTANEK DRUGI

Wiara bowiem polega na ufnym oczekiwaniu spełnienia się tego, co zostało obiecane. Jest argumentem nadziei, że to, czego jeszcze nie widzimy, faktycznie nastąpi.
Hebrajczyków 11:1

na oczekiwaniu i na oczekiwaniu i na oczekiwaniu i dalej czekam…..

A jednak kolejny krok już wykonany. I jestem bliżej!

Wiara osadzona na Skale, choć czasami się chwieje, choć jest poddawana najróżniejszym próbom, choć po ludzku wygląda, że już nie da rady, to ona jednak daje radę i wszystko przetrzymuje i zachęca do działania.

Któregoś dnia stwierdziłam, że gdybym wiedziała, że tak to wszystko będzie się toczyło, to nie rozpoczęłabym całej tej wędrówki z budowaniem domu, domu z obietnicy.

Niewiara ludzi wokół mnie, rzucane kłody przez urzędy i potencjalnych kupców działek, sprawiały, że mój zapał do działania mocno osłabiał się. Czasami nie miałam siły aby rano wstać, a co dopiero pracować i żyć codziennością. I tu z pomocą przychodziła Boża zasada „ŻYJ DZISIAJ”, „TU I TERAZ”

Nie martwcie się więc o jutro, gdyż jutro zatroszczy się o siebie. Dzień dzisiejszy ma dość własnych kłopotów.
Mateusza 6:34

Dzień dzisiejszy ma dość własnych kłopotów, oj tak. Były dni, że sądziłam, że już nic więcej nie może się złego wydarzyć, że limit już wyczerpałam na tę „wędrówkę”, a tu psikus. Znowu coś. Znowu coś jest źle, znowu czegoś brakuje, znowu któregoś z urzędników nie ma i trzeba czekać na kolejny dokument, bez którego nie otrzymam następnego dokumentu lub nie zostanie wydana decyzja. (Stwierdzam, że filmy Stanisława Barei to nie komedie, to filmy dokumentalne, historie oparte na faktach 😉 )

Byłam wielokrotnie wprowadzana w błąd przez jedną osobę, ale, że oddałam całe to przedsięwzięcie Bogu, to za moment pojawiały się dwie lub więcej osób, które mówiły prawdę i sprawy prostowały się. I tak raz po razie.

No ale ile razy można przerabiać takie sytuacje? Okazuje się, że wiele razy. Wróg za wszelką cenę nie chce dopuścić, abym była szczęśliwa, spełniła marzenie. Ciągle w czymś miesza, ciągle wysysa ze mnie energię, abym nie zajmowała się tym co najważniejsze.

Złodziej przychodzi tylko po to, by kraść, zarzynać i niszczyć. Ja przyszedłem, aby owce miały życie i to życie w całej pełni.
Jana 10:10

I choć to wszystko wiedziałam dużo, dużo wcześniej, to i tak były sytuacje, kiedy ulegałam złym informacjom, które były jeszcze podsycane przez osoby z najbliższego otoczenia. Te które, tak po ludzku, zwyczajnie, chciałoby się, aby złapały za rękę, kiedy się potykałam.
Dzieje się tak, kiedy nasze oparcie przykładamy nie w tym miejscu. Kiedy zamiast na Bogu, opieramy się na człowieku. A przecież On:

Trzciny nadłamanej nie złamie, a knota tlącego się nie zagasi…
Izajasza 42:3

I tak dzień po dniu idę drogą do domu, omijam kłody, które ciągle ktoś mi rzuca i jednocześnie odnajduję siebie, wzmacniam siebie i strzepuję pył z tego co piękne. Aby nauczyć się na nowo radości dnia codziennego. Aby znowu dostrzegać to, co na pierwszy rzut oka jest niewidzialne. Aby zatrzymać się każdego dnia, choć na chwilę, tak po prostu, a świat niech sobie pędzi.

Ciąg dalszy… już niebawem

https://miejsceodpocznienia.pl/tylko-moje/droga-do-domu-przystanek-drugi/

jeśli chcesz przeczytać wcześniejsze wpisy
https://miejsceodpocznienia.pl/tylko-moje/droga-do-domu-przystanek-pierwszy/

18/05/2022

Adres

Łódź
95-039

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Serce, które bije w sercu umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Serce, które bije w sercu:

Udostępnij