15/01/2022
Stoję na kwaterze 53B. Wokół mnie kamienie z nazwiskami. W dłoni trzymam telefon i jestem na łączach z mamą. Mama milczy, ja wyczytuję.
Pochylona nad grobami czytam kolejno nazwiska ofiar. Szukam grobu Wacława. W żadnym rzędzie go nie ma.
Stoję zrezygnowana. W końcu rozpoczynam... ostatnie nazwiska w ostatnim rzędzie tej kwatery.
Pojawiają się polskie. Wyczytuję:
Gołąbiewski,
Bogacka,
Wissołek,
Bernhard, Domański,
Dobrzyński, Geschowiec,
Jankowski, Juźwiak,
Kordiaczny, Majerowski
Mieszkowski, Maliszewski,
Musiał, Olkiewitz...
kolejny...
Popowski, Rajkowski...
zatrzymałam się i pamiętam, że wydychając całe powietrze, wyszło ze mnie: "...jest".
Mówię do mamy: "Jest! Przedostatni grób! Znalazłam... Jest napisane: W. Popowski."
To była ta chwila wobec której nie wiedziałam jak się zachowywać.
Uklękłam i zaczęłam wyjmować nerwowo mech, który wrósł w literki.
Był to gest przypominający opiekuńcze poprawianie przez matkę szalika synkowi, zanim ten ją opuści wychodząc do szkoły. W rzeczywistości chyba chciałam jakoś przekazać swoją miłość i otoczyć opieką ten kamień, bo tylko ten kamień miałam.
Poczułam ulgę i natychmiast ogromną falę żalu.Trudno mi było sobie wyobrazić, że tu leży i jak leży...To jednak prawda... Jak go tu zakopali...i teraz ten kamień. Z datą. 1944 - koniec życia. Najchętniej bym go przytuliła, objęła. To była przedziwna wewnętrzna rozpacz, bo mimo, że go nie znaliśmy...czułam, że po 77 latach przyszedł do Wacława ktoś z rodziny i jakbym... była tymi wszystkimi ludźmi, którzy za nim tęsknili i on za nimi. Jakbym była nimi wszystkimi w jednej osobie, jakbym coś spłaciła, coś się dokonało...Wierzyłam, że Wacław się uradował...
Pierwszy raz w życiu doświadczyłam takiej strasznej prawdy na sobie.
To wychodzi poza pojmowanie i zrozumienie. Do dziś dzień nie mogę pojąć sensu wojny i sensu tej nienawiści. Choć wiadomo skąd się bierze całe zło, to trudno jest się z tamtą rzeczywistością pogodzić. W tym momencie przeszłość wciągnęła mnie w swoją bezdenną otchłań, co było potem konsekwencją mojej osobistej przemiany.
Na koniec rozmowy usłyszałam od mamy: "Musiałaś wyczytać imiona tych wszystkich ludzi, pierwszy raz głośno po ich śmierci, aby odnaleźć Wacława. To było jak modlitwa za nich wszystkich."