Holy Trinity Polish Church

Holy Trinity Polish Church Parafia Świętej Trójcy Polskiego Narodowego Kościoła Katolickiego w Hamilton, ON, Kanada

09/06/2026

23 Niedziela Zwykła

08/30/2026

22 Niedziela Zwykła

08/23/2026

21 Niedziela Zwykła

„Czego mi jeszcze brakuje?”To jedno z najważniejszych pytań dzisiejszej Ewangelii. Młody człowiek przychodzi do Jezusa, ...
08/17/2026

„Czego mi jeszcze brakuje?”

To jedno z najważniejszych pytań dzisiejszej Ewangelii. Młody człowiek przychodzi do Jezusa, bo naprawdę pragnie dobra. Zachowuje przykazania, stara się żyć uczciwie, nikogo nie krzywdzić. Można powiedzieć: porządny człowiek.

A jednak czuje, że czegoś mu brakuje.

„Czego mi jeszcze brakuje?”

Być może to pytanie powinien od czasu do czasu postawić sobie każdy z nas.

Można przecież chodzić do kościoła, modlić się, przestrzegać przykazań, pomagać innym, wykonywać swoje obowiązki – a jednak gdzieś głęboko czuć, że Bóg zaprasza mnie do czegoś więcej.

Jezus mówi młodzieńcowi:
„Przyjdź i chodź za Mną!”

Problemem tego człowieka nie było samo posiadanie majątku. Problem pojawił się wtedy, gdy okazało się, że nie potrafi go zostawić dla Jezusa. To, co posiadał, zaczęło posiadać jego.

I właśnie tutaj Ewangelia staje się bardzo osobista.

Bo każdy z nas ma swoje „posiadłości”. Niekoniecznie pieniądze. Może być nimi przywiązanie do własnego zdania, potrzeba kontroli, ambicja, wygoda, pozycja, uraza, której nie chcemy przebaczyć, albo lęk przed zmianą.

Możemy powiedzieć Bogu:
„Panie, zrobię dla Ciebie wiele…”
ale gdzieś w sercu pozostawić małe:
„…tylko tego jednego ode mnie nie żądaj”.

I być może właśnie tam znajduje się odpowiedź na pytanie: „Czego mi jeszcze brakuje?”

Najbardziej poruszające jest zakończenie dzisiejszej Ewangelii. Młodzieniec odchodzi zasmucony. Spotkał Jezusa. Usłyszał Jego zaproszenie. Był tak blisko… ale nie potrafił zrobić następnego kroku.

Nie każda rezygnacja daje wolność. Ale czasami, żeby naprawdę pójść za Chrystusem, trzeba coś zostawić.

Dlatego warto dzisiaj zapytać siebie:

Co jest rzeczą, bez której – jak mi się wydaje – nie potrafiłbym żyć?
Co najbardziej wiąże moje serce?
I czy gdyby Jezus powiedział mi dzisiaj: „Zostaw to i chodź za Mną” – potrafiłbym Mu zaufać?

Panie Jezu, pokaż mi, czego jeszcze mi brakuje. Daj mi odwagę zostawić to, co oddala mnie od Ciebie, i serce wystarczająco wolne, aby usłyszeć Twoje: „Przyjdź i chodź za Mną”.

„Panie, dopomóż mi…”Dzisiejsza Ewangelia pokazuje nam kobietę, która znalazła się w sytuacji po ludzku beznadziejnej. Je...
08/16/2026

„Panie, dopomóż mi…”

Dzisiejsza Ewangelia pokazuje nam kobietę, która znalazła się w sytuacji po ludzku beznadziejnej. Jej córka cierpi, a ona sama może zrobić już tylko jedno – wołać do Jezusa.

„Ulituj się nade mną, Panie!”

I wtedy wydarza się coś zaskakującego: Jezus milczy.

Czy nie znamy tego doświadczenia? Modlimy się o zdrowie, o rodzinę, o rozwiązanie trudnej sytuacji. Prosimy dzień po dniu, a odpowiedzi jakby nie było. Czasami właśnie milczenie Boga jest dla naszej wiary najtrudniejszą próbą.

Kobieta kananejska mogła się obrazić. Mogła odejść. Mogła powiedzieć: „Skoro Bóg mnie nie słucha, nie będę już prosić”. Ale ona pozostaje.

Najpierw woła: „Ulituj się nade mną!”
Potem podchodzi bliżej, pada do nóg Jezusa i wypowiada jedno z najprostszych wyznań wiary w Ewangelii:

„Panie, dopomóż mi”.

Bez pięknych słów. Bez długiej modlitwy. Bez tłumaczenia Bogu, co powinien zrobić. Po prostu: Panie, potrzebuję Ciebie.

I nawet wtedy, gdy słyszy słowa, które mogły ją zniechęcić, nie odchodzi. Jej pokora jest większa niż urażona duma, a miłość do córki silniejsza niż przeszkody stojące na jej drodze.

Dlatego Jezus mówi w końcu:

„O niewiasto, wielka jest twoja wiara!”

Może właśnie to jest dzisiejsza lekcja dla nas: wielka wiara nie polega na tym, że zawsze otrzymujemy od Boga natychmiastową odpowiedź. Wielka wiara zaczyna się wtedy, gdy mimo ciszy nie przestajemy ufać.

Są chwile, kiedy człowiekowi pozostaje tylko modlitwa kobiety kananejskiej:

Panie, nie rozumiem – ale zostaję.
Panie, nie widzę rozwiązania – ale ufam.
Panie, nie mam już siły – ale proszę:
dopomóż mi.

A może właśnie te trzy słowa powinny stać się dzisiaj naszą modlitwą:

„Panie, dopomóż mi”.

"Błogosławionaś jest, któraś uwierzyła…”Dzisiejsza Ewangelia pokazuje nam Maryję w drodze. Otrzymała od Boga niezwykłą w...
08/15/2026

"Błogosławionaś jest, któraś uwierzyła…”

Dzisiejsza Ewangelia pokazuje nam Maryję w drodze. Otrzymała od Boga niezwykłą wiadomość, która całkowicie zmieni Jej życie, a jednak nie zatrzymuje się na sobie. „Wybrała się i poszła z pośpiechem” do Elżbiety. Wiara Maryi od samego początku staje się służbą, obecnością i troską o drugiego człowieka.

To bardzo ważna lekcja również dla nas. Prawdziwe spotkanie z Bogiem nie zamyka człowieka w jego własnym świecie. Przeciwnie – otwiera oczy na tych, którzy są obok. Czasami największym darem, jaki możemy komuś ofiarować, nie są pieniądze ani wielkie słowa. Jest nim nasza obecność. Telefon. Odwiedziny. Dobre słowo. Chwila poświęconego czasu.

Elżbieta mówi do Maryi: „Błogosławiona jest, która uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Jej od Pana”. Maryja nie zna jeszcze wszystkich odpowiedzi. Nie wie, jak dokładnie potoczy się Jej życie. Ale ufa. I właśnie z tego zaufania rodzi się Jej Magnificat: „Wielbi dusza moja Pana”.

Maryja uczy nas dzisiaj jeszcze jednej rzeczy: zauważać wielkie rzeczy, które Bóg czyni także w naszym zwyczajnym życiu. Łatwo dostrzegać to, czego nam brakuje, co się nie udało, kto nas zawiódł. Trudniej zatrzymać się i powiedzieć: „Panie, dziękuję. Mimo wszystkiego, co przeżywam, widzę Twoją obecność”.

Może więc warto dzisiaj zadać sobie trzy proste pytania:

Do kogo powinienem „pójść z pośpiechem”, bo potrzebuje mojej obecności?
Czy potrafię zaufać Bogu także wtedy, gdy nie znam dalszej drogi?
Za jakie „wielkie rzeczy” mogę dzisiaj powiedzieć Bogu: dziękuję?

Niech Maryja uczy nas wiary, która nie pozostaje tylko w słowach, ale wyrusza w drogę, służy i przynosi Chrystusa drugiemu człowiekowi.

Maryjo, naucz nas ufać Bogu tak jak Ty i pomagać nam dostrzegać Jego działanie pośród naszej codzienności. Amen.

"Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela”Dzisiejsza Ewangelia zaczyna się od pytania o rozwód, ale Jezus prowa...
08/14/2026

"Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela”

Dzisiejsza Ewangelia zaczyna się od pytania o rozwód, ale Jezus prowadzi rozmowę znacznie głębiej. Faryzeusze pytają: co wolno? Jezus odpowiada: jaki był zamysł Boga od początku?

I właśnie tutaj znajduje się serce tej Ewangelii.

Jezus przypomina, że miłość nie została pomyślana jako coś tymczasowego, wygodnego i trwającego tylko tak długo, jak długo wszystko układa się po naszej myśli. Prawdziwa miłość jest przymierzem. Jest decyzją, by być przy drugim człowieku także wtedy, gdy pojawia się zmęczenie, rozczarowanie, różnica zdań czy kryzys.

Ale Jezus wypowiada również bardzo ważne słowa o „zatwardziałości serca”. To ona niszczy relacje. Niekoniecznie wielkie wydarzenia. Czasem zaczyna się od drobiazgów: przestajemy słuchać, przestajemy rozmawiać, przestajemy przebaczać. Pielęgnujemy urazy. Chcemy mieć rację zamiast ratować więź. Człowiek, który kiedyś był najbliższy, powoli staje się kimś obcym.

Dlatego dzisiejsza Ewangelia nie jest tylko nauką o małżeństwie. Jest również pytaniem o stan mojego serca.

Czy potrafię jeszcze przebaczać?
Czy umiem powiedzieć: „przepraszam”?
Czy potrafię zrobić pierwszy krok, nawet jeśli uważam, że to druga osoba powinna go zrobić?
Czy bardziej zależy mi na człowieku, czy na udowodnieniu swojej racji?

Nie każda historia życia jest prosta. Są małżeństwa poranione, rodziny przeżywające dramaty, są ludzie po rozstaniach i doświadczeniach, o których inni niewiele wiedzą. Dlatego Ewangelia nie może stać się kamieniem, którym będziemy rzucać w drugiego człowieka. Ma być lustrem, w którym najpierw zobaczymy własne serce.

Może więc dzisiaj zamiast pytać: „Kto zawinił?”, warto zapytać:

Czy moje serce nie staje się twarde?

Bo wiele relacji można jeszcze uratować, jeśli ktoś pierwszy przestanie liczyć winy, odłoży dumę i powie:

„Porozmawiajmy. Spróbujmy jeszcze raz.”

Panie Jezu, chroń nasze rodziny i małżeństwa. Ucz nas miłości cierpliwej, wiernej i przebaczającej. A tam, gdzie pojawiły się rany, daj odwagę do rozmowy, pojednania i nowego początku. Amen.

Ile razy mam przebaczyć?Piotr zadaje Jezusowi pytanie, które chyba każdy z nas kiedyś nosił w sercu: „Panie, ile razy ma...
08/13/2026

Ile razy mam przebaczyć?

Piotr zadaje Jezusowi pytanie, które chyba każdy z nas kiedyś nosił w sercu: „Panie, ile razy mam przebaczyć?” Czy siedem razy wystarczy? Czy istnieje moment, w którym mogę powiedzieć: „Dość. Już więcej nie potrafię”?

Jezus odpowiada: „Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy”.

Nie chodzi tutaj o matematykę. Jezus nie każe nam liczyć krzywd ani prowadzić rachunku przebaczenia. Mówi raczej: przestań liczyć.

I właśnie o liczeniu opowiada dzisiejsza przypowieść. Jeden człowiek otrzymuje darowanie długu tak wielkiego, że właściwie nie miał żadnej możliwości go spłacić. Wychodzi wolny. Otrzymał nowe życie. A chwilę później spotyka człowieka, który jest mu winien niewiele – i nie potrafi okazać mu tej samej łaski.

Można więc doświadczyć miłosierdzia, a jednak samemu pozostać bez miłosierdzia.

To jest chyba najbardziej niewygodne pytanie dzisiejszej Ewangelii: czy pamiętam, ile mnie samemu przebaczono?

Przebaczenie nie oznacza, że krzywda była nieważna. Nie oznacza również, że mamy pozwalać komuś krzywdzić nas ponownie. Można przebaczyć i jednocześnie postawić granice. Można przebaczyć i nie wrócić do relacji, która niszczy. Można przebaczyć, choć rana jeszcze boli.

Przebaczyć znaczy coś innego: nie pozwolić, aby krzywda zamieszkała w moim sercu i zaczęła decydować o tym, kim się staję.

Czasami przebaczenie nie dokonuje się w jednej chwili. Czasami trzeba każdego dnia na nowo powiedzieć Bogu:
„Panie, jeszcze boli. Jeszcze nie potrafię o tym zapomnieć. Ale nie chcę żyć nienawiścią. Pomóż mi przebaczyć”.

Może właśnie dlatego Jezus mówi o przebaczeniu „siedemdziesiąt siedem razy”. Bo czasem tej samej osobie i tę samą krzywdę musimy przebaczać w swoim sercu wiele razy, zanim naprawdę odzyskamy pokój.

Dzisiaj warto więc zapytać siebie:

Czy jest ktoś, komu wciąż wystawiam w sercu rachunek za to, co mi zrobił?

A potem przypomnieć sobie, ile razy Bóg spojrzał na moje własne słabości i zamiast powiedzieć: „Oddaj, coś winien”, powiedział:

„Daruję ci. Zacznij jeszcze raz”.

Może właśnie od tego zaczyna się prawdziwe przebaczenie – od świadomości, że wszyscy żyjemy dzięki Miłosierdziu.

„Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata…” (Mt 18,15)Dzisiejsza Ewangelia dotyka czegoś bardzo życiowego: co zrobić, ki...
08/12/2026

„Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata…” (Mt 18,15)

Dzisiejsza Ewangelia dotyka czegoś bardzo życiowego: co zrobić, kiedy ktoś nas zrani, zawiedzie albo postąpi wobec nas niesprawiedliwie?

Jezus nie mówi: opowiedz o tym wszystkim dookoła.
Nie mówi: odpłać tym samym.
Nie mówi też: udawaj, że nic się nie wydarzyło.

Mówi: „Idź i upomnij go w cztery oczy”.

To niezwykle ważna lekcja. Zanim o czyimś błędzie dowiedzą się inni, powinien dowiedzieć się o nim ten, kto go popełnił. Zanim pojawią się osądy, komentarze i podziały, powinna pojawić się rozmowa człowieka z człowiekiem.

Ale jest w tej Ewangelii jeszcze jedno piękne zdanie. Jezus nie mówi: „jeśli cię usłucha, wygrałeś”. Mówi: „pozyskasz swego brata”.

Bo w chrześcijaństwie nie chodzi o to, żeby wygrać spór. Chodzi o to, żeby nie stracić człowieka.

Czasami jednak pojednanie nie jest możliwe. Możemy wyciągnąć rękę, możemy próbować rozmawiać, możemy przebaczyć – ale nie możemy zmusić drugiego człowieka do prawdy, skruchy czy zmiany. Jezus pokazuje więc kolejne kroki, ucząc nas jednocześnie, że miłość nie oznacza zgody na wszystko. Miłość potrafi także postawić granicę.

A na końcu Jezus przypomina:

„Gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich”.

Może właśnie tego najbardziej potrzebujemy w naszych rodzinach, wspólnotach i relacjach: mniej rozmów o sobie nawzajem, a więcej rozmów ze sobą nawzajem. Mniej udowadniania swojej racji, a więcej szukania pojednania. Mniej słów wypowiadanych za plecami, a więcej słów wypowiadanych z miłością w cztery oczy.

Bo czasem jedno szczere spotkanie może uratować relację, którą wiele niepotrzebnych słów mogłoby zniszczyć.

Panie Jezu, naucz nas mówić prawdę z miłością, przebaczać bez pielęgnowania urazy i szukać człowieka nawet wtedy, gdy jest to trudne. Spraw, abyśmy bardziej pragnęli pozyskać brata, niż wygrać z nim spór.

ZIARNO, KTÓRE MUSI ZNIKNĄĆ...„Jeśli ziarno pszenicy, wpadłszy w ziemię, nie obumrze, zostanie samo jedno, ale jeśli obum...
08/10/2026

ZIARNO, KTÓRE MUSI ZNIKNĄĆ...

„Jeśli ziarno pszenicy, wpadłszy w ziemię, nie obumrze, zostanie samo jedno, ale jeśli obumrze, przynosi plon obfity”.

To jedna z tych Ewangelii, które brzmią pięknie… dopóki nie zaczniemy odnosić ich do własnego życia.

Bo przecież nikt z nas nie lubi tracić. Nie lubimy rezygnować z własnych planów, przyzwyczajeń, ambicji. Chcemy zachować to, co znamy, co daje nam poczucie bezpieczeństwa. A Jezus mówi dzisiaj coś zupełnie odwrotnego: czasem właśnie to, czego tak kurczowo się trzymasz, nie pozwala ci wydać owocu.

Ziarno pozostawione na półce może wyglądać pięknie. Jest całe, bezpieczne, nienaruszone. Ale nigdy nie stanie się kłosem.

Dopiero kiedy zostanie wrzucone w ciemną ziemię, kiedy pęknie i przestanie być tym, czym było – zaczyna się nowe życie.

Może podobnie jest z nami.

Są w życiu takie chwile, kiedy coś się kończy. Tracimy pewność, nasze plany się rozsypują, musimy z czegoś zrezygnować, coś przebaczyć, coś pozostawić za sobą. I wtedy łatwo pomyśleć: „Boże, dlaczego?”

A może czasem warto zapytać inaczej:

„Boże, co chcesz z tego wyprowadzić?”

Bo w rękach Boga nawet to, co wygląda jak koniec, może stać się początkiem.

Jezus nie obiecuje życia bez straty. Pokazuje jednak, że strata przeżywana z Nim nie musi być zmarnowana. Może stać się ziarnem dobra, którego owoc zobaczymy dopiero po czasie.

Może więc dzisiaj warto zapytać siebie:

Co we mnie musi obumrzeć, aby mogło narodzić się coś lepszego?

Moja pycha?
Uraza noszona od lat?
Potrzeba, żeby zawsze mieć rację?
Lęk przed zmianą?
A może przekonanie, że wszystko musi wydarzyć się według mojego planu?

Nie bój się być ziarnem w rękach Boga.

Bo kiedy człowiek pozwala Bogu „zasiać” swoje życie, może odkryć, że właśnie tam, gdzie widział stratę, Bóg przygotowywał najpiękniejszy plon.

Address

880 Barton Street East
Hamilton, ON
L8L3B7

Telephone

+19055490470

Alerts

Be the first to know and let us send you an email when Holy Trinity Polish Church posts news and promotions. Your email address will not be used for any other purpose, and you can unsubscribe at any time.

Contact The Place Of Worship

Send a message to Holy Trinity Polish Church:

Shortcuts

Featured

Share