22/08/2026
Stopniowo odkrywał ksiądz tajemnicę Strachociny. Już kilka dni po przyjeździe zbudziło księdza uderzenie w rękę, a w oknie pojawiła się postać z ciemną brodą. Co wtedy ksiądz sobie pomyślał?
To było w nocy z 10 na 11 września 1983 roku. Przyszedł do mnie tajemniczy ksiądz. Z początku myślałem, że to napad. Przestraszyłem się. Rano podzieliłem się przeżyciami z siostrą pracującą w zakrystii. Powiedziałem: "Jak tak dalej będzie, to ja tutaj nie wytrzymam". Siostra dopytywała, dlaczego tak mówię. Wytłumaczyła, że do wielu księży ktoś tu zawsze przychodził...
Musiałem dać sobie trochę czasu na przemyślenia. W kolejne noce spałem u kolegów, w innej parafii. Czułem jednak wewnętrzne przynaglenie, by jakoś rozwikłać tę zagadkę, która od tylu lat nękała Strachocinę. Wróciłem na miejsce, ale na noc nie gasiłem światła. Bałem się, że wizyty zjawy-kapłana mogą się powtórzyć.
Ona nie przychodziła systematycznie. Nie można było przewidzieć, której nocy się pojawi. Jednak z każdym przybyciem przypominała o swoim istnieniu i niedokończonej sprawie, którą tu rozpoczęto.
-Ks. Prałat Józef Niżnik