25/08/2026
Zaczęło się bardzo spokojnie, powiedziałabym niespodziewanie, i to już był pierwszy cud! Przeglądałam atlas świata i szukałam Pompejów. Byłam sama, w ciszy swego pokoju. Mieszkam razem z synową, synem i wnukami (oni na górze, ja na parterze). Jestem 87-letnią seniorką, dlatego często zaglądają do mnie i odwrotnie – ja do nich. I tak też było tym razem.
Przyszła do mnie Kasia (synowa) i zdziwiona zapytała, co mnie interesuje w atlasie. Odpowiedziałam, że sprawdzam, gdzie są Pompeje, bo byłam tam 40 lat temu z pielgrzymką z Kurii Gnieźnieńskiej, w lipcu 1985 roku, i niczego się wtedy nie dowiedziałam o Matce Bożej Pompejańskiej.
Dopiero 13 lat temu dowiedziałam się od mojej przyjaciółki Irki o tym cudownym miejscu. Kochana Irka opowiedziała mi o cudownych łaskach z Pompejów. Od tego czasu całym sercem zaczęłam się modlić do mojej Matki i bardzo dużo wymodliłam. Przekazałam to moim dzieciom. Nie było to zaskoczeniem dla mojej Kasi, która normalnie mnie zapytała: „I co, chciałabyś tam pojechać?”, a ja na to: „Coś ty, w tym wieku i z moją chorobą serca jest to marzenie”. Dostałam odpowiedź: „Coś ty, pojedziemy!”. Tu już było wstawiennictwo Matki Bożej. Synowa spojrzała ze mną do atlasu i na tym się skończyło. Gdy powiedziała reszcie rodziny, to wszyscy mówili, że to niemożliwe, ale gdy dojdzie do tego wyjazdu, wszyscy jedziemy razem. Matka Boża Pompejańska chciała inaczej i tym pokierowała. Moja synowa przekonała wszystkich, że to możliwe. I to był drugi cud od Matki Bożej Pompejańskiej.
Matka Boża mnie wołała
Zaczęły się przygotowania – wizyta u mojego lekarza kardiologa. Tym razem byłam z synem Tomaszem, który przekazał lekarzowi informację o naszym wyjeździe z prośbą o opinię. Wspaniały lekarz zbadał mnie i powiedział: „Może pani jechać, ale pod opieką rodziny, i to lecieć samolotem”. No i cóż, „Matka Boża mnie wołała”. I tu zdarzył się następny cud. Tak będę to opisywała, bo tak to odbierałam.
Łzy się zbierają w oczach na wspomnienie tego, jak Matka Boża chciała mnie w Pompejach – to jest następny cud. Po przygotowaniach nastąpił dzień wyjazdu z całą rodziną w piątkę: Kasia, Tomek, Maksymilian (wnuk), Kajetan (wnuk) i ja. Na pielgrzymkę wybrałam się bez strachu, bez obciążeń, a w kieszeniach miałam moje święte różańce, na których modliłam się do mojej Matki z Pompejów przez ostatnie 13 lat.
To świadectwo ukazało się w 81. wydaniu "Królowej Różańca":
Wydanie 81 "Królowej Różańca Świętego"
Bóg Ojciec oraz wizyta papieża Leona XIV w Pompejach, świadectwa Nowenny pompejańskiej, św. Filomena i uzdrowienie bł. Pauliny Jaricot. Jak zawsze świadectwa, reportaże, wspomnienia oraz inspirujący święci!
Zobacz
Zamów
PDF
W drodze do Matuchny - w kokpicie pilotów, © Fot. JD
Lot był piękny z moimi kochanymi, którzy bardzo mnie pilnowali i obserwowali. Czy to nie był cud? Ja nie umiem inaczej tego nazwać. Lot pomiędzy Poznaniem z Rzymem trwał bardzo krótko, bo jedynie dwie godziny. Wysiadając z samolotu, podziękowałam pani stewardesie za opiekę i piękny lot. Pochwaliłam się, że mam 87 lat i że to mój pierwszy lot samolotem. Przemiła pani uściskała mnie i przekazała to pilotom, mówiąc do nich: „Ej, koledzy, mamy pasażerkę 87 lat – wy razem tyle nie macie – która wam dziękuje za przepiękny lot”. Ci młodzi chłopcy (przepraszam, że ich tak nazywam) zaprosili mnie do kokpitu i uściskali oraz pozwolili zrobić zdjęcie z nimi (ale tylko mnie). Czy to nie był następny cud? Tak chciała moja Matuchna z Pompejów.
Rozlokowaliśmy się w Rzymie, z naszą wspaniałą opiekunką, panią Basią. I jak pięknie – powtórnie byłam w Rzymie (wszystko odżyło). Za wstawiennictwem Matki Bożej moja pielgrzymka odbyła się w Roku Jubileuszowym. Przeszliśmy przez Drzwi Święte, na dowód czego otrzymaliśmy certyfikaty. W Rzymie spotkaliśmy się z przyjaciółmi moich dzieci, Basią i Januszem, z którymi zwiedzaliśmy Rzym. Liczba moich opiekunów się zwiększyła, za co im serdecznie dziękuję.
Blisko papieża Leona XIV
Z rodziną i przyjaciółmi na Placu św. Piotra, © Fot. JD
W niedzielę uczestniczyliśmy we mszy świętej na placu Świętego Piotra i otrzymaliśmy błogosławieństwo Ojca Świętego Leona XIV. Ojciec Święty przejeżdżał bardzo blisko nas, a ja byłam najbliżej przejazdu, asekurowana przez moją rodzinę i przyjaciół. Tłumy ludzi, a znów to ja byłam blisko papieża – czy to nie cud? Czterdzieści lat temu byłam na prywatnej audiencji u Jana Pawła II, a teraz jestem blisko papieża Leona XIV. To są niewyobrażalne wspomnienia i przeżycia. A to wszystko to łaska od Matki Bożej Pompejańskiej na drodze do Jej stóp.
Następnego dnia udaliśmy się pociągiem do celu naszej pielgrzymki, czyli Pompejów, w pięknej scenerii i ślicznych krajobrazach. Dotarliśmy do Pompejów. Moje serce pękało z radości. Cała moja rodzina również to ze mną przeżywała. Z dworca przeszliśmy prosto do Domu naszej Matki – Bazyliki Pompejańskiej. Pełna radości, w otoczeniu moich najukochańszych na ziemi, weszłam do królestwa mojej kochanej Matuchny. Moje serce drżało, oczy miałam pełne łez i nie mogłam pojąć, że to rzeczywistość. Upust nastąpił, gdy doszliśmy już bardzo blisko, na wyciągnięcie ręki, do mojej najukochańszej Matki.
Sam na sam z Matką Bożą
Pani Jadwiga przed ołtarzem Królowej Różańca Świętego w sanktuarium w Pompejach, © Fot. JD
W Bazylice było cichutko i spokojnie. Oprócz mnie i mojej rodziny znajdowało się w niej zaledwie kilka osób z różańcami w ręku. Przede wszystkim jednak byłam tam ja z moją Mateczką. W tej ciszy nie do opisania wszystko mogłam powierzyć mojej Mateczce. Nigdy wcześniej nie doświadczyłam takiej modlitwy w świętym miejscu. Zazwyczaj były tłumy, a tu, w Pompejach, byłam prawie sam na sam z Matką Bożą. Mogłam wszystko spokojnie Jej powiedzieć, i to wszystko w świętej ciszy. Tak mnie przyjęła Matka Kochana Pompejańska. Podczas tej ciszy modlitewnej wszedł pan, który zaśpiewał „Ave Maria” – to było niesamowite przeżycie. Pojawiła się też trójka Polaków, którzy zaśpiewali Matce Bożej po góralsku. Zapytałam, czy są z Zakopanego, na co odparli, że z Lublina. Ta cisza, ten spokój i ja na uczcie u Matki, której wszystko spokojnie powiedziałam, której za wszystko dziękowałam (i nie wiem, dlaczego taki zaszczyt mnie spotkał). Po paru godzinach pożegnałam się z Matką Bożą, a następnie zwiedziłam bazylikę. W kaplicy bocznej spoczywała trumna z relikwiami Bartola Longo, przygotowana na 19 października na kanonizację. Czy nie był to kolejny cud, że przed kanonizacją założyciela i twórcy Pompejów znalazłam się u tronu Matki Bożej Pompejańskiej? Nie da się opisać tego, co przeżyłam w tak pięknym miejscu z moją Orędowniczką. Musiałam zakończyć tę moją rozmowę, modlitwę i pożegnać się z moją cudowną Matką, od której otrzymałam tak wiele łask i która niczego mi nie odmówiła.
Przy relikwiach św. Bartola Longo, © Fot. JD
Przepiękna modlitwa różańcowa dała i daje mi wszystko, o co proszę. Wystarczy z otwartym sercem pełnym zawierzenia zaufać Maryi i prosić Ją, a na pewno się to otrzyma. Zapewniam wszystkich, którzy to przeczytają, aby zaufali z całego serca Matce Bożej Pompejańskiej. Ja to otrzymałam i dziękuję za dar modlitwy nowenny pompejańskiej.
Dziękuję
Po tak pięknym przeżyciu z moją kochaną rodziną, uduchowieni i wpatrzeni w Matkę Pompejańską, po mszy świętej o godzinie 16:00 wróciliśmy pociągiem do Rzymu. Rano 14 października pani Basia zawiozła nas na lotnisko i znów była piękna pogoda. Poznań przywitał nas deszczem (nie dało się tego słoneczka przewieźć), to był ostatni „cud powrotu”, z całą rodziną szczęśliwie – bo tak chciała Pani Pompejańska.
Kochani, wierzcie Jej z całego serca, a wszystko otrzymacie! Ona, Pani moja i Orędowniczka. Wierzcie mi, że z Jej różańcem świat jest piękniejszy, a trudy i problemy życiowe za Jej wstawiennictwem znikają – bo Matka Pompejańska kocha nas wszystkich.
Królowo Różańca Świętego, dziękuję za ten cud spotkania z Tobą. Dziękuję mojej rodzinie, dzieciom, wnukom i ich przyjaciołom za bardzo szczęśliwe i piękne przeżycie.
Dziękuje Ci, Królowo Różańca Świętego.
prenumeratorka Jadwiga
https://pompejanska.krolowa.pl/2026/08/zapraszamy-na-pielgrzymke-do-matki-bozej-pompejanskiej/
Dołącz do kolejnej pielgrzymki! - Patrz komentarze 👇🏾