20/08/2026
Po co świadek na ślubie?
Kiedy byłem mały, na pogrzebach w Murowanej Goślinie zawsze była kobieta, która przez kilka wieczorów przed pogrzebem prowadziła przy trumnie Różaniec. A po pogrzebie inna śpiewała i modliła się za zmarłego. Ktoś robił coś dla tego, kto odszedł.
Dziś często nie potrafimy się modlić, więc z głośnika leci Barka albo gra trąbka. Nikogo nie oceniam, bo wiem, że stoi za tym bezradność, a nie brak miłości. Ale wierzę, że stać nas na więcej.
Kilka dni temu był pogrzeb Kazi. Bliscy pytali mnie, co zrobić podczas ostatniego pożegnania. Poradziłem, żeby sami poprowadzili modlitwę i powiedzieli to, co dla nich ważne. Wyszła z tego piękna uroczystość. Mogłem powiedzieć to wszystko sam, ale po co, skoro może to zrobić ktoś, kto ją kochał.
Kiedy ktoś bliski umiera, bierze ślub albo przyjmuje chrzest, nie musisz stać z boku. Możesz przeczytać czytanie, zaśpiewać psalm, poprowadzić modlitwę wiernych i wymienić w niej imiona bliskich. Nie z karteczki ściągniętej z internetu, tylko z serca.
Na Łacinie proszę rodziny, żeby same przygotowały swoją uroczystość. Żeby to bliscy zaśpiewali, posłużyli przy ołtarzu, podali obrączki, przywitali gości. A kiedy ktoś zostaje chrzestnym, przystępuje wcześniej do spowiedzi i komunii, bo bierze odpowiedzialność za wiarę tego dziecka.
Ale uczestniczyć nie znaczy koniecznie mieć zadanie. Sobór mówi wyraźnie, że modlitwa i milczenie pełne czci też są czynnym udziałem w liturgii. Możesz być obecny całym sobą, siedząc w ławce.
Byliście pewnie na ślubach, gdzie kościół pełen ludzi, a do komunii idą trzy osoby. Zachęcam gości, żeby przystąpili wcześniej do spowiedzi. Zachęcam, ale nie naciskam. Są ludzie, którzy dziś komunii przyjąć nie mogą, i oni też są w kościele u siebie. Ich modlitwa nie jest gorszym miejscem.
Cieszę się, że na Łacinie wielu świadków ślubu wraca po latach do spowiedzi. Nikt ich do tego nie zmusił.
I jeszcze jedno, najważniejsze. To nie my tworzymy piękno liturgii. Działa w niej Chrystus, a my odpowiadamy. Ale ta odpowiedź naprawdę coś znaczy. Jeśli myślisz, że w kościele jest smutno i bez ducha, spróbuj raz przyjść inaczej. Nie jako widz, tylko jako ktoś, kto przyszedł modlić się za osobę, którą kocha.