31/08/2021
Dawno, dawno temu, za górami, za lasami… Potok pojechał na iście bajeczny obóz! Las obok Gołębia na dwa tygodnie wypełnił się baśniami, złotymi rybkami, elfami, księżniczkami i przede wszystkim roześmianymi harcerkami! ❤
Obóz rozpoczął się oczywiście od pionierki a gdy tylko ją skończyłyśmy, od razu wyruszyłyśmy na Zwiad na zlecenie nimfy leśnej. 🌿
Kolejnym wyzwaniem któremu stawiłyśmy czoła był Kulinar - ale jaki! Żeby zdobyć składniki do naszych dań musiałyśmy znaleźć zagubione elfie monety, następnie targować się o rzadkie specjały na targu wszechbaśni, wtedy dopiero mogłyśmy użyć naszych talentów kulinarnych i kreatywnych, żeby wymyślić i przygotować dania godne uczty u księżniczki elfów. A jaka to była uczta! Wilk i Czerwony Kapturek podzielili się swoim drugim śniadaniem, Calineczka wyprawiła przyjęcie na cześć swoich zwierzęcych przyjaciół, a babcia Czerwonego Kapturka gotowała ze swoimi nowymi przyjaciółmi, czarownicą i ropuchem.
Po takiej uczcie przyszedł czas na gry zastępów. U Łasicy pozostałe zastępy miały szansę ułożyć swoje własne baśnie i zaprezentować je przed całą drużyną, a u Geparda poćwiczyłyśmy jakże niezbędne umiejętności udzielania pierwszej pomocy (w sytuacjach jak najbardziej realnych!).
Nie zapomniałyśmy też na tym obozie poćwiczyć naszego zmysłu estetycznego - druhna Ola uczyła nas robić dzwonki wietrzne z bambusa (nazwane przez nas zdrobniale bambotlami).
Olimpiada sportowa nie tylko sprawdziła naszą sprawność fizyczną, ale pozwoliła nam też wykorzystać w praktyce umiejętności nabyte na grach zastępów.
A skoro tematem naszego roku były baśnie, nie mogło zabraknąć śpiewania! Codziennie uczyłyśmy się nowych piosenek lub ćwiczyłyśmy stare, korzystając z naszych pięknych, nowych śpiewników. 🌼
Wielka Gra to było naprawdę wielkie wydarzenie w naszym życiu obozowym! Musiałyśmy pokrzyżować plany Nocnego Mączarza i uratować Świat Baśni!
A jeśli myśleliście, że Kulinar to jedyne tego typu zawody na obozie, to byliście w błędzie. Oprócz tego zmierzyłyśmy się w niezwykle podchwytliwych zawodach, zwących się Biegiem Leczo. Kto by się spodziewał, że tak proste danie może być tak trudne, kiedy trzeba gotować w pojedynkę i nie rozmawiać między sobą?
Ale mimo tylu fantastycznych (dosłownie i w przenośni) wydarzeń, nie zapomniałyśmy o tym co najważniejsze. Codziennie uczestniczyłyśmy we Mszy Świętej odprawianej w naszej leśnej kaplicy. Jednego wieczora także zamiast zwyczajowego ogniska, drużyny zebrały się razem na oratorium skupione wokół tajemnic światła różańca i zakończonym adoracją Najświętszego Sakramentu.
Na tym obozie odbyło się też długo wyczekiwane (i w pełni zasłużone) przyrzeczenie Martyny. Jaka to była wspaniała chwila! A dla niej także początek jeszcze pełniejszej przygody harcerskiej. ❤
Ale w końcu, po czternastu cudownych dniach, przyszedł rozstań czas… Na apelu końcowym pożegnałyśmy zastępową Geparda Basię i naszą drużynową druhnę Wicię, które wyruszyły teraz dalej pełnić służbę (dh. Wicia) i dopiero rozpoczynać swoją przygodę w czerwonej gałęzi (Basia jako młoda przewodniczka). Ale łzy wzruszenia mieszały się też z łzami radości na myśl o nowym roku, pod przewodnictwem nowej drużynowej - druhny Wiki i jej przybocznej - druhny Uli.
Tekst: zastępowa Łasicy Gabi
Foto: dh. Wicia i dh. Ola