05/05/2026
🕯️83. rocznica męczeńskiej śmierci błogosławionego brata Grzegorza Bolesława Frąckowiaka z Łowęcic!
"Ojcze, czy mogę zaaresztowanych skłonić, by swymi zeznaniami mnie obciążyli? Są wśród nich ojcowie rodzin. Czy mogę za nich wziąć winę na siebie?"
Brat Grzegorz Bolesław Frąckowiak urodził się 18 lipca 1911 r. w Łowęcicach koło Jarocina w Wielkopolsce. Rodzice jego Andrzej i Zofia z domu Płończak posiadali średnie gospodarstwo, dziewięciu synów i trzy córki, z których dwie zmarły w dzieciństwie. Bolesław był ósmym dzieckiem.
Chrzest otrzymał w parafialnym kościele w Cerekwicy. Do szkoły podstawowej chodził do Wojciechowa, ale nie chciał uczyć się po niemiecku, za to w polskiej szkole uczył się bardzo dobrze.
Gdy Bruczków objęli w 1927 r. Misjonarze Werbiści, za radą ks. proboszcza Poczty, rodzice zgłosili go tam do Niższego Seminarium Misyjnego. Niski poziom nauczania w szkole podstawowej nie dawał mu jednak dużych możliwości, tym bardziej, że w Seminarium uczono w trybie przyspieszonym dla starszych powołań. Doradzono mu zatem zrealizowanie swego powołania jako brat zakonny. Został przyjęty w Górnej Grupie pod Grudziądzem, gdzie Werbiści mieli także postulat i nowicjat dla braci.
Po rocznym postulacie otrzymał 8 września 1930 r. habit zakonny i nowe imię Grzegorz. Był najgorliwszym nowicjuszem i po dwu latach złożył pierwsze śluby zakonne, przy drukarni pouczył się introligatorstwa i potem już samodzielnie stał się introligatorem dla całego Domu Seminaryjnego.
Na początku wojny zamieszkał u swego brata w Poznaniu bez możliwości zameldowania się i wkrótce musiał opuścić miasto. Pojechał wówczas do rodzinnej wioski, do Łowęcic. Tutaj rozpoczął cichą działalność. w porozumieniu z o. Giczelem, werbistą, który był wtedy proboszczem w pobliskim Rusku i za cichym przyzwoleniem miejscowego proboszcza, dwa razy w tygodniu uczył dzieci katechizmu i przygotowywał je do i Komunii św., chodził też do ludzi chorych i starszych.
W Jarocinie dowiedziano się w jakiś sposób, że brat Grzegorz jest introligatorem. Otrzymał zatem nakaz pracy w drukarni. Polskie podziemie jarocińskie wydawało gazetkę „Dla Ciebie, Polsko". „Aby podtrzymać Polaków na duchu", jak mówił, przyłączył się w 1941 roku do jej kolportażu. Za radą jednak o. Pawła Kiczki SVD (1899–1982) szybko tego zaniechał. O. Kiczka został po aresztowaniu o. Giczela spowiednikiem brata Grzegorza. W 1942 roku gestapo wpadło na trop organizacji. Zaczęły się masowe aresztowania. W przeddzień własnego aresztowania, o którym brat Grzegorz był uprzedzony, udał się na rozmowę do o. Kiczki, który tak relacjonuje to spotkanie: „Jesienią 1942 roku – dokładnej daty nie mogę podać – przyjechał br. Grzegorz rowerem z Jarocina do mnie i powiada:
— "W Jarocinie masowe aresztowania z powodu ulotek. Ponoć i mnie szukają.
— Teraz zwiewać, Brat ma dość kryjówek w Poznaniu.
— O tym nie myślę. Ojcze, czy mogę zaaresztowanych skłonić, by swymi zeznaniami mnie obciążyli? Są wśród nich ojcowie rodzin. Czy mogę za nich wziąć winę na siebie?
— Jeśli Brat czuje się na siłach, ale na to potrzeba odwagi. To byłaby ofiara z życia."
Potem się wyspowiadał i w kościele przyjął Komunię św. Po dziękczynieniu podał mi rękę. Do zobaczenia, ale już nie tu. Odjechał. Na drugi dzień został aresztowany. Inni, którzy z jego polecenia składali winę na niego, wrócili znowu do swych rodzin”. (P. Kiczka SVD, Brat Grzegorz, Bolesław Frąckowiak. Wspominamy, s. 171–173).
W liście z 20 października 1965 roku o. Kiczka pisze między innymi: Warto byłoby wspomnieć o Br. Grzegorzu, jest co do ofiarności chlubnie do porównania z O. Kolbe, On w Jarocinie zostaje uwięziony za „gazetki” z różnymi innymi osobami i przyjął całą „winę” za to na siebie, mimo że od roku w tej sprawie nie był zawikłany. Gestapo brało go za głównego winowajcę i został za nich ujęty i zgładzony.
Z więzienia w Jarocinie został razem z innymi zawieziony do Poznania do Fortu VII. Trasa jego męczeńskiej drogi prowadziła przez Jarocin, Środę i Fort VII. Niemcy początkowo traktowali go jak innych. Kiedy jednak znaleźli duży medalik zaszyty w czapce i odkryli, że jest on duchownym znęcali się nad nim w specjalny sposób. Nie bronił się, był spokojny i bardzo cierpliwy. W Domu Żołnierza w Poznaniu wzięto go na tortury, „na kobyłkę”, bito w ścięgna, katowano.
Przewieziony do Drezna, gdzie otrzymał wyrok śmierci. Został ścięty 5 maja 1943 r.
Beatyfikowany przez Jana Pawła II w grupie 108 Męczenników czasów II wojny światowej, w Warszawie 13 czerwca 1999 r.